Pamiętacie, jak w dniu premiery wszyscy śmiali się z PS5 Pro? Teraz to najbardziej opłacalny sprzęt do grania [FELIETON]

Pamiętacie, jak w dniu premiery wszyscy śmiali się z PS5 Pro? Teraz to najbardziej opłacalny sprzęt do grania [FELIETON]
Kryzys na rynku pamięci i nieustanne podwyżki cen platform do gier sprawiły, że PlayStation 5 Pro stało się zaskakująco atrakcyjną propozycją dla wymagających użytkowników.

Po ogłoszeniu oficjalnej ceny PlayStation 5 Pro internet praktycznie jednogłośnie wyśmiał Sony, a gracze stwierdzili, że nikt nie zapłaci 3499 złotych (tyle konsola ta kosztowała w dniu premiery) za nieco lepsze PS5, które na dodatek sprzedawane jest bez napędu Blu-ray w zestawie. Od tego czasu minęło jednak kilkanaście miesięcy, a sytuacja na rynku sprzętu gamingowego zmieniła się dramatycznie. Złożenie sensownego peceta za kwotę poniżej 4000 złotych stało się zadaniem niemal niewykonalnym, a ceny praktycznie wszystkich komponentów poszły w górę.

Konsola, z której wszyscy się śmiali

Właśnie przez rosnące ceny podzespołów PS5 Pro – jeszcze niedawno traktowane jako symbol korporacyjnej chciwości – dzisiaj wydaje się zaskakująco rozsądnym wyborem. Tanim? Nie, bo tanio już było. Idealnym? Nie, gdyż brak napędu w zestawie wciąż pozostaje posunięciem, które wkurza większość graczy. Rozsądnym? Tak, jeśli spojrzymy na ten sprzęt nie przez pryzmat memów z okresu premiery, tylko rynku, na którym 32 GB RAM-u, przyzwoity SSD i karta graficzna do grania w nowych tytułach powolutku stają się luksusem zarezerwowanym dla bogatszych osób.

Obecnie za PS5 Pro w Polsce trzeba zapłacić ok. 3799 złotych, co oznacza, że po niedużej podwyżce względem startowej ceny sprzęt ten nadal pozostaje tańszy niż większość komputerów, które realnie można polecić do współczesnych gier AAA. Wystarczy zajrzeć do x-komu, Moreli, Komputronika czy na Allegro, by się przekonać, co dzieje się z gotowcami. Pecety z RTX-em 4060, RTX-em 5060 albo RTX-em 5060 Ti, 16 GB RAM-u i 1 TB SSD kosztują jakieś 5–7 tys. złotych, a modele z mocniejszą kartą graficzną stanowią już wydatek przekraczający górną granicę tego przedziału. O komputerach naprawdę zdolnych do grania w 4K, między innymi za sprawą 16 GB pamięci VRAM, nie ma nawet co mówić, bo tu potrzebna kwota zaczyna przypominać budżet na zakup używanego auta, a nie sprzętu do rozrywki. W przypadku samodzielnego składania także nie jest dużo lepiej i zejście poniżej 5 tys. złotych wymaga naprawdę sporej gimnastyki, żeby zachować sensowną wydajność.

Pecet za 4000 złotych? Dzisiaj brzmi to jak żart

Na tym tle PS5 Pro zaczyna jawić się całkiem sensownym wyjściem z trudnej sytuacji, czego Sony nie potrafiło dobrze „sprzedać” w dniu premiery. Kupując PS5 Pro, dostajemy dziś bardzo prostą i konkretną opcję: otwieramy pudełko, podpinamy konsolę do telewizora 4K i gramy w najnowsze produkcje w jakości, która w większości przypadków jest bardzo dobra i zdecydowanie wystarczająca dla gros graczy. Nie musimy sprawdzać, czy zasilaczowi wystarczy mocy, nie musimy się zastanawiać, czy płyta główna obsłuży szybszy RAM, i nie martwimy się, że cena dysku SSD zmienia się dosłownie z dnia na dzień. Konsola ma w standardzie 2 TB bardzo szybkiego SSD, a to aktualnie argument znacznie mocniejszy niż w 2024 roku. W pececie taki komfort miejsca, szczególnie przy obecnych cenach pamięci, potrafi kosztować naprawdę sporo i na pewno nie zyskacie go za mniej niż 4000 złotych.

Sony PlayStation 5 Pro

PSSR w końcu zaczyna robić robotę

Najważniejsze jest jednak to, że PS5 Pro nie broni się tylko konsolową wygodą, ale też jakością obrazu. Urządzenie to pozwala bowiem oglądać wszystkie najważniejsze współczesne tytuły na ekranie 4K, zwykle z wykorzystaniem upscalingu PSSR, który po ostatnich aktualizacjach jest niemal tak dobry jak DLSS na pecetach. To ważne, gdyż w okresie premiery PSSR bywał nierówny. Potrafił dać ostrzejszy obraz, ale dorzucał też artefakty, migotanie i dziwne problemy, które natychmiast wychwytywali ludzie przyglądający się liściom na drzewach w powiększeniu 400%. Dzisiaj ta technologia sprawuje się znacznie lepiej. Nadal nie wydaje się taką „magią” jak DLSS i wiele zależy od jej implementacji w konkretnej grze, ale coraz częściej spełnia swoją funkcję właśnie tak, jak powinna, czyli pozwalając poprawić jakość obrazu bez utraty płynności.

Aktualnie PS5 Pro w wielu grach oferuje tryb, którego gracze konsolowi chcieli od początku generacji, czyli coś pomiędzy „ładnie” a „płynnie”, bez konieczności wybierania między 30 fps z dobrą grafiką a 60 fps z rozmytym „mydłem”. PS5 Pro zapewnia obecnie 4K i 60 klatek na sekundę w większości dużych produkcji, ustawienia graficzne zwykle odpowiadające pecetowym wysokim, a czasem zahaczające o ultra, lepszy ray tracing niż na bazowym PS5 i stabilniejszy obraz niż w starych trybach performance. Oczywiście nie każda gra działa tak samo – cudów nie ma. Jeśli jakiś tytuł został źle zoptymalizowany, jak Star Wars Jedi: Survivor czy S.T.A.L.K.E.R. 2, bądź ograniczony procesorem, jak MSFS 2024, albo ma problem już w samym kodzie – PS5 Pro nie zmieni go nagle w idealne doznanie. Niemniej dla przeciętnego gracza, który chce po prostu usiąść i grać w lepszej jakości niż na PS5, jest to świetna opcja.

Oszczędności są też gdzie indziej

Nie możemy też zapomnieć o nieustannie rosnących cenach prądu. PS5 Pro pod obciążeniem zazwyczaj kręci się w okolicach 230 W, a w najbardziej wymagających scenariuszach, jak F1 25 w deszczu, potrafi dobić do 240 W. Jak na oferowaną jakość grafiki i wygodę grania na dużym ekranie jest to wynik bardzo przyzwoity. Dobrze złożony pecet o podobnych ambicjach może oczywiście być naprawdę energooszczędny, ale zazwyczaj pobierze więcej energii pod obciążeniem, bo 400–500 W to już norma w gamingowych komputerach. Do tego wygeneruje więcej ciepła i będzie wymagał zakupu lepszego chłodzenia. PS5 Pro jest przy tym relatywnie ciche. Nie twierdzę, że bezgłośne, bo żaden sprzęt z taką wydajnością nie działa na zasadzie MacBooka Air, ale daleko mu do czasów, gdy PS4 Pro startowało do lotu przy każdej większej grze.

Brak napędu boli, ale pudełka nadal mają sens

Największą wadą PlayStation 5 Pro pozostaje brak napędu w zestawie i tu nadal trudno bronić Sony. Konsola za prawie 4000 złotych powinna mieć napęd, o czym tu dyskutować. Tyle że po dokupieniu opcjonalnego napędu za ok. 399 złotych całość zaczyna już wyglądać naprawdę ciekawie. Nie tylko dlatego, że można wtedy kolekcjonować pudełka, często tańsze od wydań cyfrowych, ale także z tego powodu, iż otwiera się przed nami cały rynek używanych gier z OLX-a, Allegro, Vinted i lokalnych grup. Wielu moich znajomych „konsolowców” hołduje zasadzie „kup na premierę, przejdź w rozsądnym czasie i sprzedaj z niewielką stratą”. Przy cyfrowych wersjach jest się skazanym na wątpliwej jakości promocje w PS Storze. W przypadku pudełek funkcjonuje prawdziwy obieg wtórny, a ten w Polsce nadal potrafi robić ogromną różnicę.

Warto też pamiętać, że w zestawie z PS5 Pro dostajemy pad DualSense. To niby oczywistość, ale przy porównaniach z pecetem często się o tym zapomina. Komputer za 5000 czy 6000 złotych zwykle nie oznacza końca zakupów. Do tego dochodzi system, kontroler, być może też antena Wi-Fi, czasem nowa klawiatura i mysz, czasem większy dysk, bo 1 TB przy dzisiejszych grach znika w niepokojącym tempie. PS5 Pro po wyjęciu z pudełka jest gotowe do grania i nawet jeśli ktoś, skądinąd słusznie, powie, że PC oferuje więcej wolności, to jednak coraz częściej trzeba za nią słono zapłacić.

Sony PlayStation 5 Pro

Nie znaczy to oczywiście, że konsolowy świat jest pozbawiony ukrytych kosztów. Największym minusem PlayStation pozostaje płatny multiplayer, bo jeśli ktoś gra regularnie w sieci, musi doliczyć abonament PS Plus, a za roczny (PS Plus Essential) trzeba zapłacić 295 zł. Na pececie samo granie online jest po prostu darmowe. Sony częściowo łagodzi ten wydatek comiesięcznymi tytułami dodawanymi do usługi, a przy droższych wariantach także katalogiem pozycji dostępnych w ramach subskrypcji. Nie zawsze są to rzeczy, które akurat trafią w gust konkretnego gracza, ale bywa, że jedna czy dwie mocniejsze produkcje w danym miesiącu potrafią zrekompensować koszt abonamentu, szczególnie gdy lubi się sprawdzać różne gry, zamiast kupować wyłącznie najgłośniejsze premiery.

Steam Machine raczej nic nie zmieni

Do myślenia daje także porównanie z nadchodzącym Steam Machine Valve. To urządzenie, na które wielu graczy czeka z ogromną ciekawością, gdyż wizja pecetowej biblioteki Steama w konsolowym, malutkim pudełku jawi się nader interesująco. Tyle że „na papierze” mowa raczej o urządzeniu bliższym bazowemu PS5 niż PS5 Pro, z układem graficznym średniej klasy i ambicją grania w 4K głównie dzięki upscalingowi, i to nie zawsze w 60 fps. Choć nadal nie znamy ceny, jeśli obecne plotki się potwierdzą i za sprzęt Gabe’a Newella przyjdzie nam zapłacić 4 tys. złotych albo więcej, PS5 Pro znowu „wygra”.

Sony mogło mieć rację, tylko nikt nie chciał słuchać

Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że Sony mogło mieć rację, tylko wybrało fatalny moment i zły sposób komunikacji. W dniu premiery PS5 Pro wyglądało jak produkt dla najbardziej zagorzałych entuzjastów, ludzi, którzy zapłacą każdą cenę za kilka ostrzejszych tekstur, dziwny upscaling AI i mniej kompromisów w trybie wydajności. Dzisiaj, w czasach rosnących cen RAM-u, coraz droższych SSD i kiepsko wycenionych kart graficznych, ten sam sprzęt zaczyna wyglądać jak rozsądny zakup dla kogoś, kto chce po prostu grać w nowe gry w bardzo dobrej jakości.

Zaopatrzenie się w PS5 Pro ma dziś naprawdę dużo sensu, moim zdaniem nawet więcej niż w dniu debiutu tej konsoli – głównie dlatego, że wszystko wokół zrobiło się absurdalnie drogie. Pecet nadal jest najlepszą platformą dla tych, którzy chcą mieć sprzęt do gier i pracy, a także do modów, setek ustawień i jednej biblioteki na lata. Jeśli jednak zadacie pytanie brzmiące mniej więcej tak: „Na czym najtaniej i najwygodniej grać dziś w nowe gry AAA, chcąc mieć obraz na telewizorze 4K i w 60 fps?”, odpowiedź nie wydaje się już tak oczywista jak kilkanaście miesięcy temu – wyśmiewane PS5 Pro oferuje bowiem obecnie najlepszy stosunek ceny do jakości.

Skomentuj