2
6.08.2023, 12:49Lektura na 22 minuty
GaleriaWywiad

Malują obrazy z Gothica. Oto Bezimienny, który przenosi „drewno” i piksele na płótno [REPORTAŻ]

Co Gothic może mieć wspólnego z kioskiem we Wrocławiu, sztuką średniowieczną i techniką sfumato? Odpowiedzi udzieli wam sam Bezimienny, który po godzinach... maluje obrazy.

Na skrzyżowaniu ulic Prusa i Górnickiego we Wrocławiu pod osłoną drzew stoi niepozorny, ale świetlisty kiosk. Nazywa się Nowy Złoty, to dom dla inicjatyw różnych artystów. Otwiera się wyłącznie na prośbę odwiedzających – tego dnia miałem być tylko ja i jeszcze jedna osoba. Tymczasem pod minigalerią wnet materializują się ciekawscy przechodnie. Trudno im się dziwić. W środku bowiem niecodzienne zjawisko: dwa obrazy z Gothica w odtworzonej chacie kopacza Kyle’a z pierwszej części serii. Wiecie – tego, który „nie powinien jej stawiać tak blisko rowu”.

Na portrecie z wystawy Bezimiennego „Nie buduj chaty tak blisko rowu” Kyle z pierwszego Gothica jest obrażony jak zawsze.
Na portrecie z wystawy Bezimiennego „Nie buduj chaty tak blisko rowu” Kyle z pierwszego Gothica jest obrażony jak zawsze.

Pierwszy obraz to portret wirtualnego właściciela domu. Drugie dzieło wisi naprzeciw wejścia i przedstawia widok na bramę północną. Powołany do życia farbami olejnymi Bloodwyn idzie w moją stronę – gdyby nie był dwuwymiarowy, pewnie już pytałby o haracz. Reszta robi nie mniejsze wrażenie: niby-drewniane ściany, skrzynka z rudą, stół, kilof czy kawałek sera. Nawet stojąca obok mnie osoba, która nie miała wcześniej żadnej styczności z Gothikiem, jest pod wrażeniem. Wpadła, bo widziała tłum na otwarciu. Zadziwiało ją zwłaszcza to, że ludzie przyjeżdżają tu aż z innego miasta.

Ruda z Gothica jak prawdziwa.
Ruda z Gothica jak prawdziwa.

Nie zjawiłem się tutaj jednak tylko po to, aby relacjonować wam wystawę. Moim celem jest złapanie Bezimiennego i przeprowadzenie z nim wywiadu. Akurat ten Bezimienny to postać powołana do życia przez trzy osoby z Polski: Pawła, Jędrzeja i Justynę. Dostąpiwszy zaszczytu wejścia do ich pracowni i przyjrzawszy się z ciekawością licznym płótnom w „salonie”, rozsiadam się na krześle i zaczynamy rozmawiać.

2
zdjęć

Pracownia Beziego

Paweł początkowo nie jest skory do wyjawienia, na jakim festiwalu wpadli na pomysł swojego projektu. Zachęca go Jędrzej.

Paweł: No dobra… Na Woodstocku.

Przechodzi do opowiadania, od czego się zaczęło, ale Justyna dalej nie wydaje się zadowolona.

Justyna: Wszystko mówisz źle. Najpierw paliliśmy sobie pod drzewem i zaczęliśmy udawać, że to bagienne ziele. Od tego wszystko się wzięło. Powiedzieliśmy sobie dla beki: „Chodźcie, zacznijmy malować obrazy z Gothica”.

Początkowo grupa ukrywała swoją tożsamość. Przemykała w kapturach, zmyślała, że wielkie płótna na wystawę, którą organizowali pod prawdziwymi nazwiskami, przyjechały przesyłką konduktorską. Ale ile tak można? Zwłaszcza że, jak przypomina Justyna, taki Klocuch na poświęcone mu wydarzenie(*) mógł wysłać po prostu pliki przez sieć. Oni zaś musieli taszczyć wielkie obrazy. Sprytna strategia została więc szybko zweryfikowana przez życie.

Słowa nie opiszą, jak czuje się człowiek przechodzący przez pokoje zastawione pikselowymi obrazami.
Słowa nie opiszą, jak czuje się człowiek przechodzący przez pokoje zastawione pikselowymi obrazami.

Spacerując po pracowni, będącej w zasadzie istną bazą ukrytą przed postronnymi, dziwię się, jak w ogóle udało się zacząć pod tym płaszczykiem anonimowości. Słowa nie opiszą, jak czuje się człowiek przechodzący przez pokoje zastawione pikselowymi obrazami, z których patrzą na niego orkowie, wojowniczki czy osobistości z Gothica. Można uwierzyć, że naprawdę znajdujemy się w świecie gry, a Bezimienny tworzy to wszystko w wolnym czasie. To wrażenie oznacza, że zamysł projektu się sprawdził, bo o to chodziło! Chociażby jedno z pierwszych płócien, z twarzą Beziego, to w założeniu jego autoportret. Splata się to ciekawie z podejściem fanów.

Paweł: Wielu pisze do nas cały czas na Instagramie, posługując się cytatami z Gothica, przy czym rozmawiamy o malarstwie – obrazach. Robią to, jakby zwracali się do Bezimiennego, a nie do ludzi z krwi i kości.

(*) Wystawa „Klocuch | Moje jest wygranko” odbyła się jesienią 2018 roku w warszawskiej galerii Komputer.


Pokaż mi swoje techniki

Dla doświadczonych i utalentowanych malarzy takich jak Jędrzej, Paweł i Justyna opracowanie techniki nie było tak trudne, jak mi, laikowi, się wydaje. Mówią, że swoje obrazy tworzą „prostymi środkami”, a konkretnie olejem na płótnie z domieszką taśmy. Jędrzej zdradza jednak, że sekret tkwi gdzie indziej – i nie są to receptury niczym u Snafa. „Śniący tkwi w szczegółach”, czyli, mówiąc w naszym języku, im bardziej wszystko wygląda jak screenshot, tym lepiej. Dzięki dbałości o detale ślady pędzla stają się niemal niewidoczne.

Nie jest jednak tak, że Bezimienny stroni od jakichkolwiek wzorców. Na wyróżnienie zasługują dwie bohaterki: technika sfumato, kojarzona z obrazami Leonarda da Vinci, oraz podział pracy w stylu sprzed wieków.

Jędrzej: Każde z nas, jak w dawnych pracowniach mistrzów malarstwa, wyspecjalizowało się poprzez doświadczenie. Każdemu wychodzi najlepiej dana część, tekstura.

Justyna: Gdy tworzymy na wystawę, malujemy kilka obrazów naraz.

Jędrzej: To wymusza dyscyplinę. Trzeba się pogodzić i nabrać cierpliwości; nie można zrobić całości naraz, ona musi poczekać. Wydaje mi się, że urok tworzenia tych obrazów tkwi w tym, że nie powstają jak w fabryce, tylko rzeczywiście przechodzą cały szlachetny proces malarski.

Obraz z wojowniczką Velayą. Dzięki dbałości o detale ślady pędzla stają się niemal niewidoczne.
Obraz z wojowniczką Velayą. Dzięki dbałości o detale ślady pędzla stają się niemal niewidoczne.

Podobnie szlachetna jest metoda, jaką grupa łapie w grze screenshoty, które potem przenosi na płótno. Opowiada o tym Justyna przy okazji wyjawiania inspiracji obrazami.

Justyna: Kiedy robimy screeny, z których malujemy obrazy, to czekamy w grze na odpowiednie światło i inne warunki. Można to przyśpieszyć komendami czy kodami, kiedyś faktycznie tak zrobiliśmy. Jednak zwykłe czekanie miało urok, czuliśmy się jak impresjoniści wypatrujący ładnej pogody.

Czasami za pomocą sztuczek kreowane są sytuacje, których w oryginalnej grze nie ma. Ale to osobna historia…


Niesamowita gothicoszczyzna

Nie brakuje także innych inspiracji. Gerhard Richter malujący rozmyciami. Litewska artystka Rute Merk, dla której punktem wyjścia do tworzenia sztuki było Grand Theft Auto. Najbardziej jednak porywają nieszablonowe skojarzenia, punkty, które Bezimienny połączył z czasem.

Jędrzej: Paweł miał taką myśl, że nasze obrazy teoretycznie mogłyby powstać w XV wieku, ale przez te kanciaste kontury kojarzą się z grami.

I na odwrót. Ekipa wyjaśnia, że sposób malowania sprzed setek lat stawiał formalizm – trzymanie się ścisłych reguł – ponad próbę naśladowania rzeczywistości. Jako przykład podaje zwierzęta na obrazach Jana Brueghela, które dziś wyglądają śmiesznie.

Justyna: Chodzi o to, że lew i tygrys nie wyglądały jak lew i tygrys. Oni (malarze z dawnych epok – dop. red.) nie widzieli tych zwierząt ani ich rysunków, więc po prostu był sam opis…

Paweł: …a tygrysy miały ludzkie twarze.

Jan Brueghel (starszy) – Adam i Ewa w ogrodzie Eden (domena publiczna)
Jan Brueghel (starszy), „Adam i Ewa w ogrodzie Eden”. Ekipa Bezimiennego wyjaśnia, że sposób malowania sprzed setek lat stawiał formalizm (trzymanie się ścisłych reguł) ponad próbę naśladowania rzeczywistości.

Jędrzej: Jeżeli my patrzymy na coś, to nasze oko wyostrza tylko pierwszy plan, dalszy się rozmywa. A ponieważ w tym malarstwie wszystko jest idealnie ostre i naświetlone, wygląda, jakby ktoś w grze postawił bryły 3D i stworzył sztuczne punkty światła. Wszystko jest takie nierealistyczne przez ten hiperrealizm.

Te obserwacje doprowadziły malarzy i malarkę do wniosku, że twórcy starych gier przez narzucone ograniczenia wytworzyli odrębną estetykę nieprzypominającą żadnego z istniejących dotychczas stylów. Tak więc piękne i współczesne Dziedzictwo Hogwartu porównamy do filmu, medium z początku XX wieku – ale kanciaste i brzydkie gry do niczego innego, jak do wsobnego Gothica.

Paweł: Wydaje mi się też, że twórcy gier komputerowych z tamtych czasów, sprzed 20 lat, mieli pewne wyczucie – nie wiem, czy świadome, czy podświadome – i zmysł malarski, jakie można zaobserwować w sztuce dawnej. To jest… niesamowite.

CZYTAJ DALEJ NA KOLEJNEJ STRONIE


Czytaj dalej

Redaktor
Stanisław „Wokulski” Falenta

Wielki entuzjasta gier z custom contentem. Setki godzin nabite w Cities: Skylines, Minecrafcie i Animal Crossing: New Horizons mówią same za siebie. Do tego rasowy Nintendron, który kupuje 10-letnie gry za pełną cenę i jeszcze się cieszy. Prywatnie lubi pływanie, sztukę i prowadzenie amatorskich sesji D&D.

Profil
Wpisów1004

Obserwujących8

Dyskusja

  • Dodaj komentarz
  • Najlepsze
  • Najnowsze
  • Najstarsze