Komisja Europejska odrzuciła żądania Stop Killing Games. Ponad milion podpisów nie wystarczył, by zmusić wydawców do ratowania gier

Komisja Europejska odrzuciła żądania Stop Killing Games. Ponad milion podpisów nie wystarczył, by zmusić wydawców do ratowania gier
Trzynaście stron uprzejmej odmowy.

16 czerwca Komisja Europejska zrobiła to, czego obawiała się część graczy, a na co po cichu liczyła branża. KE odpowiedziała na Europejską Inicjatywę Obywatelską „Stop Destroying Videogames” (część znanego nam ruchu Stop Killing Games) i stwierdziła, że nowego prawa nie będzie. Bruksela uznała, że nakładanie na wydawców obowiązku pozostawiania gier w grywalnym stanie po zakończeniu wsparcia byłoby – uwaga na słowo klucz – „nieproporcjonalne”.

Żeby było jasne, jak dużą wagę miała ta sprawa: to dopiero czternasta inicjatywa obywatelska w historii, która w ogóle przebiła się przez wszystkie progi i trafiła na biurko Komisji. Kampania, której twarzą jest youtuber Ross Scott (Accursed Farms), zebrała ponad 1,2 miliona zweryfikowanych podpisów z całej Unii, doczekała się wysłuchania w Parlamencie Europejskim, debaty plenarnej i osobnego posiedzenia komitetu ekonomiczno-społecznego. Była to mobilizacja, o jakiej większość branżowych akcji może tylko pomarzyć. Ale to i tak nie wystarczyło. Dziwnym nie jest, skoro w Parlamencie niektórzy europosłowie woleli się kłócić o woke”, zamiast mówić o ratowaniu gier.

Co ciekawe, sami organizatorzy w trakcie rozmów z Komisją doprecyzowali, że inicjatywa nie dotyczy gier już sprzedanych, ale wyłącznie tych, które dopiero powstaną. Innymi słowy, nikt nie domagał się wskrzeszenia zabitych już tytułów.

Dlaczego więc „nie”? Komisja rozłożyła to na czynniki pierwsze i niektóre argumenty ma akurat konkretne. Gry to złożone dzieła chronione prawem autorskim, znakami towarowymi, tajemnicą handlową i licencjami (pozdrowienia dla gier sportowych i ich umów na nazwiska oraz wizerunki zawodników). Zmuszanie wydawców, żeby po latach „odblokowywali” swoje produkcje, zderzałoby się z tymi prawami oraz z wolnością prowadzenia działalności gospodarczej. Do tego dochodzi argument, który w obecnych czasach brzmi równie cynicznie, co prawdziwie, mianowicie – branża zwija się w kłębek. Pomiędzy 2024 a 2025 pracę straciło 26% europejskich developerów. Komisja uznała, że dokładanie im kosztownego obowiązku przebudowy gier to nie jest dobry pomysł na ten moment.

Zdaniem Komisji istniejące przepisy konsumenckie już teraz dają graczom więcej, niż się wydaje. Dyrektywa o treściach cyfrowych (ta obowiązująca od 2022 roku) pozwala uznać nagłe wyłączenie gry za niezgodność z umową – jeśli tytuł znika wcześniej, niż kupujący mógł (rozsądnie) się spodziewać. A to oznacza, że ma prawo do proporcjonalnego zwrotu pieniędzy, łącznie z tym, co wydaliśmy na zakupy w grze i niewykorzystaną wirtualną walutę. Dochodzą do tego obowiązki informacyjne: sklep ma jasno mówić, jak długo gra będzie działać i na jakich zasadach można ją zamknąć. Teoria może piękna, ale kto będzie chciał się ciągać z korporacjami po sądach?

Zamiast twardego prawa Komisja proponuje kompromisy. Do końca roku chce usiąść z branżą, dystrybutorami i organizacjami konsumenckimi, by wypracować dobrowolny kodeks dobrych praktyk dotyczących „wygaszania” gier – z czytelniejszym oznaczaniem na sklepowych kartach, że dany tytuł kiedyś zniknie, oraz pomysłem na współpracę wydawców z instytucjami zajmującymi się dziedzictwem kultury.

Twórcy kampanii porażki nie uznają i zapowiadają dalsze naciski: na Parlament Europejski, na prace nad regulacjami o cyfrowej uczciwości, a także deklarują podjęcie działań na poziomie różnych krajów. Bo jedno Brukseli trzeba oddać: dobrowolna samoregulacja branży brzmi mniej więcej tak samo wiarygodnie jak obietnica wilka, że przypilnuje owiec.

53 odpowiedzi do “Komisja Europejska odrzuciła żądania Stop Killing Games. Ponad milion podpisów nie wystarczył, by zmusić wydawców do ratowania gier”

  1. Surprise, surprise…

  2. Ale gdyby EA czy inne Sony zasugerowało +20% ceny gier pudełkowych za opakowanie kaucyjne, to jeszcze by to tego samego dnia klepnęli.

  3. No kto by się spodziewał, że prawa konsumentów to tylko pusty frazes.

  4. „Gry to złożone dzieła chronione prawem autorskim, znakami towarowymi, tajemnicą handlową i licencjami (pozdrowienia dla gier sportowych i ich umów na nazwiska oraz wizerunki zawodników). Zmuszanie wydawców, żeby po latach „odblokowywali” swoje produkcje, zderzałoby się z tymi prawami oraz z wolnością prowadzenia działalności gospodarczej.” Jakoś mogę odpalić fifę world cup z 2002 i normalnie działa.

    „Do tego dochodzi argument, który w obecnych czasach brzmi równie cynicznie, co prawdziwie, mianowicie – branża zwija się w kłębek. Pomiędzy 2024 a 2025 pracę straciło 26% europejskich developerów. Komisja uznała, że dokładanie im kosztownego obowiązku przebudowy gier to nie jest dobry pomysł na ten moment.”
    No faktycznie, przebudowa jest bardzo kosztowna, patrząc na to że normalną praktyką jest, że developerzy mają wewnętrzne buildy które działają bez łączenia się z internetem.

    Ogólnie komisja bredzi a ty autorko newsa tylko dokładasz, nazywając to „konkretnymi argumentami”.

  5. Czyli teraz gry zabija woke i Unia Europejska (w sumie to przecież jedno i to samo).

    • Między innymi. Jeszcze dodaj do tego mikrotransakcje, battle passy i uzależnianie od nich od małego, p2w, sztuczne wydłużanie gry zmuszaniem do czasochłonnego grindu (np ostatnie asasyny), wydawanie gier w złym stanie bo „live service i później się naprawi”, ograniczenia w stylu „możesz dropnąć item z raidu tylko raz w tygodniu” czy jak w mobilkach np limity paliwa przez które nie zrobisz więcej wyścigów w grze nazwanej do tego NFS No Limits.

      • Ironia Panie dziejaszku, ironia…

      • Owszem domyśliłem się, że ironizujesz ale zostaję przy własnym zdaniu. Dragon Age Veilguard został zepsuty przez woke. Fabuła i dialogi ucierpiały na rzecz robienia z tego jakiejś terapii tożsamości seksualnych. Czuć, że gra była robiona z myślą „I hate videogames because they appeal to male fantasy”. Czarnoskóry Snape też nigdy mnie nie przekona.

        Czy z przykładami przeze mnie wyżej wymienionymi też zupełnie się nie zgadzasz? i uważasz to za urojenia, grifterstwo itp?

      • Kaelos napisał(a):

        Owszem domyśliłem się, że ironizujesz ale zostaję przy własnym zdaniu. Dragon Age Veilguard został zepsuty przez woke. Fabuła i dialogi ucierpiały na rzecz robienia z tego jakiejś terapii tożsamości seksualnych. Czuć, że gra była robiona z myślą „I hate videogames because they appeal to male fantasy”. Czarnoskóry Snape też nigdy mnie nie przekona.
        Czy z przykładami przeze mnie wyżej wymienionymi też zupełnie się nie zgadzasz? i uważasz to za urojenia, grifterstwo itp?

        Ale Ty tak na poważnie? 😉
        Muszę powiedzieć, że jestem nie w temacie, bo ani nie gram, ani nie oglądam nic z fantasy (musiałem sprawdzić kto to Snape). Ale to dla mnie jakieś szaleństwo, żeby w tak wydumanych i wymyślonych fantazyjnych postaciach, zwracać uwagę na kolor skóry. Serio, może Ci trudno uwierzyć, bo jak każdy, funkcjonujesz w jakiejś środowiskowej bańce, ale zarówno ja, jak i dużo innych ludzi (stawiam, że zdecydowana większość), zupełnie nie ma problemu jaką orientację seksualną mają elfy, czy jaki kolor skóry ma czasrny charakter z bajki dla dzieci. Zwłaszcza to drugie wydaje mi się autentycznie zabawne, bo taka właśnie jest pretensja, że czarny charakter jest…czarny XD. Myślę nawet, że sam byś uznał, że to zabawne, gdybyś z niezrozumiałych zupełnie dla mnie powodów, tak się w tej kwestii nie spinał.
        Natomiast jest jeszcze kwestia nieprzystawalności. To że gra x, albo y porusza kwestię związana z tym ile kto ma chromosomów x, czy y, a na ile się czuje, ma się nijak do całego zagadnienia gier, które w zdecydowanej większości w ogóle nie wchodzą w takie dylematy. Wbrew temu jaki wokół tego jest krzyk i jak reagują niektóre osoby (jak Ty), gier które zawierają wątki LGBT jest maksymalnie kilka procent. I zanim ocenimy, czy to dużo, czy to mało, warto pamiętać jeszcze o jednym istotnym czynniku. W społeczeństwie bowiem osoby nieheteronormatywne stanowią w zależności od różnych źródeł, między 5 a 10 % całej populacji. Najczęściej podawana jest liczba pomiędzy nimi i ją należałoby uznać za wiarygodną. No więc idę o zakład, że w społeczeństwie jest więcej osób LGBT niż powstaje gier, które zawierają takie motywy, innymi słowy grupa ta jest przez game dev, niedoreprezentowana.
        Pomijając takie oczywiste zdziwienia, jak to że komuś w ogóle przeszkadza czyjaś orientacja, a zwłaszcza kiedy dotyczy to zupełnie fikcyjnej postaci, jestem dodatkowo zdziwiony, iż ktoś w kilkuprocentowej obecności wątków LGBT w grach widzi jakiś nadmiar.

  6. by wypracować dobrowolny kodeks dobrych praktyk dotyczących „wygaszania” gier
    Czekaj tatka latka, aż kobyła zdechnie, jak ponoć mawiali moi pradziadkowie.

    Niestety, nie mogę powiedzieć, żeby mnie to zaskoczyło. Przecież oni do dziś nie rozumieją, o co w tej całej inicjatywie w ogóle chodziło, bo branża odpowiednio lobbowała i wmawiała w żyda chorobę, że SKG żąda niestworzonych nielogicznych i niewykonalnych rzeczy, które są absurdalne i nieuzasadnione. Żeby jakakolwiek pozytywna dla konsumenta decyzja zapadła w takich warunkach, to chyba trzeba by im było przyciski do głosowania poprzepinać z „nie” na „tak”.

  7. Płocki Bandyta 17 czerwca 2026 o 09:40

    PirateSoftware śmieje się ostatni xD

  8. no cóż politycy są przekupni i tyle.

  9. Ktoś tam ostro posmarował.

  10. Może to i lepiej, bo chyba najbardziej by to obciążyło małych deweloperów.

    Zobaczymy co teraz z tą ustawą w Kalifornii. Zabawne, gdy tam to przejdzie po tym, jak UE zmieliła ponad milion podpisów.

    • Podaj przykłady tych małych developerów.

      • Jak to? Że niby mam ci udowodnić istnienie studiów składających się z jednej, kilku lub maksymalnie kilkunastu osób, które chciałyby stworzyć grę-usługę?

      • Kilkuosobowe studia pakujące się w grę usługę już teraz popełnia samobójstwo. Nie potrzeba do tego żadnych dodatkowych obciążeń.

  11. szczurwysyn napisał(a):

    Jak to? Że niby mam ci udowodnić istnienie studiów składających się z jednej, kilku lub maksymalnie kilkunastu osób, które chciałyby stworzyć grę-usługę?

    Dokładnie tak. Chcę konkretne przykłady małych studiów które by ucierpiały przez SKG.

    • XD To na chceniu się zakończy.

      Wszyscy, którzy chcieliby robić lajw serwis musieliby przeznaczyć na to dodatkowe środki. Wielkie korpo kasę i ludzi ma, mały deweloper nie. Po co ci tu przykłady i czego nie rozumiesz w tym toku rozumowania?

      • Aż tak ciężko podać chociaż jeden przykład? Ciekawe dlaczego.

      • Właśnie sam sobie udowodniłeś, że mali devsi by nie ucierpieli, bo nie możliwe żeby mieli hajs na live service.

  12. I wy myśleliście że toto przejdzie?! Gracze to najwięksi naiwniacy na świecie, nic dziwnego że każda korporacja z nas wali.

  13. Cóż ja wiedziałem że tak będzie ehe ehe eheee jaaaa wiedziałeeeeem… od początku

    • Napisz petycję do Bungie, niech ci zrobią Destiny 3. 😀

      • Wut??? A na cholerę mi to… co innego jak by robili nowe porządne halo to tak.

      • Solniczka napisał(a):

        Poza tym GGG zostało kupione przez tencent lub innych chińczyków, także ten teges.

        Zostało zakupione po tym, jak odnieśli ze swoją grą-usługą sukces, także teges.

        Solniczka napisał(a):

        Właśnie sam sobie udowodniłeś, że mali devsi by nie ucierpieli, bo nie możliwe żeby mieli hajs na live service.

        Mali mają mocno ograniczone zasoby, w porównaniu do korporacji. Lepiej teraz to ująłem?

  14. Spiral napisał(a):

    Aż tak ciężko podać chociaż jeden przykład? Ciekawe dlaczego.

    Dlatego, że te przykłady nic nie wniosą. Nie siedzę w tym segmencie, więc muszę się grubiej zastanowić. Chociażby GGG od POE było mikrozespołem na początku. Albo typy od Among Usa.

    @dirkpitt „Kilkuosobowe studia pakujące się w grę usługę już teraz popełnia samobójstwo. Nie potrzeba do tego żadnych dodatkowych obciążeń.”

    To prawda, bo to inwestycja wysokiego ryzyka (i wysokich zysków jak siądzie). Niemniej nie ma potrzeby ich zniechęcać do próbowania.

    • szczurwysyn napisał(a):

      Dlatego, że te przykłady nic nie wniosą.

      Wnoszą. Istotną różnicą jest kiedy się operuje na konkretach, a nie w jakichś wymyślonych scenariuszach w główce.
      Among us to przykład przeciwko twojej tezie, bo twórcy udostępniają możliwość stawiania prywatnych serwerów i nawet binarki serwera, czyli małe studio może zapewnić przyszłość wygaszonej grze. I takich przykładów mógłbym podać od groma, że da się.
      POE to sensowniejszy arugment, ale ta gra reprezentuje dlaczego SKG jest potrzebne, bo gra oferowała (nie wiem czy jest dalej) kompletny tryb solo gdzie w ogóle nie musiałeś korzystać z funkcji online, ale musisz się łączyć, bo jest to używane jako DRM.

      • Poza tym GGG zostało kupione przez tencent lub innych chińczyków, także ten teges.

      • @Spiral A gdzie ja napisałem, że się nie da? Po prostu to są dodatkowe koszta. Jakie, to nie wiem, dlatego napisałem 'może’ i 'chyba’.

        Chciałeś przykłady, dałem ci je i one nic nie wniosły, bo ty odnosisz się do innych aspektów niż ja.

        Ja tę inicjatywę nawet podpisałem, ale już wtedy miałem wątpliwości, czy to taki do końca dobry pomysł. A w giereczkowie to grzech śmiertelny i zaraz przybiega jakiś inkwizytor, który automatycznie zakłada twoją złą wolę i dla którego albo jesteś na 100% z nami albo przeciwko nam. A ja tylko starałem znaleźć jakieś pozytywy w tej decyzji UE 😆

  15. https://www.gamesradar.com/games/racing/the-timing-is-impossible-to-ignore-stop-killing-games-says-ubisoft-attended-invitation-only-meeting-with-eu-commission-ahead-of-response-to-campaign-sparked-by-the-crew-shutdown-but-it-was-not-invited/ no cóż za przypadek… I potem wielkie zdziwienie, że ludzie nie chcą uczestniczyć w obywatelskich inicjatywach, że im nie zależy i że dajemy wygrywać prorosyjskim opcjom politycznym. No jak ma być inaczej, skoro jest takie podejście (i lobbing korpo działa jak widać skutecznie)?

  16. Niestety nie ma obiektywnego determinującego argumentu za obowiązkiem utrzymywania gry online funkcjonalną nawet po okresie jej oficjalnego życia.

    Ten średni okres w branży wynosi pewnie 10+ lat i nie jest nieracjonalny. W wielu innych rzeczywistością jest, że funkcje zależne od serwerów, sieci komórkowych, aplikacji, DRM, certyfikatów albo usług online (np. PaaS) po około 10 latach mogą przestać działać.

    W motoryzacji (np. uslugi Toyota Safety Connect zależne od 3G przestały działać w 2022), w odtwarzaczach smart (np. w starszych odtwarzaczach Blu-ray i systemach kina domowego Sony aplikacja Netflix przestała być wspierana w 2024 i jest to chyba przyklad sytuacji z którą większość z nas miała do czynienia), w urządzeniach smart home (np. Belkin ogłosił zakończenie usług chmurowych i wsparcia dla aplikacji Wemo w 2026. Po tej dacie aplikacja Wemo, zdalny dostęp i integracje głosowe z Alexą/Google Assistant przestały działać, czyniąc urządzenia właściwie niefunkcjonalnymi), w IoT (np. Ofcom zapowiedział wygaszanie 2G/3G, co dotknie nie tylko telefonów, ale też teleopieki, alarmów przeciwpożarowych i bezpieczeństwa, bankomatów, terminali płatniczych, eCall w pojazdach). A o Wii U / 3DS już wspominać nie będę. I rynek to mniej lub bardziej toleruje.

    Wymaganie utrzymania podobnych nakładaloby na firmy ciężkie do spełnienia zasady, interferujące w złożone prawo autorskie. Nie da się ot tak wprowadzić podobnego prawa bez uspójnienia go z istniejącymi ustawami.

    Nakaz wymagalby albo ponoszenia dalszych nakładów na utrzymanie infrastruktury, albo udostępnienie swoich IP, co nie jest automatycznie akceptowalne.

    Jedyne, co mi wydaje się realne, to przepisanie już obowiązujacego prawa odnośnie racjonalnego oczekiwania czasu działania zakupionych produktów także jako konkretne zasady dotyczące rynku gier, by zwiększyć np. pewność zwrotu pieniędzy.

    • Zauważ, że gdy wyliczałeś przykłady typu toyota safety connect to nie są to krytyczne usługi uniemożliwiające używanie podstawowej funkcji samochodu jaką jest poruszanie się. Gdyby sobie firma wymyśliła, że za 3 miesiące nie będziesz mógł uruchomić silnika, bo im się przestało to opłacać to by to było samobójstwo dla korporacji i milionowe pozwy.
      Tymczasem w branży gierkowej znajdą się idioci którzy twierdzą że to w sumie jest zrozumiałe i miło że poinformowali z wyprzedzeniem.

      • Niektóre z wymienionych przeze mnie przykładów dotyczą urządzeń / aplikacji, które w praktyce przestawały być użyteczne. Gry to nie jedyna wyjątkowa branża, a jedna z co najmniej kilku mniej lub bardziej dotykanych przez podobne problemy.

        Założenie, że starczy prosta zasada, to nie tylko brak realizmu, ale po prostu naiwność. W rzeczywistości to nie byłaby prosta zasada, a cały system wpięty w istniejące zasady, często sprzeczny z bardziej podstawowymi prawami.

        Czy można zmusić wydawcę, by udostępnił kod gry, aby sami gracze mogli ją utrzymywać? Np. w przypadku gier online, gdzie większość logiki odbywa się na serwerze, byłoby to już zupełnie konieczne.

        I pewnie można zmusić, ale nie można traktować takiej możliwości jak oczywistej i obiektywnej zasady, która powinna rządzić branżą. To zawsze będzie dyskusja i kompromis. Gracze natomiast niczego poza swą wąską perspektywą nie dostrzegają.

      • Kupujesz droższy model z większą ilością funkcji. Po miesiącu je wyłączają. Jesteś zadowolony bo niepotrzebnie wydałeś ok 5000zł. 😀 No ale przecież możesz dalej jeździć.

  17. A hoj Piarci! Czas rozwinąć żagle i skierować okręty do zatoki piratów! yarr!!

    • Ja się zaciągnąłem na statek jakiś czas temu. Nie żałuję. A jak jest coś niewielkiego, normalnego, wydanego na GOG-u, gdzie instalkę mogę sobie zgrać na dysk zewnętrzny, to z przyjemnością kupuję.

    • Cicho być!!!! Zaraz się zlecą obrońcy moralności i ciebie będą wyzywać od Bandytów i złodziei i że jesteś duże dziecko i że piracenie jest be i fuj nie moralne i jesteś duże dziecko i to przez PC-Towców obecna branża gier wygląda jak wygląda only konsole… A sami przed chwilą zaufali Złodziejom i bandytom w garniturach którzy mają ich w głębokim poważaniu… Przymilali się tylko po to aby poprawić sobie PR i ewentualnie zdobyć trochę głosów wśród graczy no ale jak widać pokazali co naprawdę znaczą … po za tym mają ważniejsze sprawy w postaci Zielonego ładu Merkosur relokacji i Poklepywaniem po dupie Żuleńskiego i tęczowych. A jak wyjdzie GTA 6 to znów się zacznie nagonka na gry jakie to zło zabijanie przemoc i uzalerznienie.

  18. Czarcie Kopytko 17 czerwca 2026 o 12:48

    Jeb…ne lewactwo !

  19. Komisja Europejska znowu ugięła się pod dyktatem amarkańskich korporacji nie mówię że nakładanie obowiązku na producenta przerabiania i utrzymywania gier jest dobrym rozwiązaniem. Jedna z pewnością powinien istnieć obowiązek przeniesienia takiej usługi do domeny publicznej oraz uwolnienie z DRM tak aby społeczność mogła utrzymywać i modyfikować taką produkcję przy opcjonalny wsparciu finansowym z budżetu UE

  20. Tak czytam i nie wierzę jak bardzo odjechali tutaj komentujący. W całym ruchu nie ma mowy o utrzymywaniu gier w nieskończoność i ponoszeniu kosztów. Chodzi tylko o to żeby produkt nie był blokowany po wygaszeniu wsparcia (np tryb offline). Dosłownie żeby, nie odbierać produktu, który został zakupiony. Plus jakie koszta po stronie wydawcy? A kto im każe wprowadzać narzędzia monitorujące i śledzące na pierwszym miejscu? Wystarczy je wyłączyć w odpowiednim momencie.

  21. Cóż można powiedzieć?
    Jedynie ” Ahoj, szczury lądowe! ” xD

    • Cicho być!! ty złodzieju Bandyto !! przez takich jak ty i cały rynek PC i piractwo na nim ta Branża wygląda jak wygląda!! Na stos z tobą!!

      • Cóż, najśmieszniejsze jest to, że jeszcze kilka(naście) lat temu sam bym wyzywał piratów od złodziei itd. W ciągu ostatniej dekady zmieniłem zdanie diametralnie, patrząc jak chciwe korporacje traktują swoich klientów. No i gdyby nie piraci i ich cracki, moja mała kolekcja gier retro mogłaby już się nie odpalać w dzisiejszych czasach.
        Tak więc „skoro zakup to nie posiadanie, to piractwo nie jest kradzieżą”.
        Na stos ze mną i mnie podobnymi!! Złodziejami i bandytami!!

  22. No i moje pesymistyczne myślenie niestety miało rację. Jak pisałem jedyne co dostaniemy w tym temacie to kolejne durne powiadomienie jak cookies do odklikania. Skutek odwrotny od zamierzonego bo regulacje poskutkują oficjalnym przyzwoleniem korporacjom na takie działania.

  23. Kupujesz grę za ciężki hajs i wydawca wyłącza ją po miesiącu. Albo ściągasz sobie pirata i grasz tak długo jak Ci sprzęt wytrzymie. Sowicie opłaceni przez megakorporacje politycy czynią ten wybór oczywistym.

  24. daw1500 napisał(a):

    Cóż, najśmieszniejsze jest to, że jeszcze kilka(naście) lat temu sam bym wyzywał piratów od złodziei itd. W ciągu ostatniej dekady zmieniłem zdanie diametralnie, patrząc jak chciwe korporacje traktują swoich klientów. No i gdyby nie piraci i ich cracki, moja mała kolekcja gier retro mogłaby już się nie odpalać w dzisiejszych czasach.
    Tak więc „skoro zakup to nie posiadanie, to piractwo nie jest kradzieżą”.
    Na stos ze mną i mnie podobnymi!! Złodziejami i bandytami!!

    Ja przyznaję się bez bicia że w latach 09do 12 piraciłem sporo ale to tylko dla tego bo nic nie zarabiałem a od Mamy nie wyłudzałem bo jej się nie przelewało ale gdy zacząłem zarabiać to z czasem przestałem i w sumie do teraz te gry w które chcę zagrać to „kupuję ” czy raczej wykupuję możliwość ŁASKAWEGO zagrania w dany tytuł a że nie ma ich dużo to jakoś mnie jeszcze stać ale po woli wracam na pewne znane strony czy to zatoczka czy strony hostingowe i czytam jak się tam sprawy mają z denuvo czy jakie tytuły są już spiracone i widzę że scena Crackerska ma się całkiem dobrze. Co prawda Denuvo się jeszcze jakoś trzyma i są z nim trudności… wymyślono Bypas zwawny Hypervizor i nie jest on do końca bezpieczny ale działa i można już wypuszczać od razy gry z denuvo na premierę ale ten HV nie jest bezpieczny ale klasyczne cracki też jeszcze są ale nie od razu… Jeszcze nie ściągam ale coraz bardziej się zastanawiam czy nie zacząć bo tak jak pisać oni nas coraz bardziej dymają i będą dymać a co niektórzy nawet na tym prtalu będą im jeszcze nawazelinowany tyłek nadstawiać.

  25. 🏴‍☠️

  26. Ktoś bardziej cyniczny ode mnie powiedziałby, że bardzo dużo zer zmieniło właściciela pod stołem. Ktoś bardziej cyniczny ode mnie mógłby mieć rację.

  27. Jestem za. Promocja agresji i innych patologii w grach uwłacza ludzkiej godności i jest świadectwem regresu ewolucyjnego. Decyzja psychopatów unijnych nie dziwi. Więcej gier budujących kreatywność i uczących moralności.

Skomentuj