Sony może manipulować danymi o sprzedaży cyfrowych gier. Fizyczne wydania na PlayStation zdają się sprzedawać o niebo lepiej, niż twierdzi firma
Od kilkudziesięciu godzin żyjemy w innej rzeczywistości. Rzeczywistości, w której Sony według wielu graczy okazało się największym złoczyńcą świata gier i na razie nic nie wskazuje na to, by Japończycy mieli coś w tej kwestii zmienić. Po ogłoszeniu czegoś, co wygląda na jedną z najbardziej oburzających decyzji w historii gamingu, „niebiescy” nabrali wody w usta i na ten moment nie wychylają się na socialach. Zapewne wynika to z zaplanowanego przeczekania burzy… ale ta może prędko nie przejść.
Tymczasem gracze i ogółem internauci zaczęli zwracać uwagę na to, że Sony może mocno zakłamywać rzeczywistość, jeżeli chodzi o sprzedaż gier fizycznych. Chodzi o przedstawione przez firmę dane, które sugerują, że kupowanie cyfrowych wersji gier jest teraz znacznie popularniejsze od sięgania po płyty. Jak jednak pokazał użytkownik nib95, fizyczna sprzedaż produkcji na PlayStation wcale nie jest tak niska, jak sugeruje to Sony.
Nib powołał się tutaj na głośny przeciek, jaki spotkał w 2023 roku studio Insomniac Games. Jak możemy z niego wyczytać, zdecydowana większość gier Sony sprzedaje się lepiej w wersji fizycznej niż cyfrowej. Nib zwrócił uwagę na to, że aż 31 z 33 produkcji PlayStation (według wewnętrznych danych Sony) rozeszło się lepiej w pudełkach. Dane te dotyczą 2021 roku i pierwszych miesięcy 2022.
Należy tu również pamiętać, że sprzedaż gier cyfrowych zawyżają tytuły, które w ogóle nie są dostępne w formie fizycznej. Do tego dochodzą także DLC i inne mikropłatności, które również mogą dawać Sony okazję do manipulowania liczbami. Nib podkreśla też, że najczęściej to gry-usługi sprzedają się lepiej w cyfrze. Jak twierdzi, wynika to z tego, iż gracze często po nie sięgają i nie chcieliby ciągle zmieniać płyt w konsoli, w przeciwieństwie do gier singlowych, które nierzadko po prostu przechodzą raz.
Oprócz tego Nib zwraca uwagę na jeszcze jedną rzecz. Otóż słusznie zaznacza, że w danych Sony nie uwzględniono w ogóle osób, które kupują i sprzedają używane gry w formie fizycznej. Ogółem więc można śmiało powiedzieć, że Sony po prostu próbuje nam wmówić, iż to my samy częściej wybieramy gry cyfrowe, ale rzeczywistość wygląda inaczej.
Ostatecznie dane te obalają tezę, że świat wydań fizycznych jest martwy lub pozbawiony znaczenia, nawet jeśli cyfrowe wersje odpowiadają za większość przychodów/sprzedaży, zwłaszcza jeśli spojrzymy na sprawę we właściwym kontekście i/lub skupimy się na jednoosobowych grach flagowych, które są podstawą działalności PlayStation.
Sprawa jest więc raczej jasna. Chyba nawet nie ma sensu używać przysłowia: „jak niewiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze”, bo zdaje się, że w tym przypadku akurat wszystko było wiadome od samego początku.
Należy pamiętać, że platformy pobierają od stron trzecich opłatę licencyjną w wysokości 15% w przypadku gier fizycznych, natomiast w przypadku wersji cyfrowych otrzymują 30% prowizji (…). Jak już wcześniej powiedziałem, ten ruch mający na celu wyeliminowanie sprzedaży fizycznej jest raczej próbą PlayStation osiągnięcia większych zysków i wyciśnięcia z konsumentów ostatnich resztek ich własności, kontroli i możliwości odsprzedaży, co może mieć poważniejsze negatywne konsekwencje dla rynku.
Patrząc na tę całą sytuację, naprawdę przychodzą teraz do głowy same parafrazy Johnny’ego Silverhanda i cytaty z niego, których wcale nie trzeba jakoś mocno zmieniać, by pasowały do aktualnej rzeczywistości. Oczywiście warto dodać, że nikt nie twierdzi, iż gry cyfrowe sprzedają się gorzej od fizycznych, ale nie należy robić z pudełkowych wersji jakiejś całkowitej niszy dla ostatnich zapaleńców. To nie są wcale żadne dziwne zabawki dla gamingowych świrów, tylko coś, po co wciąż sięga cała masa ludzi. Podkreślmy też, że ta walka z Sony, masowe rezygnacje z PS Plusa i nawoływanie do bojkotu PS6 czy gier PlayStation to ważna próba walki o prawa konsumenta, których „niebiescy” najwyraźniej nie zamierzają przestrzegać.
Raz jeszcze: Sony robi, co robi TYLKO I WYŁĄCZNIE dlatego, że gracze na to pozwalają. Podejrzewam, że ostatecznym sygnałem do startu całego procesu były wstępne wyniki sprzedaży GTA VI. Take-Two zdzieliło klientów po twarzach mokrą szmatą, a ci uznali, że to fajne i chcą więcej, skoro zaś zastąpienie płyty karteczką z kodem przeszło i nie poczyniło większych strat, to czemu inni mieliby się hamować? Od razu pisałem, że tak to się skończy, choć nie sądziłem, iż sprawy potoczą się równie błyskawicznie.
Nawiasem mówiąc, odkąd pamiętam, wszelkie dyskusje o przyszłości wydań fizycznych zagłuszane są przez pożytecznych idiotów podających te same zmanipulowane dane – i mam tu na myśli zarówno samych graczy, jak i, ma się rozumieć, dziennikarzy. To naprawdę nie jest tak, że dopiero teraz ktoś dokopał się do prawdy – co rozsądniejsi obserwatorzy rynku od lat zwracają uwagę, że podawane przez korpo liczby są napompowane przez DLC i wydawane wyłącznie cyfrowo indyki.
Hmm korporacja kłamie nowe nie znałem