Magazyn w cenie gazety, periodyk konsolowy z płytami i nowy Top Secret. Wspominamy zapomniane czasopisma growe

Magazyn w cenie gazety, periodyk konsolowy z płytami i nowy Top Secret. Wspominamy zapomniane czasopisma growe
W siódmej już odsłonie przeglądu dawnych i nieco zapomnianych polskich pism gamingowych prezentuję takie tytuły jak PSM2, nietypowy Virus_ i efemeryczny dwumiesięcznik Game.info. A na deser przypominam nieudaną próbę reaktywacji kultowego Top Secreta. Kupowaliście któreś z nich? Czy macie związane z tymi tytułami wspomnienia?

Gazeta growa za 1,99 zł

PSM2 (2003)

Co stoi za tym skrótowcem? PlayStation 2 Magazyn. Niestrudzony Marek Suchocki po tym, jak musiał zlikwidować OPSM (opisany w trzecim odcinku tego cyklu), po dwóch latach wystartował z nowym magazynem konsolowym, tym razem poświęconym PS2. (Warto dodać, że równocześnie w latach 2003–2008 CGS wydawał też bardziej chyba znany – i odczuwalnie droższy – Oficjalny Polski PlayStation 2 Magazyn).

PSM2 wychodziło na licencji brytyjskiego Future Network. Jego objętość wahała się pomiędzy 68 a 76 stronami, w zależności od numeru. Rzec trzeba, że wyglądało naprawdę ładnie, jak na owe czasy. Dołączano do niego DVD, czym bardzo chwalono się we wstępniaku, bo w segmencie konsolowym stanowiło to rzadkość. Gdzie haczyk? Na owych DVD nie znajdowały się żadne dema, czyli to, co na cover dyskach najcenniejsze (pomijając pełne wersje). Co tam zatem wrzucano? Trailery, materiały promocyjne, wywiady z twórcami itd.

Za to wszystko chciano 19,99 zł. W założeniu miała to być zapewne taka namiastka OPSM2, dla mniej zamożnych graczy. Ale najwyraźniej pomysł nie wypalił, bo pismo nie przetrwało nawet roku. Pojawiło się w sumie osiem numerów, po czym o PSM2 słuch zaginął. Do tego stopnia, że dzisiaj praktycznie nigdzie nie ma jego skanów, rzadko pojawia się też na aukcjach na Allegro czy OLX-ie.

Virus_ (2003–2005)

Znany także jako Magazyn Virus – naprawdę dziwny projekt bardzo taniego magazynu gamingowego dla masowego odbiorcy. Ot, by go kupić, w parę kwadransów przeczytać i wyrzucić, tak jak codzienną gazetę, której się przecież nie kolekcjonuje. Pomyślany został więc jako nieduży objętościowo i możliwie niedrogi, żeby nie było żal po lekturze wywalić go do kosza. Ukazywał się początkowo co dwa tygodnie, zatem mógł dostarczać nowe recenzje szybciej niż konkurencja. 32 strony za 1,99 zł – brzmi nieźle?

Jego redakcję stanowiło w sumie czworo ludzi z CDA, a funkcję naczelnego pełnił niestrudzony Hut „żadnej pracy się nie boję” Sendzimir, czyli Tymon Smektała. Postawiono na krótkie i konkretne teksty, pisane „z jajem”, bo targetem mieli być nastolatkowie. Stąd podtytuł: „Ostro gramy”. Większość Virusa zajmowały newsy i recenzje. Pierwszy numer – a raczej zerowy – wyszedł jako wydanie specjalne CDA, następny – po półrocznej przerwie – jako wydanie specjalne Clicka.

Graczy przyzwyczajonych do tradycyjnego printu nieco zaskoczył ów eksperyment, ale uznali, że nawet się sprawdza, i dość chętnie czasopismo kupowali. Choć „dość” to pojęcie względne. Problem w tym, że Virus_, kosztując bardzo niewiele, przynosił też niewielki jednostkowy zysk. I żeby jego istnienie dla dużego wydawnictwa miało sens, musiałby się sprzedawać w naprawdę dużej liczbie egzemplarzy. Bardzo szybko zrewidowano więc niektóre założenia – pismo stało się miesięcznikiem i podwyższono jej cenę do 5,50 zł, a nabywcom dorzucano do Virusa stare cedeki z CD-Action. Specjalnie mu to jednak nie pomogło.

We wstępniaku do CDA 10/2005 poinformowaliśmy, że Virus_ został dezaktywowany. To epitafium kończyło się niezbyt w sumie miłą frazą: „Nie wydaje się nam, by wielu za nim płakało”. Bez bicia przyznam, że nie pamiętam dziś, czy to moje słowa, czy Zibiego (acz raczej moje…), niemniej niewątpliwie dowodziły mocno kiepskiej sprzedaży w tamtym czasie. Szkoda, bo to było coś… innego i niewątpliwie świeżego na rynku.

Game.info (2003–2004)

Ten wrocławski dwumiesięcznik z dwiema płytami CD (zawierały nawet takie biedniejsze „pełniaki”) ukazał się pod koniec 2003 roku, w cenie 9,90 zł za nader mizerną objętość 28 stron. Odznaczał się prostym, ale czytelnym layoutem. Magazyn adresowano do graczy pecetowych, a większość treści stanowiły zapowiedzi i recenzje gier. Praktycznie nie było w nim publicystyki i tekstów hardware’owych.

Czytelnicy narzekali na dość kiepski poziom artykułów i fatalną korektę – o ile w ogóle jakaś funkcjonowała (literówki trafiały się nawet na okładkach, np. TENISS ACE zamiast TENNIS ACE, zaś w opisie ten „pełniak” dwukrotnie wystąpił jako „Tennisace”) – oraz słaby papier. Już na początku wstępniaka pierwszego numeru czytamy: „Dołożyliśmy wszelkich starań, by gazeta (argh! – dop. Smg) przypadła wam do gustu”. Najwyraźniej owa „gazeta” przypadła do gustu niewielu osobom, bo już po trzech numerach zmieniła swój status na „Game.over”.

PS W pierwszym numerze w dziale „Listy” pojawił się w sumie tylko jeden list, a w zasadzie to… wstępniak (drugi i sporo dłuższy od pierwszego), ponadto zakończony takim oto „konkursem”. (Nie ogarniam tego, acz samokrytycznie przyznaję, że w GameWalkerze czasem gorsze głupoty pisałem…)

BONUS: [Nowy] Top Secret (2002–2003)

TS za diabła „czasopismem zapomnianym” nie jest i dlatego też o nim w tym cyklu nie wspominałem. Ale może warto przypomnieć nieco zapomnianą już próbę jego reaktywacji. Nie ukrywam, że ta wieść napędziła nam wówczas trochę strachu. Bo zapowiadał się pierwszy od czasów PC Games CD poważny zawodnik, mogący realnie zagrozić pozycji CDA. Wiecie – kilku „topsecretowych” weteranów w ekipie (Martinez, Alex, sir Haszak) plus sporo innych głośnych w branży nazwisk, a do tego głodne sukcesu „młode wilki” za ich plecami. Ponadto pieniądze i potencjał dużego wydawnictwa, całkiem atrakcyjne pełne wersje gier (na początek spolszczony przez tę ekipę Thief), dwie płyty CD, 100 stron... A redakcja nakręcała hype, deklarując m.in., że postara się „przywrócić wiarę w dobre teksty, przypomnieć, na czym polega radość z inteligentnej lektury”. Brzmiało to… niepokojąco.

…A potem wziąłem do ręki pierwszy numer [N]TS-a. I z każdą chwilą czułem jednocześnie ulgę i zdziwienie. Bo pismo było solidne, owszem, ale jak dla mnie jakieś takie… nijakie, sztuczne. Sprawiało wrażenie, jakby próbowało wykonać z góry skazany na porażkę szpagat pomiędzy tym starym, radośnie chaotycznym i lekko anarchistycznym Top Secretem dla młodszych nastolatków a współczesnym, klimatem bliższym raczej Gamblerowi, robionym na serio magazynem o grach dla starszego i dojrzalszego odbiorcy. Przy czym próby odtworzenia ducha dawnego TS-a wyglądały dla mnie zdecydowanie nieprzekonująco.

Pierwszy numer rozszedł się w ok. 50 tysiącach egzemplarzy, czyli dużo poniżej mocno wyśrubowanych – z tego, co wiem – oczekiwań wydawnictwa. I ewidentnie pismu wtedy szybko „zakręcono kurek”. W efekcie po zaledwie czterech numerach, z czego od trzeciego było już dwumiesięcznikiem, a ostatni liczył zaledwie 32 strony(*), w lutym 2003 roku przestało istnieć. No cóż, cztery numery to i tak dwa razy więcej, niż wyszło edycji reaktywowanego Secret Service’u, który miał zresztą dokładnie ten sam problem z tożsamością. :)

(*) Ale za to z aż czterema dołączonymi CD z pełnymi wersjami gier – zakupionymi zapewne wcześniej do kolejnych wydań – co w sumie stanowiło taki dość ironiczny komentarz do wcześniejszych deklaracji ekipy.

PS Podziękowania dla Marka „Avoka” Czajora, twórcy sajtu Zapach Papieru, za udostępnienie mi na potrzeby tego cyklu kilku skanów rozmaitych „branżowych białych kruków”, których praktycznie nie znajdziecie już nigdzie indziej…

2 odpowiedzi do “Magazyn w cenie gazety, periodyk konsolowy z płytami i nowy Top Secret. Wspominamy zapomniane czasopisma growe”

  1. [nie to okno :)]

    (edytowano)

Dołącz do dyskusji