Czy remake 13-letniej gry ma sens? Widząc Assassin’s Creed: Black Flag Resynced, zaczynam w to wierzyć
Moją osobistą relację z Ubisoftem nazwałbym raczej neutralną i dotyczy to również serii Assassin’s Creed, w którą z upodobaniem grywałem do czasów Revelations. Potem, wraz z końcem historii Ezio, czułem, jak sympatia do tego cyklu zanika. Ostatecznie skończyła się razem z odsłoną nazywaną genialną grą o piratach, ale dość miernym „Asasynem”.
A na co to potrzebne?
Na szczęście przeciek nie zdradził wszystkich szczegółów, a pod samym dotyczącym go newsem wywiązała się ciekawa dyskusja. Spieszę więc przekazać wam wszelkie informacje na temat „najgorzej skrywanego sekretu branży gier”, jakie udało się wyłuskać z pokazu przygotowanego przez Ubisoft.
Trzydziestominutowy materiał został podzielony na kilka części. Głównym prowadzącym był Matt Ryan wcielający się w Edwarda Kenwaya. Aktor wspomniał o nadciągających zmianach dość pobieżnie, więcej ciekawych rzeczy mogliśmy usłyszeć podczas jego rozmowy z Jeanem Guesdonem (dyrektor. kreatywny oryginalnego Black Flaga) oraz Paulem Fu (dyrektor kreatywny remake’u). O Assassin’s Creed IV: Black Flag Resynced opowiadał też Richard Knight, pełniący funkcję kierownika projektu. Panowie wyraźnie zaznaczali, by nie traktować nadchodzącej gry jako erpega.

Istotnym posunięciem jest również zaproszenie do procesu produkcyjnego członków asasynowej społeczności – moderatorki Reddita AC, kryjącej się pod nickiem WhiteWolfWhispers, oraz twórców MisterAlpha444, Treviso czy ac_landmarks. Niby nic i możemy oceniać takie działanie czysto marketingowo, jednakże sam fakt brania pod uwagę zdania aktywnych fanów świadczy o chęci dostarczenia dobrego produktu. Wyżej wspomniani zapewniali, iż zespół developerski był bardzo otwarty na wszelkie krytyczne spostrzeżenia, wręcz zachęcał do wytykania błędów czy niedoróbek, chcąc wiedzieć, co należy poprawić.
„Resynced to uwspółcześnienie wizji, którą stworzył Jean Guesdon” – Paul Fu
Assassin’s Creed: Black Flag Resynced to w istocie przebudowany gruntownie oryginał z 2013 roku w formie remake’u. Gra wygląda naprawdę ładnie: podszlifowano tekstury, zaimplementowano zupełnie nowe oświetlenie, znacznie zwiększono szczegółowość lokacji i postaci, wprowadzono także nowy system pogodowy. Wszelkie huragany, burze tudzież sztormy mają mocniej wpływać na morskie podróże. Wzburzone morze oraz fale będą stanowić jedno z kluczowych wyzwań dla Kawki.
Nasz bryg również doczeka się modernizacji. Zapowiedziano usprawnienia, które zwiększą siłę ognia okrętu. Na pokazie wspominano też o ulepszeniach broni, ale każdy pirat wie, iż najważniejszym elementem morskiej podróży jest wysokie morale! A co podnosi na duchu strudzonych marynarzy… oprócz rumu? Oczywiście zwierzątka! No i szanty! Poza starymi, dobrymi kawałkami obiecane zostały zupełnie nowe przyśpiewki! Warto też wspomnieć, iż na pokład powraca artysta, którego zapewne pamiętają fani Revelations – Woodkid.

Tutaj w zasadzie mógłbym skończyć, bo czyż klimatyczne podróże nie były w tej grze najbardziej istotne? Okazuje się jednak, że to nie koniec nowinek, bowiem – byśmy mogli zapanować nad piracką zgrają – wprowadzono też trzech dodatkowych oficerów. Każdy z nich otrzymał własny wątek fabularny, a ponadto rozbudowano te już występujące w grze (np. Czarnobrodego). Doczekamy się więc nie tylko zawiązania nowych, ale też pogłębienia istniejących relacji, z czego dość istotna wydaje się ta Edwarda z żoną.
Asasyni, templariusze i piraci
Główna historia pozostanie bez zmian! To nadal ta sama opowieść oraz ten sam charakterny Edward Kenway. Nieco zmodyfikowano wątek współczesny, który w chwili premiery pierwotnej wersji był swego rodzaju eksperymentem po stracie Desmonda jako bohatera. Twórcy więc skupili się raczej na poprawianiu treści już istniejących. Jeżeli wierzyć im na słowo, wszelkie dodatki i implementacje zostały wprowadzone z zachowaniem należytej staranności oraz dbałości o klimat oryginalnej fabuły.
Ważnym czynnikiem pozostaje pokazanie frakcji piratów jako ślepej ścieżki – bardzo negatywnego rodzaju bandyckiej anarchii, która skazana jest na porażkę. Podkreśla to dychotomię świata podzielonego między Bractwo a Zakon i miło wiedzieć, że takie szczegóły są brane pod uwagę. Niemniej zastanawiam się, czy dodatkowe misje oraz postacie wpłyną jakoś na odbiór gry? Czy dostaniemy więcej asasyna w „Asasynie”?

Więcej wszystkiego
Bardzo duży nacisk, obok wizualiów, położono na dynamikę rozgrywki i immersję. Resynced ma być grą dostosowaną do współczesnych realiów – walka, skradanie się, szpiegowanie czy parkour zostaną ulepszone, ale tutaj staram się zachować pewną rezerwę. Gry z serii AC zawsze cechowały się sporą dynamiką i mam obawy, czy te elementy, a zwłaszcza potyczki, nie staną się zbyt proste bądź odtwórcze, jak miało to miejsce za czasów premiery Black Flaga.
Skradanie się to całkiem miły dodatek, a już na pewno należy pochwalić ułatwienia misji polegających na podążaniu za kimś i podsłuchiwaniu – w remake’u, jeżeli zostaniemy wykryci, rozgrywka ma toczyć się dalej, podsuwając inne rozwiązanie danego zadania. Także wszelkie usprawnienia w postaci zwiększenia efektywności pokonywania różnorakich przeszkód za pomocą chyżych skoków będą niewątpliwie mile widziane. Również w lokacjach podwodnych mają nastąpić pewne zmiany, aczkolwiek na efekt finalny musimy jeszcze trochę poczekać.

Kiedy, kiedy, kiedy?
Premiera Assassin’s Creed IV: Black Flag Resynced planowana jest na 9 lipca 2026 roku, a więc niektórym z nas przyjdzie spędzić lato na pokładzie wirtualnego okrętu przemierzającego turkusowe wody Karaibów. Co ważne, zapowiedziano brak multiplayera oraz pakietów DLC. Ogłoszono też (a jakże) wersję kolekcjonerską, w skład której wchodzić mają: mapa na płótnie, przypinka, dziennik Kenwaya, figurka Edwarda na pirackim tronie oraz kilka innych bibelotów.
Wszystko wskazuje na to, że szykuje się całkiem niezła gra, zwłaszcza jeśli chodzi o wizualia. W świetle ostatnich wydarzeń oraz przeszłych wtop wolę jednak pozostać nieco sceptyczny. Remake jako produkcja przygotowywana od podstaw wygląda solidnie – widać, że jego autorzy mają konkretną wizję, starając się zachować ducha oryginału, a jednocześnie zapewnić trochę świeżości. Modyfikacje zapowiadają się obiecująco, aczkolwiek są to rzeczy, które wymagają przetestowania, aby móc w pełni je oceniać. A twórcy biorący pod uwagę zdanie społeczności? To wszystko brzmi jak całkiem sprawnie układany list miłosny do fanów i mam wielką nadzieję, iż powrót na Karaiby jeszcze w tym roku okaże się wartą przeżycia wakacyjną przygodą.
