Sprawdziliśmy Steam Machine – cena to jego największy, ale nie jedyny problem

Sprawdziliśmy Steam Machine – cena to jego największy, ale nie jedyny problem
Steam Machine
Steam Machine miało wszystko, żeby zostać genialnym komputerem do salonu, ale kryzys na rynku pamięci i wysoka cena skutecznie zgasiły jego potencjał.

Już przy okazji oficjalnej premiery Steam Machine pisałem, że moim zdaniem w tej cenie będzie trudno polubić się ze sprzętem Valve. Miałem to szczęście, że znalazłem się w jednej z pierwszych grup klientów, którym firma Gabe'a Newella wysłała maile z linkiem do zakupu Steam Machine i zdążyłem już przetestować je w kilku grach i mam teraz pełniejszy obraz sytuacji. Choć w codziennym użytkowaniu jest to diabelnie dobry i wygodny koncept, to nie zmieniam swojego zdania – jest po prostu za drogo.

To nie jest recenzja!

W tym tekście przedstawiam w dużym skrócie swoją opinię o Steam Machine. Jeśli chcecie przeczytać pełną, szczegółową recenzję, zajrzyjcie do mojego tekstu na naszym siostrzanym portalu PC Format, gdzie znajdziecie dużo więcej szczegółów i technikaliów.

Steam Machine

Najwygodniejszy pecet, jakiego miałem

Od kiedy mam Steam Machine, przyjąłem bardzo prostą zasadę: jeśli jakaś gra działa minimum w 1440p i 60 fps na „Maszynie Parowej”, to właśnie na tym sprzęcie będę się bawił. Wynika to po prostu z faktu, że tak jest najwygodniej – siadam na fotelu, odpalam sprzęt z padem w ręku i w 30 sekund jestem już gotowy do gry (która pobrała się w trybie uśpienia, kiedy byłem w pracy) bez logowania do Windowsa i bez reklamy OneDrive'a na cały ekran. Poza tym w większości tytułów mogę bawić się bez kompilacji shaderów, bo Steam Machine pobiera je samoczynnie przed rozpoczęciem rozgrywki. Rozumiecie już, o co chodzi – czuję się prawie, jakbym grał na konsoli.

Jestem też pod ogromnym wrażeniem tego, jak mały i wygodny jest Steam Machine. PS5 i Xbox Series X wyglądają przy nim jak kolosy i są też dużo głośniejsze, bo autorski system chłodzenia stworzony przez Valve sprawia, że nawet pod maksymalnym obciążeniem pracuje niemal bezgłośnie.

Steam Machine

W tej cenie wydajności trochę brakuje

Wszystko, o czym wspomniałem wyżej, działa świetnie, dopóki dana produkcja jest dobrze zoptymalizowana lub po prostu ma na karku już 2-3 lata. Niestety zdarza się też, że od czasu do czasu mam ochotę zagrać w coś nowszego i bardziej wymagającego, np. w The Blood of Dawnwalker, Halo: Campaign Evolved czy Stalkera 2, no i wtedy zaczynają się schody. Albo trzeba schodzić w dół z ustawieniami, albo ustawiać mocniejszy upscaling, albo nawet pogodzić się z tym, że trzeba grać w 40 fps, żeby uzyskać sensowną stabilność i jakość obrazu (pozdrawiam Dawnwalkera). Wtedy po prostu sensowniej uruchomić tytuł na PS5, nawet tym bazowym wariancie.

Niestety to nie dotyczy tylko tych trzech tytułów i muszę przyznać, że grzebanie w ustawieniach wielu nowszych gier po prostu mnie nużyło, a rekordzistą był chyba Gothic Remake, gdzie dobre pół godziny spędziłem w ustawieniach tylko po to, żeby na koniec dostać lagi, ścinki i zły framepacing, mimo że przez 15 minut działało dobrze. Poddałem się, odinstalowałem grę i zapomniałem o niej. Co więcej, w wielu grach zejście z ustawień wysokich czy średnich do niskich (a często Steam Machine wymusza taki krok) sprawia, że traci się sporo w kwestii oprawy wizualnej, więcej niż na konsolach obecnej generacji.

Steam Machine

W cenie 4389 złotych za bazowy wariant, tych kompromisów jest trochę za dużo, szczególnie że mówimy o sprzęcie, który w większości gier sprawuje się na poziomie bazowego wariantu PlayStation 5 i nie ma w ogóle startu do PlayStation 5 Pro. Teraz możemy tylko gdybać, ale wydaje mi się, że pierwotnie, w listopadzie zeszłego roku, Valve zakładało zupełnie inną cenę za Steam Machine. Jeśli ich komputer trafiłby na rynek wyceniony np. na 3499 złotych, to z czystym sumieniem mógłbym każdemu z was polecić tę uroczą kostkę. Wtedy w cenie pomiędzy PS5 a PS5 Pro dostalibyście komputer z Linuksem, który wydajnością nie ustępuje podobnie wycenionym pecetom, a wygodą dorównuje konsolom, a tak mamy drogiego i wygodnego peceta, dla wąskiego grona odbiorców.

8 odpowiedzi do “Sprawdziliśmy Steam Machine – cena to jego największy, ale nie jedyny problem”

  1. Otóż to. 🤝

  2. Najlepsze co robi Steam Machine to wprowadzanie Linuksa na salony. Sama maszyna jest słaba (nawet bez uwzględniania wysokiej ceny). Mój niemal 3 letni stacjonarny komputer kupiony (wtedy) za ok. 6000 zł bije tę zabawkę na głowę w każdym parametrze. A jednak trzymam za ten projekt kciuki bo gdyby nie pech z kryzysem na rynku pamięci z pewnością podniósłby udział Linuksa wśród graczy powyżej 10% – a jak powszechnie wiadomo konkurencja jest zawsze dobra dla konsumentów.

  3. Kupilem i jestem zadowolony ale jak wspomniał autor. Tylko elitarne grono doceni.

  4. Taka pseudo konsola i pseudo pecet. To elitarne grono dało się moim zdaniem nabić w butelkę. Nie ma tu kompletnie nic odkrywczego ani nowego. Steam deck mi w zupełności wystarczy, a do grania w normalne gry mam bazowe ps5.

  5. Ja też kupiłem i jestem mega zadowolony, nie kupiłem żadnej konsoli tej generacji bo były brzydkie a sm pięknie pasuje do mojego salonu. Gry w które gram działają idealnie, w niwe nie gram bo mi szkoda na nie kasy i i tak są często niedopracowane. Sprzęt dla entuzjastów a ja jestem jednym z nich

    • Ra napisał(a):

      Ja też kupiłem i jestem mega zadowolony, nie kupiłem żadnej konsoli tej generacji bo były brzydkie a sm pięknie pasuje do mojego salonu. Gry w które gram działają idealnie, w niwe nie gram bo mi szkoda na nie kasy i i tak są często niedopracowane. Sprzęt dla entuzjastów a ja jestem jednym z nich

      Ech… sprzętem dla entuzjastów to jest np 486DX, tutaj masz snobistyczny niby PC który sam byś złożył za połowę ceny lub i mniej z używanych części….

  6. Niby pierdoła, jednak dość mocno odbierająca radość z korzystania z Steam Machine – gdyby pad był w zestawie w każdej opcji, dużo łatwiej byłoby przełknąć cenę i traktować sprzęt jak konsolę. Dziś każdą funkcję każdej konsoli da się obsłużyć padem, jak z każdym urządzeniem RTV, w tym również włączyć i wyłączyć (tak, niektóre decki hi-fi tego nie mają, nadal trzeba przestawić guzior w pozycję „on”). Domyślny brak pada w zestawie i traktowanie go jako osobnego produktu niestety przekłada się na brak kompetencji Steam Machine na tym polu.

    Złośliwie chciałoby się powiedzieć, że choć Valve stara się dostarczyć swoją Maszynką konsolowo-salonowych doświadczeń, to jednocześnie zachowuje pecetowy rodowód poprzez otwartość platformy na modyfikację użytkownika… oraz brak konsolowych akcesoriów w zestawie :v

    (edytowano)

Dołącz do dyskusji