Twórcy Heroes 6 i 7 stworzyli piracką strategię. Corsair Cove to city builder, jakiego jeszcze nie było [RECENZJA]

Twórcy Heroes 6 i 7 stworzyli piracką strategię. Corsair Cove to city builder, jakiego jeszcze nie było [RECENZJA]
Jedni grają w odświeżonego Black Flaga, ja zaś, człek lubujący się w strategiach wszelakich, wybrałem bardziej osiadły tryb karaibskiego życia i buduję własną Tortugę. Czy warto było?

Growy świat zajęty piraceniem! Skandal! UV recenzował niedawno Black Flaga Resynced, którego Mikos teraz testuje na Steam Machine. Nie tak dawno temu dostaliśmy świetne Windrose (już zapowiedziano wielką aktualizację), a jeszcze ekipa od Path of Exile 2 stara się skraść dla siebie kawałek jolly rogera! 2026 zdecydowanie należy do piratów.

Jeżeli spodziewaliście się jednak następcy Sid Meier’s Pirates! – muszę was zmartwić. To zupełnie nie ten rodzaj rozgrywki. Corsair Cove autorstwa Limbic Entertainment to city builder, który – i owszem – zawiera jakieś elementy morskich eskapad, jednakże to zaledwie ciekawy dodatek do gameplayu.

Mosty, mosty, mosty! Więcej mostów!

Twórcy przygotowali dwa tryby: fabularny i wolny, niemniej podstawa jest ta sama – wcielamy się w zarządcę wyspy, a w zasadzie maleńkiego archipelagu. Jego mieszkańcy to piraci, którzy uciekli z więziennego konwoju morskiego i dopłynęli na dość… niekorzystny geograficznie teren składający się z wielu gór, płaskowyżów, stromizn czy innych wertepów. Świat gry jest oczywiście większy i możemy – a nawet musimy – wysyłać liczne morskie ekspedycje, aby nasi załoganci trudnili się napadami, polowaniami, rabunkami oraz całą masą innych aktywności.

Zacznę od mechaniki budowania, bo tym jestem szczerze zachwycony, a wizualnie przedstawia się to obłędnie. Dostajemy na początku kilka surowców i podstawowy obóz. Samouczek przeprowadza nas przez pierwsze etapy pozyskiwania zapasów oraz zaspokajania potrzeb naszej wesołej kompanii: trzeba jej postawić namioty do spania, następnie dodać tartak, kuchnię, grill, gorzelnię, a przecież znajdujemy się na maleńkiej plaży u podnóża klifu! Co więc robić?

Autorzy wykazali się dbałością o klimat, ponieważ bez problemu możemy montować wszystkie budynki na wszelkich płaskich ścianach, a każdy z nich jest utrzymany w marynistycznej konwencji. Tworzenie kolejnych tyrolek, mostów, wind czy masztów sprawia wrażenie rozszerzania kadłuba wielkiego okrętu. Kiedy już cała wyspa zostaje zaludniona i zabudowana, przypomina istną twierdzę niczym Zatoka Rozbitków z filmu „Piraci z Karaibów: Na krańcu świata”.

Piracki honor, upór i duma

Poziom trudności początkowo może rozleniwić, a nawet uśpić czujność zaprawionych w morskich wojażach korsarzy (i architektów miast!), lecz niech was nie zwiodą łatwe łupy – gdy tylko zaczniecie zdobywać dalsze wody oraz poznawać tajemnicze atole Siedmiu Mórz, wasza wyspa rozbrzmi hukiem dział, powietrze prześmierdnie prochowym dymem, a mielizny wypełnią wraki statków Korony.

W Corsair Cove możemy przegrać, jeżeli wskaźnik tzw. braterstwa spadnie do zera. Funkcjonuje tu system niezadowolenia, przypominający nieco ten frostpunkowy (nie są to jednak wybory trudne ani tykające naszą moralność) i zależny głównie od podejmowanych decyzji tudzież zaspokojenia potrzeb mieszkańców wyspy, a te rosną wraz z rozbudową naszej republiki. Nowe elementy odkrywamy nie tylko poprzez eksplorację, ale również wykonywanie poszczególnych misji głównych oraz pobocznych (w stylu: postaw daną liczbę obozów). Zapewnia to punkty, które możemy przeznaczyć na odkrycie kolejnych budynków, zwiększenie produkcji czy prędkości poruszania się po wyspie. Finalnie jest tego całkiem sporo.

Skąd jednak brać na to wszystko zasoby? Miejsca nie mamy za dużo, a zbyt szybka ekspansja może spowodować później spore problemy. Zwłaszcza że logistyka pełni istotną funkcję w grze – prędkość transportu surowców okazuje się tu kluczowa! Piraci jednak nie lękają się przygód (czy rozbojów), więc pewien deficyt można uzupełnić morską ekspedycją. Na przykład po złoto! Nie da się go bowiem produkować, handel jest początkowo niedostępny (a i tak słabo opłacalny). Na mieszkańców lepiej nie liczyć, w końcu piraci nie płacą podatków.

Hoist the Colours

Do dyspozycji mamy kilka typów statków oraz kapitanów – każdy okręt nadaje się do czegoś innego, a dowódcy lepiej lub gorzej radzą sobie z poszczególnymi misjami czy korelują z daną jednostką. Czarnobrody na ten przykład to czysty taran najlepiej sprawdzający się w walce, ale powoli gromadzący łupy. Miły dodatek stanowi wskaźnik potencjału łajby w zależności od tego, kto przejmie stery.

Nie będę ukrywał, że walka nie sprawia za wiele satysfakcji. To prosta minigra w postaci karcianki bazującej na rzutach kośćmi oraz statystykach statku i kapitana. Co jakiś czas jesteśmy również atakowani, jednak gdy nie zdecydujemy się na przechwycenie wroga, obrona ogranicza się do wież strażniczych. Trochę to bez sensu, kiedy nieprzyjaciel naciera na port, a cumujący w nim statek po prostu czeka na zatopienie, ale cóż… Pewnie byłoby wówczas zbyt łatwo. Szkoda tylko, że nie możemy popływać sobie łódeczkami samodzielnie.

Wyspa ma kilka dogodnych miejsc, by wybudować przystań, więc finalnie będziemy sterować małą flotyllą, gotową do obrony lub innych misji. Im dalej docierają nasze statki, tym więcej pojawia się opcji rozbudowy miasta. Wraz z rozwojem zyskujemy możliwość ulepszania pirackiej armady. Proste krypy sprawdzą się w początkowych zadaniach, ale prędzej czy później zaczynamy potrzebować znacznie potężniejszych żaglowców. Takowe jednak wymagają również bardziej wyspecjalizowanej załogi, a więc lepszych zasobów, by to wszystko utrzymać. Koło ekonomii w Corsair Cove kręci się nieubłaganie. Obecnie mam flashbacki rodem z Factorio – nie wiem, jak działa moja wyspa, ale jakoś działa…

Zieleń palm, lazur wód i szanty

Mapa została podzielona na kilka obszarów – każdy z nich kryje się za mgłą, a rozproszyć ją można poprzez wysłanie jednostek. Misje na morzu przynoszą różne benefity: spory zastrzyk zasobów, nowych piratów lub po prostu rozwój fabuły. Część z nich da się po pewnym czasie powtarzać. Historia okazuje się raczej szczątkowa, a głównym celem gry jest zdecydowanie coraz trudniejsze zarządzanie wyspą.

Wizualnie całość wypada nieźle, aczkolwiek to muzyka zrobiła na mnie największe wrażenie, i to już na starcie. Menu wita nas poważną pieśnią, która przechodzi w klimatyczny ambient. Podczas rozgrywki towarzyszą nam raczej wesołe, skoczne tony liry korbowej, skrzypiec, bębnów, a także piszczałek. Z kolei standardową ścieżkę audio niekiedy zagłusza dźwięk szant dobywający się z jakiegoś domostwa.

Najciekawsze są jednak detale. Piraci, niczym zaprawione w żegludze mrówki, biegają po kładkach i wspinają się z małpią gracją po linach. Każdy z nich trudzi się i ciężko pracuje dla dobra wyspy, by móc potem odpocząć, zjeść gulasz, wypić kubeczek rumu, pośpiewać czy… potańczyć ze świnią. Naprawdę nie wiem, dlaczego wybór padł akurat na to zwierzę. Obstawiam, iż twórcy Tropico 6 inspirowali się lamą jako maskotką dyktatorskiej serii, więc postanowili zaimplementować w swojej nowej grze różne scenki rodzajowe z prosiaczkami. Niemniej – jeżeli Corsair Cove was skusi, zwracajcie uwagę na szczegóły. Jedyne, co potrafi zirytować, to miejscami toporna praca kamery, gdyż ta blokuje się w ciasnych przejściach.

I jeszcze słówko o optymalizacji – dałoby się to zrobić nieco lepiej. Niejednokrotnie podczas gry odpalały mi się wszystkie możliwe wiatraki, nawet po obniżeniu ustawień graficznych. W tym roku zdarzyło mi się to chyba jedynie przy Pragmacie, a sami przyznacie, że różnica między tymi produkcjami jest dość zauważalna.

Dla kogo?

Choć systemem zarządzania gra przypomina Tropico czy może Anno, nie stara się być klonem w karaibskiej panierce (jak Republic of Pirates), tylko znajduje własną tożsamość poprzez estetykę, humor, mechanikę i audio. Jeżeli czekacie na Tropico 7, Corsair Cove wydaje mi się ciekawym wyborem. Natomiast w ramach uzupełnieniapolecam także tekst Doksy, która miała przyjemność zapoznać się z tym tytułem wcześniej.

Corsair cove – ocena i podsumowanie

OCENA: 7+

PODSUMOWANIE: Corsair Cove to ciekawy city builder, łączący rozbudowę pirackiej osady na klifach z morskimi eskapadami. Gra wyróżnia się marynistycznym klimatem, świetną oprawą dźwiękową oraz ujmującymi detalami, oferując wciągającą rozgrywkę.

PLUSY:

  • detale oprawy audiowizualnej;
  • piracki humor i klimat;
  • przyjemny, wciągający gameplay;
  • wymagająca planowania warstwa strategiczna;
  • widowiskowość.

MINUSY:

  • nieco powtarzalna na dłuższą metę;
  • mało satysfakcjonująca walka;
  • szczątkowa fabuła;
  • drażniąca kamera w ciasnych miejscach.

Skomentuj