Genesis Toron 706: Świetny stosunek jakości do ceny naprawdę mnie zaskoczył [TEST]
Na palcach jednej ręki mogę wymienić producentów, których darzę pewnym zaufaniem, jeśli chodzi o jakość gamingowych headsetów. Niestety, każdy z nich wycenia swoje urządzenia niemalże jak RAM w dobie AI, więc nie oszukujmy się: taki zakup jest w pewnym sensie stawianiem na drogiego pewniaka. Sytuacja zmienia się, gdy chcemy poszukać czegoś tańszego, a wciąż dobrego.
Wygodnie i bezprzewodowo
Wiadomo, im niżej cenowo, tym gorzej można trafić. Zdarzają się jednak konstrukcje, które zaskakują fajnym stosunkiem oferowanej jakości do kwoty zakupu – i tutaj Genesis Toron 706 Wireless zdecydowanie się wyróżnia. Już nawet nie dlatego, że pod wieloma względami wygląda niemalże jak skóra zdjęta z popularnych sprzętów HyperX.
Skojarzenia z serią Cloud i choćby modelami Alpha są jak najbardziej na miejscu. Mamy zatem metalowy pałąk z dość charakterystycznymi, odsłoniętymi ramionami i wygodnym obiciem, a także duże, miękkie, wręcz otulające muszle oraz matowe tworzywo na samych nausznikach. Estetyka moim zdaniem bez zarzutu. To sprzęt, który można położyć na biurko obok urządzeń z najwyższej półki i nikt nie powie, że zapłaciliśmy za niego trzy stówki.

Oczywiście z racji konstrukcji wygoda również nie budzi moich zastrzeżeń: można w tych słuchawkach Genesis siedzieć godzinami bez poczucia dyskomfortu. Co najwyżej czasami zrobi się wam trochę ciepło w uszy. Ale nawet i tutaj sprzęt wypada nieco lepiej od wielu konkurencyjnych modeli, bo jedynie zewnętrzna część padów została obita ekoskórą – powierzchnie przylegające do głowy to już przyjemna w dotyku i oddychająca tkanina.
Patrząc na wykonanie, nie spodobać się może tylko jeden element: sterowanie. Funkcjonalnie wszystko jest w porządku, ale czuć, cóż, budżetowość. Pokrętło głośności obraca się dość sporym oporem, bez wyczuwalnych skoków, przyciski zasilania i wyciszania mikrofonu zaś pracują ociężale. Całość – zwłaszcza na tle fajnej całej reszty – sprawia wrażenie trochę takiej „bylejakości”. Nie zrozumcie mnie źle: wszystko to działa poprawnie i tak czy inaczej pozwala na szybką obsługę zestawu – aczkolwiek w tym ścisłym przypadku feeling zwyczajnie nie pasuje do poziomu pozostałych komponentów.
Jak grają?
Na początek zła wiadomość: nie ma tu żadnego oprogramowania, które pozwoliłoby dostosować brzmienie. Zamiast tego dostajemy trzy z góry zdefiniowane profile, pomiędzy którymi przełączamy się przyciskiem zasilania. To Boom Mode, Music Mode i Scout Mode. Jak można się łatwo domyślić, pierwszy z nich ma podbijać niskie tony, drugi – teoretycznie – nadaje się do muzyki, trzeci zaś to odpowiednik znanego z konkurencji trybu supersłyszalności, który pozwala lepiej zorientować się w grach, uwypuklając np. rozmowy, dźwięki kroków, strzałów czy operowania bronią. Jak to wszystko działa w praktyce?

Brzmieniowo to diametralnie różne profile i tutaj sporo zależy od gustu. Dla mnie najsensowniejszym okazał się Boom Mode. I to nie dlatego, że – jak można intuicyjnie sądzić – po prostu wzmacnia basy. Tutaj wygląda to trochę inaczej: dostajemy profil będący oczywiście gamingowym V – tyle że efekt jest taki, iż wyrazistości nabierają również góry, ale też w dużej mierze środki. Dźwięk całościowo staje się bardziej ostry, precyzyjny. Różnica pomiędzy tym trybem a pozostałymi jest tak duża, że… z reszty w zasadzie nie korzystałem. Drugi, muzyczny schemat ustawień na jego tle wypada bardziej płasko, trochę jakby "za mgłą", a w niskich tonach dużej różnicy moim zdaniem nie ma. Z kolei ten „zwiadowczy” – owszem, faktycznie trochę bardziej „wyciąga” z dźwiękowego tła np. w CS2 to, co istotne. Nie nadaje się on jednak do niczego poza grami, a nawet tu zniekształcenia dźwięku są wyraźnie słyszalne. Choć nieźle też radzi sobie z dialogami, to mimo wszystko mamy tu do czynienia z profilem ściśle wyspecjalizowanym, specyficznym i takim, do którego trzeba przywyknąć. Patrząc zaś całościowo, Genesis Toron 706 Wireless jawi się jako bardzo fajny zestaw do gier i akceptowalny pod kątem muzyki – ale pod warunkiem, że będziecie korzystać właśnie ze wspomnianego na początku Boom Mode.
Codzienna obsługa
O sterowaniu już było – wypada jednak pochwalić słuchawki za żywotność akumulatora. Przez tydzień intensywnego użytkowania nie udało mi się ich rozładować. Producent deklaruje 100 godzin bez potrzeby uzupełniania stanu energii i wygląda na to, że tak się właśnie mają sprawy. Podłączenie? Mamy dwie opcje bezprzewodowe, czyli dongle 2,4 GHz oraz Bluetooth – ale nie da się z nich korzystać jednocześnie. Ponadto możemy zrobić użytek z przewodu mini-jack i opcjonalnego rozdzielacza 2 x mini-jack. Pamiętać należy jednak, że to okablowanie tak czy inaczej po stronie słuchawek przypinamy do portu szeregowego. Jest też przewód USB-C – USB-A – tyle że służy on jedynie do ładowania sprzętu. Po podłączeniu headsetu do komputera w ten sposób, pecet nie wykrywał nowego urządzenia audio.

Ogółem jednak jestem zadowolony. Genesis wypuścił słuchawki, które mają pewne mankamenty, ale plusy zdecydowanie tu przeważają nad minusami – a jeśli dorzucić kontekst ceny, to robi się już naprawdę dobrze. Pod względem stosunku ogólnej jakości i możliwości do kwoty zakupu Genesis Toron 706 jest naprawdę opłacalny i pod wieloma względami zbliżony (przede wszystkim „opakowaniem”) do tego, co oferuje HyperX – tyle że za mniejszą kasę i z pewnymi kompromisami. Ale tutaj jestem na takowe gotowy przystać.
Cena: 299 zł
Dostarczył: Genesis
GENESIS TORON 706 – PARAMETRY
Przenoszone częstotliwości: 20 – 20 000 Hz • Typ słuchawek: wokółuszne, zamknięte • System audio: stereo • Przetworniki: 50 mm, dynamiczne • Sposób podłączenia: przewodowo – mini-jack 3,5 mm (z opcjonalnym rozdzielaczem) – USB-C; bezprzewodowo – dongle USB 2,4 GHz, Bluetooth 5.1 (SBC) • Akumulator: do 100 h • Mikrofon: na elastycznym ramieniu, odpinany • Inne: trzy profile dźwiękowe (Music, Scout, Boom); na lewej muszli – regulacja głośności, przycisk combo (zasilanie, łączność, sterowanie profilami), wyciszanie mikrofonu; w zestawie adapter USB 2,4 GHz, kabel USB, kabel mini-jack 3,5 mm i rozdzielacz mini-jack • Waga: 294 g
Ocena: 8
PODSUMOWANIE: Kuczowe zalety tych słuchawek to wygoda, żywotność akumulatora oraz bardzo dobry stosunek ceny do możlwości i jakości. W grach sprawdzają się dobrze, choć szkoda, że zabrakło softu. Tym samym brzmienie dostosujemy, wybierając jeden z trzech z góry zdefiniowanych profili, co nie każdego zadowoli.
Plusy:
- wyśmienity stosunek jakości do ceny
- trzy sposoby podłączenia
- lekkie i bardzo wygodne
- nietypowe, dobrze sprawdzające się poduszki obszyte ekoskórą i tkaniną
- trzy różniące się od siebie profile dźwiękowe
- wyśmienite pod względem estetyki
- bardzo dobry dźwięk w grach, w jednym z trybów akceptowalny w muzyce
- rewelacyjna żywotność akumulatora
Minusy:
- kabel USB-C tylko do ładowania
- dioda statusu trochę słabo widoczna
- w kontraście do reszty konstrukcji panel sterujący sprawia wrażenie taniego
- brak oprogramowania, a co za tym idzie – korektora brzmienia
- nie wszystkie wbudowane profile są tak samo użyteczne
- w muzyce od urządzeń z wyższej półki jednak odstają