Marvel’s Wolverine przeniósł mnie w czasie co najmniej 15 lat wstecz. To gra z innej epoki [RECENZJA]

Marvel’s Wolverine przeniósł mnie w czasie co najmniej 15 lat wstecz. To gra z innej epoki [RECENZJA]
Wychowałem się na komiksach TM-Semic z mutantami Marvela, uwielbiałem poświęconą im kreskówkę, Hugh Jackman z miejsca skradł moje nerdowskie serce po seansie filmu z 2000 roku. X-Men to jedna z moich ulubionych marek, a Logan jest bez wątpienia najpopularniejszym członkiem tej drużyny. Mały czołg z adamantowymi pazurami – no po prostu nie da się tego koleżki nie kochać.

Prace nad Wolverine’em ogłoszono publicznie pięć lat temu, we wrześniu 2021 roku, i od tego czasu niecierpliwie czekałem na nową grę z Rosomakiem. Studio Insomniac Games ma u mnie potężny kredyt zaufania, odpowiada za wiele świetnych produkcji, w tym za jedną z najlepszych gier z superbohaterami – Marvel’s Spider-Man. To musiało się udać, prawda?

Weapon X

Cóż, pierwsza misja przenosi nas do helikoptera zmierzającego do twierdzy należącej do naukowca i odwiecznego przeciwnika mutantów – Bolivara Traska. Razem z Sabretoothem i Mystique musimy uratować Nathaniela Essexa, czyli szefa naszej drużyny (Team X). Oprócz prywatnej armii czeka tam na nas również Omega Red, z którym nie od dziś mamy na pieńku.

Gra od początku i dokładnie tłumaczy mechaniki zabawy, nawet mały dzieciak bez problemu poradziłby sobie z tym prostym sterowaniem. Tylko że raczej milusińscy nie powinni grać w Wolverine’a – nasz bohater i jego ostre pazury nie mają litości dla oponentów. Krew leje się tu strumieniami, a mocniejsze ciosy odcinają kończyny, przebijają czaszki i wręcz rozrywają wrogów. Od czasu Space Marine 2 nie widziałem tak widowiskowej i wręcz namacalnej brutalności.

Marvel's Wolverine

Pozycja ta czaruje widowiskowością od pierwszych minut – właśnie tak, jak można było oczekiwać po grze z Loganem w głównej roli. Została tak zaprojektowana, że każda walka jest bardzo intensywna, bo gdy załatwimy jednego gościa, wciskając trójkąt, automatycznie skaczemy do kolejnego (jeśli akurat za bardzo się od nas nie oddalił). Tniemy, jucha oblewa cały ekran, Rosomak wygląda, jakby wylał na siebie słoik keczupu, tłumy szaleją.

A im bardziej kroimy tych biedaków, tym szybciej napełnia się pasek wściekłości, aż w pewnym momencie odpala się tryb, w którym obraz staje się czarno-biały. Wtedy tylko Wolverine oraz krew są czerwoni, a każdego osłabionego delikwenta możemy brutalnie zamordować jednym ciosem. W pewnym momencie zabawy (w późniejszej części fabuły) tyle się działo, że aż palce zaczęły mnie boleć od wciskania (mimo wszystko prostych) kombinacji klawiszy. Z czasem oczywiście odblokowujemy nowe superataki, urozmaicające i poniekąd ułatwiające rozgrywkę.

Marvel's Wolverine

Enemy of the State

W Logana wcielił się Liam McIntyre, australijski aktor, którego możecie kojarzyć m.in. z tytułowej roli w serialu „Spartacus”. Przy trailerach i zapowiedziach gry nie byłem pewien, czy ten angaż to dobra decyzja, ale już podczas zabawy szybko zaakceptowałem nowego aktora w roli Wolviego. A patrząc na to, ile do gry wrzucono przerywników filmowych (gdzieś wyczytałem, że aż cztery godziny, choć sam nie liczyłem), w końcu mamy nową twarz Logana – po ponad 25 latach z Jackmanem (nie licząc jego młodszej wersji z „X-Men Genezy: Wolverine’a” czy cameo Henry’ego Cavilla z „Deadpoola i Wolverine’a”).

Dla mnie Liam stał się wręcz idealnym Rosomakiem. Takiego bohatera pamiętam z komiksu, zwłaszcza że tutaj faktycznie nie jest zbyt wysoki. Mimika i wściekła morda postaci bardzo tu pasują i szybko tę kreację aktorską zacząłem widzieć jako jeden z większych plusów całej produkcji. Kolejny udany casting to weteran branży gier, Troy Baker, w roli Essexa, który pokazuje świetny warsztat i potrafi zaintrygować. Jean Grey jest okej (w tej roli Krizia Bajos), a reszta obsady już różnie (no dobra, gość od Sabretootha też wypadł świetnie). Na drugim planie z kolei pojawia się Kelly Hu i w moich oczach to najlepiej wymodelowana postać żeńska w grze.

Marvel's Wolverine

Właśnie, pomijając już kreacje aktorskie i fakt, że to oczywiście inne uniwersum względem tego znanego z komiksów czy filmów (tak samo jak w przypadku Spider-Mana tego samego studia), nie sposób nie zwrócić uwagi, że wiele postaci sprawia wrażenie zbyt starych. Jean na pewno nie jest tutaj 20-latką i nie mam z tym problemu, ale sporo superbohaterów i złoli prezentuje się przez to dziwnie, np. Lady Deathstrike wygląda, jakby miała co najmniej 60 wiosen na karku. Wojownicza staruszka ninja.

Wizualnie to bez wątpienia poziom podobnych produkcji Sony. Lokacje i otoczenie przedstawiają się nieźle, mimo że w wielu miejscach wyglądają zbyt sterylnie (nie tylko w laboratoriach korporacji nienawidzącej mutantów). Bawiłem się na bazowym PS5 i ani razu nie odniosłem wrażenia, że gra gubi klatki – co prawda nie mam specjalnego sprzętu do pomiarów, ale sądzę, że dostaliśmy tu mityczne i upragnione 60 fps.

Muzyka brzmi epicko i orkiestrowo, a powtarzające się motywy szybko wpadają w ucho (ale też raczej szybko z niego wypadają, bo nie pamiętam już żadnej konkretnej melodii). Jeśli wolicie bawić się po polsku, zapewniono pełną lokalizację – napisy i nagrane dialogi. Powtórzyłem pierwszy rozdział z takimi właśnie ustawieniami i choć osobiście nie pokochałem rodzimych głosów, myślę, że miłośnicy naszego dubbingu powinni być zadowoleni – z zaznaczeniem, że tak jak krew leje się tutaj strumieniami, tak i z ust bohaterów często lecą konkretne bluzgi. Chyba nawet częściej niż w wersji anglojęzycznej.

Marvel's Wolverine
marvel's wolverine okiem łukasza morasia morawskiego

Venom, Czarna Pantera, Thor, Daredevil? Ciekawe, która kolejna postać Marvela zostanie zajechana przez Sony i Insomniac Games? No dobra, lekko przesadziłem, bo akurat Logan został naprawdę nieźle przedstawiony w swojej solowej produkcji. Szkoda tylko, że sama gra i opowiedziana przez twórców historia pozostawiają wiele do życzenia. Po dwóch bardzo udanych Spider-Manach oczekiwałem przynajmniej solidnej opowieści, zwłaszcza, że Wolverine to na dobrą sprawę samograj, nie mówiąc już nawet o niesamowicie rozbudowanym uniwersum komiksowych mutantów. Choć główny trzon fabularny ma ręce i nogi, to jednak zawodzą szczegóły, a pierdzielnik, jaki pojawia się pod koniec, to prawdziwa topka złego scenopisarstwa. Po co wrzucać motywy, które fani odbiorą jako wciśnięte na siłę, a osoby nieznające tematu kompletnie nie będą wiedziały, o co chodzi?

Z gameplayem też niestety bywa różnie. Walka z przeciwnikami jest niesamowicie soczysta, ruchy protagonisty są szybkie i konkretne, a jucha tryska na lewo i prawo. Aż się serduszko raduje. Tylko co z tego, skoro kręcimy się w kółko, naparzamy się z tymi samymi złolami, biegamy po dosyć nudnych lokacjach i toczymy wręcz identyczne starcia z bossami. Miejscami czuć tutaj „piniondz”, ale zabrakło pomysłów i większej zabawy materiałem źródłowym. A przecież nie mówimy o tytule niskobudżetowym, w dodatku Insomniac już wielokrotnie udowodnił, że potrafi tworzyć kreatywne, bardzo angażujące produkcje. Marvel’s Wolverine wypadl zaledwie poprawnie – to rzetelnie zrealizowane dzieło, w ogólnym rozrachunku bawiłem się nieźle, lecz zabrakło mi zachwytów. Pojawiało się za to zbyt wiele ale... Moją pełną recenzję gry znajdziecie w grudniowym wydaniu CD-Action.

OCENA: 6

Old Man Logan

Scenariusz czerpie garściami ze znanych motywów (galeria łotrów oraz przyjaciół, utrata pamięci) i miksuje je w taki sposób, że nawet wieloletni fan Logana powinien znaleźć tu coś dla siebie. Zwłaszcza w kontekście walk z bossami – starcie z Omegą Red to spełnienie marzeń 10-letniego autora tekstu, który właśnie czytacie. Nie wchodząc bardziej w spoilery: oczywiście mamy tutaj więcej naprawdę kultowych czy wręcz upragnionych bijatyk. Niestety w tym miejscu pojawia się problem – potyczki z „szefami” okazują się zbyt do siebie podobne, staczamy ich tu też po prostu za mało.

Wolverine miał naprawdę wielu charakterystycznych przeciwników, tymczasem dostaliśmy co najwyżej namiastkę całej historii. Kilka pojedynków ze znanymi dryblasami (albo dryblaskami) pozostawia z dużym niedosytem. Przez jakieś 95% czasu gry rozwalamy kompletnie anonimowych ludków w kilku wariacjach. Tak, przyjemnie się ich ciacha i spektakularnie rozpadają się na kawałeczki, ale nie wierzę, że nie dało się tego bardziej urozmaicić. Nie mówimy przecież o arcade’owej naparzance, którą przejdziemy z kumplami w jeden wieczór, tylko o wysokobudżetowej produkcji wydanej w 2026 roku, wystarczającej na dobre 15 godzin.

To właśnie ta wspomniana w tytule tekstu podróż w czasie – Wolverine w wielu miejscach wygląda jak nowoczesna gra, ale tak naprawdę jest to produkcja bardzo prymitywna i surowa. Jasne – zaraz ktoś zakrzyknie – przecież tak powinno być, taki jest Logan, oldskul rządzi, ważne, że krewka i flaczki, a teraz wystaw, gościu, 10/10 i cześć, pa. Tylko że nie. Marvel’s Wolverine premierowo kosztuje (cena sugerowana) 350 zł, więc nie wiem, jak wy, ale ja chciałbym za taką kasę dostać doje… (ajajaj, nie przeklinamy, ale w grze usłyszycie dużo bluzgów!) grę, którą będą się jarał dłuższy czas.

Marvel's Wolverine

Faktycznie, miejscami mordka cieszyła mi się od ucha do ucha, ale kiedy indziej byłem już naprawdę znużony, gdy znowu musiałem poćwiartować tak samo wyglądających przeciwników (z mizerną AI, ale często atakują wszyscy naraz, żeby gracz się nie zorientował). I zwykle walki wieńczy ten sam miniboss (oczywiście totalny random, nic wspólnego ze znanymi postaciami z komiksów), więc deja vu jest wręcz potężne. Nastawcie się także na festiwal QTE (Quick Time Events), którego nie widziałem w takiej postaci od czasów trzeciego PlayStation. Wypisz wymaluj gra sprzed piętnastu lat, tylko z lepszą oprawą i teoretycznie bardziej rozbudowaną fabułą.

A miejscówki? Są w miarę zróżnicowane – odwiedzamy fabryki, lasy czy miasta – ale często uderzają sterylnością. Co mnie zdziwiło, to fakt, że wiele poziomów rozgrywamy na tych samych mapkach co wcześniej, tylko lekko zmienionych, np. z uliczką, która poprzednio była zablokowana. Nie mogłem pozbyć się wrażenia, że w trakcie produkcji gry kilkakrotnie zmieniano koncepcję – może faktycznie był tu na początku otwarty świat. Marvel’s Wolverine jest jednak mocno liniowy, co samo oczywiście nie stanowi minusa, niemniej widać, że Loganowi przydałoby się trochę… wolności? Na niektórych poziomach, gdzie biegamy z towarzyszami, nawet oddalenie się od nich na kilka metrów potrafi skończyć się ostrzeżeniem o opuszczaniu terenu misji i teleportacją bliżej kolegi.

Marvel's Wolverine

Fatal Attractions

Zrobiło się trochę pesymistycznie, ale nie da się inaczej, gdy po opadnięciu początkowej ekscytacji po prostu zacząłem coraz bardziej widzieć, jak Insomniac w wielu momentach zmarnował potencjał na grę z moim ukochanym superbohaterem. „Udało” mu się to nawet przy znajdźkach, a mamy ich tutaj trzy rodzaje – Drzwi Koszmaru, butelki whiskey i fragmenty ubiorów, z których możemy przyszykować kolejne stroje dla Logana.

Wspomnianych wrót występuje czternaście – są to proste wyzwania trwające najczęściej minutę (oprócz tych z falami złoli). Zasady? Rozwal w specyficzny sposób przeciwników, przebiegnij szybko po specjalnej trasie, rozpraw się z kolejnymi zastępami wrogów – w tym ostatnim przypadku mamy 25 rund, co pięć możemy wybrać perk, zbieramy też punkty i pucharki za konkretne wyniki. Zrobisz to i nie ma już nic, żadnych kolejnych challenge’ów. Po ukończeniu fabuły nie odblokowuje się też np. tryb roguelike, czego zalążki występowały właśnie w wyzwaniach z falami.

Marvel's Wolverine

Co do ulubionego alkoholu Logana, czyli whiskey, możemy kolekcjonować konkretne flaszeczki. Nazwa każdego trunku nawiązuje do fabuły komiksów – po znalezieniu buteleczki da się przeczytać krótką historyjkę i tyle. Okładki komiksów, szkice z produkcji gry, cokolwiek – zapomnijcie, nie ma tu czegoś takiego. Ostatnią kategorią znajdziek są części do strojów, a niektóre ubranka odblokowują także inne rodzaje pazurów (w polskim tłumaczeniu nazywanych szponami, auć). Nowe kostiumy są naprawdę świetne i bardzo inspirują się przygodami Logana z komiksów, animacji czy filmów. Mamy tu ciuchy m.in. z kreskówki „X-Men 97”, filmu „Deadpool i Wolverine” czy nawet komiksowego „Hellverine’a” (czyli Wolvie połączony z Ghost Riderem, hell yeah).

Podobny wybór mieliśmy także w Spider-Manach, tylko że tamte produkcje były po brzegi wypchane dodatkowymi misjami, wyzwaniami czy samym bujaniem się po Nowym Jorku. W Wolverinie stroje możemy założyć w trakcie fabuły i tyle, wyzwań jest malutko i po skończeniu gry nie odblokowuje się żaden dodatkowy tryb. Mamy tylko New Game+, gdzie odpalamy wyższy poziom trudności i dostajemy kilka nowych modyfikacji naszych zdolności. Tyle – potężny niedosyt.

Marvel's Wolverine

X-Tinction Agenda

Miło się zaskoczyłem, gdy finałowy akt przygody nareszcie wprowadził kilka ciekawych, mimo że krótkich, niespodzianek. Nie wchodząc w szczegóły, wspomnę tylko, że pewien fragment gry nawiązuje do jednego z najbardziej kultowych komiksów z Loganem. Potężny klimat, skradanie się, a ja po dwóch trzecich zabawy aż miałem ochotę krzyknąć: „To jednak się da!”.

Oczywiście niedosyt to drugie imię tej produkcji i to, co świeże, szybko się tutaj kończy – niemniej w Wolverine’a pomimo wielu ubytków i tak grało mi się naprawdę dobrze. Nieustająca złość Logana i rozprawianie się z kolejnymi przeciwnikami w morzu krwi robią wrażenie, wiele wątków fabularnych sprzedano mocno konkretnie, zwłaszcza te (nieliczne, niestety!) utęsknione walki z niektórymi postaciami. Bardzo mi pasuje relacja Wolviego z Sabretoothem, tak jak i ta z Jean Grey. Scena po napisach również została świetnie pomyślana.

Marvel's Wolverine

Dawno nie miałem takiego problemu przy wystawianiu oceny. Bo z jednej strony dostałem dokładnie to, czego oczekiwałem, ale z drugiej zbyt dużo elementów jest tutaj niedopracowanych (kamera momentami kręci się jak karuzela w lunaparku), niektóre pomysły wyszły dziwacznie (starsza pani Deathstrike!), a na sam koniec zostałem z ponad 30 strojami Logana, których nie mam jak inaczej wykorzystać niż tylko do ponownego przejścia gry. Fajna rozrywka, ale sam bym siebie oszukał, gdybym nie uznał, że mogło być lepiej – wręcz powinno.

marvel's wolverine – podsumowanie i ocena

OCENA: 7

PODSUMOWANIE: Marvel’s Wolverine zapewnia widowiskowe i krwawe przygody Logana, które aż nadmiernie przypominają gry sprzed lat, głównie pod względem mechanik i ograniczonej zawartości.

PLUSY:

  • Logan i jego pazury;
  • bezkompromisowa brutalność;
  • bogata galeria wrogów i przyjaciół;
  • dużo dodatkowych strojów;
  • widowiskowe akcje;
  • wciągająca przez większość czasu fabuła;
  • scena po napisach;
  • gra na płycie!

MINUSY:

  • małe zróżnicowanie rozgrywki, powtarzalne lokacje i przeciwnicy;
  • dużo QTE;
  • słaba AI wrogów;
  • wariująca kamera;
  • kontrowersyjny wygląd niektórych postaci;
  • mizerna zawartość dodatkowa.

Dołącz do dyskusji