Toksycznością nic nie osiągniemy – zawstydzanie game developerów podkopuje branżę gier

Toksycznością nic nie osiągniemy – zawstydzanie game developerów podkopuje branżę gier
Zacznijmy może od tego, że nie mamy żadnego wpływu na to, czy Sony zamknie Insomniaca. Możemy drwić, możemy milczeć, możemy zorganizować procesję, możemy wrzucić tyle kilobajtów memów, ile fabryka dała – a decyzja i tak zapadnie w pokoju, do którego nikt nas nie zaprosi. Jesteśmy słupkami i widownią, która od czasu do czasu odzywa się śmiechem z offu. Żebyśmy jeszcze byli Paryżanami i podpalili parę samochodów, to może wywarlibyśmy jakąś presję.

Sami zresztą widzicie – gracze odprawiają rytuał pt. „Oddajcie nam płyty, gnoje”, a ci się uparli i nie oddają. Widzieć widzą, ale przecież i tak wiedzą, że konsument kupi każdy kolejny tytuł, który wypuszczą na rynek. I jeszcze nowego DualSense’a w kolorze drugiego superbohatera, żeby grze nie było smutno samej.

Mamy natomiast wpływ na inne rzeczy i na tym polega cały problem. Wybraliśmy bowiem podcinanie gałęzi, na której siedzimy. Robimy to z takim zapałem, jakbyśmy szczerze wierzyli, że spadając, nauczymy się latać.

Zbrodnia bycia dobrym

Marvel’s Wolverine ukazał się i – proszę zająć miejsca – jest dobry.

W swoim filmiku o Wolverinie spikain słusznie zauważył, że pojawia się rozczarowanie, bo dziecko przyniosło do domu czwórkę zamiast piątki. Gra ocieka brutalnością, choć miejscami bywa archaiczna jak peerelowski wąs. Mamy tu korytarze udające poziomy, zautomatyzowane quick time eventy i trzeci akt będący skokiem na sequel.

Zajrzałam na Twittera z ciekawości, a tam kolejka. W ogonku, skwapliwie, ustawili się żałobnicy na pogrzeb Insomniaca, bo gra jest „woke” odmienione przez wszystkie przypadki, a poza tym słaba, tylko 7/10. – Kiedy Sony was zamknie, wy części rowerowe? – pyta jeden z „pyskutantów”.

Ten apetyt na stypę istniał jeszcze przed recenzjami: pod koniec sierpnia wyciekły szczegóły rozgrywki i ludzie już byli gotowi. Nie zagrali ani minuty, ale mieli już wydrukowany wyrok. A kiedy kara czeka na przewinienie, drodzy państwo, mamy do czynienia z czymś, co w historii Europy miewało własne place, publiczność, narzędzia i przypominało festyn.

Pręgierz.

Zegar się nie wstydzi

Amerykański dziennikarz Jon Ronson kilkanaście lat temu wydał książkę „#WstydźSię”, która opowiadała o ludziach publicznie zawstydzonych w sieci za popełnione głupoty. Opisywał w niej instytucję współczesnego pręgierza, tylko że ten – w przeciwieństwie do średniowiecznego – działa razem z indeksem Google’a, czyli w nieskończoność. Zrobisz błąd raz i internet już ci go nie zapomni, stracisz pracę, znajomych, a czasem i życie.

Najcelniejsza myśl w owym reportażu nie należy jednak do samego autora, a do jednego z jego bohaterów, Maksa Mosleya. Człowieka, który przeżył własny skandal i wyszedł zeń cało, bo zrobił rzecz iście genialną w swojej prostocie: odmówił publicznego odczuwania wstydu. – Zawstydzanie – powiada Mosley – jest paktem. Wyłam się z niego i konstrukcja się rozsypie.

Pewnie potrafilibyśmy wskazać jakąś osobę publiczną, która zrobiła tak samo i nie spotkały jej żadne realne konsekwencje. Piękna sprawa, ale z paktu może wystąpić jedynie człowiek decydujący o swoim jutrze i posiadacz zegara odliczającego do godziny zero.

Dragon Age: The Veilguard

W tym miejscu pozwolę sobie uprzedzić zarzut, który i tak może pod tym tekstem paść: gra to nie człowiek. Pełna zgoda. Jeżeli wydaliśmy 350 złotych na wadliwy produkt, mamy prawo wykrzyczeć niepochlebną recenzję urbi et orbi. Powiedzieć, że „gra jest zabugowana i kiepska” to nie lincz i każdy twierdzący inaczej przeszedł niewątpliwie operację zamiany głowy na bardziej osobistą część ciała.

Podobnie zresztą twierdził facet z przeogromnym doświadczeniem branżowym – Mark Darrah, twórca ze studia BioWare i autor Dragon Age’a. – Zgłaszajcie pretensje – mówił – ale 70 dolarów nie kupuje wam prawa do okrucieństwa. „Nie podoba mi się” nie ma tej samej wagi co życzenie komuś skoku na główkę z balkonu.

Sporej części komentarzy pod Wolverine’em nie sposób nazwać krytyką, nie dotyczą nawet tej gry. Pojawiają się zarzuty o bycie „woke” i wykład o tym, kto ma właściwie prawo do robienia sztuki. To wszystko ma swój określony cel, a uczestnicy są pewni, że właśnie wymierzają sprawiedliwość. Podobnie twierdził tłum obrzucający skazanego gnijącymi płodami rolnymi i końskim łajnem – i to pomimo faktu, że niewątpliwie niejeden spośród szydzącej gawiedzi miał swoje na sumieniu. Sprawiedliwość to wygodny kostium, który ubieramy, żeby się wyżyć na innych. Masa youtuberów zbudowała na tym całą swoją tożsamość, ale to materiał na inny felieton.

Ten hałas jednocześnie wyświadcza nam jeszcze jedną drobną „uprzejmość”: zagłusza konstruktywną krytykę. Kiedy wy przychodzicie z informacją zwrotną, ktoś inny wydala z siebie hejterski wyrzyg. Zgadnijcie, co bardziej rzuca się w oczy.

Concord

Czasem człowiek musi

Bywa oczywiście, że śmiech jest zasłużony – bo i cała sytuacja mocno bawi. Concord pożył dwa tygodnie, gra była zła, podwozie też. Gniew jak najbardziej na miejscu, podobnie jak szereg nasuwających się żartów. A jednocześnie produkcja ta powstawała osiem lat. Sony kupiło Firewalk Studios tak na półtora roku przed premierą. Potem tylko te 14 okropnych dni i cyk, studio zamknięte. Ginie w tym drobny szczegół, że PlayStation mogło się pokusić o naprawę, ale pogrzeb był tańszy.

I teraz ktoś powie: – Ha! Presja ma sens! Wydawca posłuchał!

Bzdura wierutna, drodzy państwo. Tak samo zamknęli Bluepointa, ekipę bez skazy i zmazy, po prostu developer nie dowiózł tak, jak korporacja sobie życzyła. Hermen Hulst pochwalił wyjątkowe doświadczenie studia, podziękował za pracę i wyłączył światło. Prawie takiego samego maila dostał Firewalk, bo to Sony jest właścicielem zegara.

To nie gracze zabili Firewalka i Bluepointa. Nie gracze zabiją Insomniaca. I z tego zabijania nie ma się co cieszyć.

Kibicowanie temu, żeby gra spadła i sobie ten głupi kod rozwaliła, nie dotyczy zresztą tylko produkcji „słabych”. Oto niedawno wyszło Wardogs studia Bulkhead. Developerzy od początku mówili, że tytuł ten na starcie przyciągnie więcej graczy, a potem numerki się ustabilizują. Popularność gry bardzo ich zresztą zaskoczyła, ale zaraz przyszli oni, piewcy apokalipsy, i stwierdzili, że Wardogsy rychło się przewrócą.

Kod rozwalił sobie natomiast Highguard studia Wildlight. Twórcy byli przekonani, że potrzebują po prostu czasu, by naprawić szkody, jakie wywołał efekt zbyt nadmuchanego balonika. Nie mieli jednak pieniędzy, źle zaplanowali całość i zbankrutowali w sposób wręcz groteskowy.

Gdy Wildlight ogłosił wygaszanie serwerów, odezwał się niespodziewany głos z pustki – Chet Faliszek, scenarzysta pierwszego Half-Life’a, Portala i Left 4 Dead, ważna postać, nie jakiś urażony junior z LinkedIna. Nagrał krótki materiał i powiedział, że jeśli nienawidzisz twórców gier, to nienawidzisz gier. Faliszek dodał zresztą coś odwrotnego do tego, czego ja tu dowodzę – że to nie jest tylko „decyzja korporacji”. Że stwierdzenie, iż gra to jedynie biznesowy skok na kasę, jest powiedzeniem developerom, że są najemnikami, którzy klepią kod za pieniądze i nie wkładają krzty serca w to, co robią. Wildlight serce włożył – na dziewięć dni przed egzekucją własnego tytułu twórcy próbowali jeszcze ratować swe dzieło.

Highguard

Warunek graniczny

Druga szansa dla gry ma trzy warunki i wszystkie muszą zostać spełnione. Warunek pierwszy: studio musi dostać czas. Decyduje o tym właściciel zegara i tu nie mamy głosu. Warunek drugi: studio musi mieć do kogo wrócić. I to jesteśmy my. Nie kontroluje tego żaden zarząd. To nasze miejsce.

Sam czas niczego nie naprawi – gdyby nikt nie chciał ponownie odpalić No Man’s Sky, Hello Games mogłoby dodawać aktualizacje ad mortem defecatam i finalnie Sean Murray musiałby ogłosić bankructwo. Sprawa z Cyberpunkiem wyglądała identycznie: CDPR dysponował zegarem, ale miał też graczy, którzy chcieli mu znowu zaufać. I tu Ronson ma rację: nie ma daty, nie ma końca, wyrok zostaje na zawsze. Gra-mem może nigdy nie strząsnąć z siebie odium porażki.

I jest warunek trzeci, najtrudniejszy do spełnienia: naprawę musi ktoś chcieć to wykonać. Ludzie bowiem odchodzą. Firma rekrutacyjna Skillsearch przepytała między listopadem 2025 roku a lutym 2026 tysiąc osób z branży w Europie, Ameryce Północnej, Azji i na Bliskim Wschodzie. Spośród nich 44% zastanawiało się nad odejściem z gamedevu w ogóle. W Wielkiej Brytanii, tam gdzie siedzibę ma Bulkhead i miało Hello Games, 76% planowało bądź rozważało karierę poza grami do końca roku. A do tego branża tnie etaty jak wściekła.

Takich przygód w No Man’s Sky jeszcze nie mieliśmy. Najnowsza aktualizacja zabiera nas w bardzo zabójcze miejsca

Toksyczność nie jest tu jedyną przyczyną – te same badania wymieniają crunch, niskie płace, zwolnienia, wpychanie wszędzie AI. Jest natomiast jednym z powodów, dla których człowiek oglądający jak internet świętuje pogrzeb jego czteroletniej pracy postanawia, że następnym razem napisze oprogramowanie dla banku. Bankierzy przynajmniej nie powiedzą mu, żeby poszedł się zabić.

Chciwość korporacji nie polega na wydawaniu wyłącznie złych gier. Polega na tym, że zlikwidowano ocenę „dobrą”, bo przy budżetach, gdzie miarą sukcesu jest jedynie kolejny rekord, wszystko poniżej fenomenu uchodzi za porażkę. A myśmy dali się w to wciągnąć. Sama popatrzyłam na te cyferki przy Wolverinie i miałam takie: „Uch, Sony nie będzie zadowolone”.

Po drodze znalazłam post z Reddita sprzed czterech lat napisany przez kogoś wkurzonego, że Forspoken zaczyna przypominać wszystkie pozostałe „bezpieczne” tytuły, że odrzucamy dziwne, więc dostajemy znajome. Wolverine jest znajomy i właśnie dlatego jest dobry. I tylko dobry. Developerzy nie mają odwagi zrobić czegoś nowego (z chlubnymi wyjątkami jak Control Resonant), więc robią rzeczy o temperaturze pokojowej.

Zamknięcia studia nie zatrzymamy: nie nasza to gałąź, nie nasze drzewo, a korporacja dobrze już wie, co przytnie w przyszłym kwartale. Możemy natomiast dać drugą szansę tam, gdzie ktoś jeszcze trzyma własny zegar. W końcu, czyż nie jest większa radość z tego, kto się zgubił, a potem znalazł?

199 odpowiedzi do “Toksycznością nic nie osiągniemy – zawstydzanie game developerów podkopuje branżę gier”

  1. Bardzo dobry arymtykuł. Od jakiegos czasu właśnie dovhidze do podobnych wniosków, że nie da sie w tej branży wyżyć. Genialne studia trzeba zamykać czym szybciej zanim wydadzą coś tylko dobrego lub zanim jakaś fala influ obierze sobie je jako cel dla zdobycia klików.
    Nie ma przyszłości dla żadnego studia jeśli jako gracze nie chcemy jej dać.

  2. Najzabawniejsze z tego tekstu jest nazwanie bluepoint studiem bez zmazy i skazy. No ale to kolejny dowód na to jak mało osób traktuje gry faktycznie jako sztukę.

    • Avatar photo
      Emilia Wyciślak-Swoboda 3 października 2026 o 14:04

      A co zrobiło Bluepoint, co ich skalało? Szukałam ich wpadek dodatkowo przed pisaniem tekstu i nie znalazłam… ale może źle szukałam?

      • Spiral idealnie pasuje do „toksyczności” zawartej w tytule.
        Nie wie, ale się wypowie. Zwykły oszołom co odkrył, ze w necie może sobie napisać bzdurę i wierzy, że coś nią osiagnie. I niestety osiągnął. TWOJĄ uwagę Emilio i moją.
        No bo oszołomy tak mają. Z reguły to w myśleniu mocni nie są 🙂 robią tylko dym.

      • Kian napisał(a):

        Spiral idealnie pasuje do „toksyczności” zawartej w tytule.
        Nie wie, ale się wypowie. Zwykły oszołom co odkrył, ze w necie może sobie napisać bzdurę i wierzy, że coś nią osiagnie. I niestety osiągnął. TWOJĄ uwagę Emilio i moją.
        No bo oszołomy tak mają. Z reguły to w myśleniu mocni nie są 🙂 robią tylko dym.

        Malutki zapluty hipokryta, płacze coś o toksyczności a potem wyzywa od oszołomów.

      • Bluepoint robiło rimejki w typowy sposób, nawalić zbędnych obiektów tam gdzie ich nie było, bez poszanowania dla historii przedstawionej. W oryginałach puste przestrzenie, oszczędność w detalach budowały świat, a oni traktowali każdą gładką powierzchnię jako błąd, który trzeba załatać trylionem poligonów i barokowymi zdobieniami. Że fabuła i świat ich kompletnie nie obchodził najlepszym dowodem są te słynne żółte flagi które w rimejku nagle stały się czerwone, bo ichniejsi artyści uznali że tak będzie wyglądało lepiej.

      • Stary, dosłownie o takim podejściu jak Twoje jest ten felieton. Studio zrobiło coś, co mi sie nie podoba? Do zamknięcia i zaorania.

      • GeneralAladeen napisał(a):

        Stary, dosłownie o takim podejściu jak Twoje jest ten felieton. Studio zrobiło coś, co mi sie nie podoba? Do zamknięcia i zaorania.

        Powiedz mi bystrzaku, w którym miejscu napisałem, że dobrze że ich zamknęli.

      • Ale z ciebie baran…

      • remo napisał(a):

        Ale z ciebie baran…

        Oho, kolejny wartościowy komentarz. Taki wygląd jest ludzi zachwycających się demakami bluepoint. Ale to trzeba pewne sprawy zrozumieć hurr durr.

      • Ewidentnie nie zrozumiałeś podejścia blupoint games. Ja do tej pory jestem im bardzo wdzięczny za choćby rimejki uncharted,zostały genialnie zrobione. O to chodziło w ich pracy , poprawić,ale nie z nadmiarem, z poszanowaniem dzieła ,które poprawiają. I takie zapewne zlecenia od Sony dostawali. Czepiasz się niewłaściwego studia. Tylko niestety trzeba najpierw zrozumieć pewne sprawy.

      • Odojja napisał(a):

        Ewidentnie nie zrozumiałeś podejścia blupoint games. Ja do tej pory jestem im bardzo wdzięczny za choćby rimejki uncharted,zostały genialnie zrobione. O to chodziło w ich pracy , poprawić,ale nie z nadmiarem, z poszanowaniem dzieła ,które poprawiają. I takie zapewne zlecenia od Sony dostawali. Czepiasz się niewłaściwego studia. Tylko niestety trzeba najpierw zrozumieć pewne sprawy.

        Ale ty tu o czymś innym mówisz. To co bluepoint zrobiło z uncharted to się najwyżej na remaster kwalifikowało, (przynajmniej na tyle na ile się orientuję, bo ta seria która jest dla mnie odpowiednikiem fastfooda dla otyłych amerykanów – od takich gier trzymam się z daleka) tymczasem tzw. remaki Demon’s Souls i Shadow of the Colossus to było wejście z butem w oryginalny artstyle i arogancją, że zrobią to lepiej. Nie zrobili.

      • Remake Demon Soulsów gameplayowo – Ok.

        Graficznie i art stylem – tragedia. Mocno odbiegająca od oryginału. I to jest ich duża wpadka.

      • Ktos napisał(a):

        Remake Demon Soulsów gameplayowo – Ok.
        Graficznie i art stylem – tragedia. Mocno odbiegająca od oryginału. I to jest ich duża wpadka.

        Chłop oszalał, albo pijany (czyli znajduje się mniej więcej w takim stanie, w jakim był prezes Sony, gdy podejmował decyzję o likwidacji Bluepoint). Ten remake to po sześciu latach wciąż jedna z najładniejszych gier jakie powstały, a sama gra świateł i cieni robi takie wrażenie, że aż się przykro robi, gdy człowiek pomyśli ile dekad zajmie From Sofware dojście do tego poziomu. Ale nawet tak fenomenalna oprawa graficzna to i tak nic przy absolutnie perfekcyjnym udźwiękowieniu wynoszącym tę produkcję daleko poza wszelką konkurencję. I ty tu piszesz o jakichś „wpadkach? Przecież inni powinni studiować tę grę niczym lekturę obowiązkową.

      • PamPam napisał(a):

        Ktos napisał(a):
        Remake Demon Soulsów gameplayowo – Ok.
        Graficznie i art stylem – tragedia. Mocno odbiegająca od oryginału. I to jest ich duża wpadka.

        Chłop oszalał, albo pijany (czyli znajduje się mniej więcej w takim stanie, w jakim był prezes Sony, gdy podejmował decyzję o likwidacji Bluepoint). Ten remake to po sześciu latach wciąż jedna z najładniejszych gier jakie powstały, a sama gra świateł i cieni robi takie wrażenie, że aż się przykro robi, gdy człowiek pomyśli ile dekad zajmie From S…

        Tu nie chodzi o to, czy jest ładnie, tylko czy jest wiernie względem oryginału. I nie – nie jest. A lore został oszpecony w niektórych miejscach tak bardzo, że to albo pokazuje, że mieli gdzieś wizję oryginału albo w ogóle nie wiedzieli jaka była ta wizja.

      • Z grubsza na tym polega remake, że nie jest wierny oryginałowi…
        Zarzut, że remake jest remakiem, jest delikatnie mówiąc, absurdalny.

      • Jemu chodzi że w grach from software masz narracje lokacyjną. Poza tym normalna narracja w zasadzie nie istnieje. Jak pozmieniasz obiekty w lokacjach to nie pasuja do tej narracji oryginalnej. To jest dosyć istotne.

      • Świetny artykuł Pani Emilio. Komentarze pod nim tylko świadczą o skali problemu. Dodatkowo niestety niejaki Kiszak i jego glut Snakeeiter – wyśmiali Pani artykuł na youtubie. Ale nimi proszę się nie przejmować. Dwóch patolów (jeden myje dupsko w zlewie drugi nie ma nawet matury). Pozdrawiam

      • Nie pomagasz xD

    • Artykul z ktorym sie mozna czasem zgodzic a czasem za glowe zlapac.
      Przykladowo
      Decyzja za drzwiami jest pdejmowana przez szare eminencje, ta. Aczkolwiek brak sprzedazy i wysmiawanie studia czy gry w internecie na ta decyzje wplywa.

      Wolverine to sciek, nazywanie go woke jest jak najbardziej poprawne patrzac na postacie i fabule oraz gameplay, ktory sam sie przechodzi.

      Na reszte dopierdalania sie nie mam checi. Ten element najbardziej mnie urazil.

      Drugi to to pierdolenie, z cytatu „jeżeli nienawidzisz devow to niebawidzisz gier” ,durniejszego tekstu to nawet sam Don Tusk by nie stworzyl.

  3. Czyli jak produkt jest do dupy to wszyscy mają siedzieć cicho bo korporacja się pogniewa i nie będzie wypuszczać gier? Ciekawe czy jakbyś kupiła telewizor na polecenie 7/10 i okazałoby się, że połowa aplikacji nie działa z nim to też byś tak mówiła. Jeżeli chcecie tak robić to spoko wasze prawo ale nie nazywajcie tego recenzjami bo z recenzją nie ma to nic wspólnego. Nie kupuje tego co prezentuje się sorry.

    • Avatar photo
      Emilia Wyciślak-Swoboda 3 października 2026 o 14:02

      W tekście dowodzę czegoś wręcz przeciwnego.

      • Właśnie dlatego ludzie biją pianę o skalę ocen 1-10, a potem tej skali nie rozumieją.
        Gra 7/10 to obecnie jest najwyżej średniakiem, żeby nie powiedzieć porażka. W obecnym świecie w skali 1-10 jedyne akceptowalne oceny i to z naciąganiem 8. Szczęście następuje przy 9 i 10.

        Jeżeli gra otrzymuje 6/10. To tylko skończony idiota mógłby coś takiego kupić, bo to jest już niegrywalny syf.
        Tak właśnie dochodzimy do momentu, ludzie nie rozumieją skali. Z matmy jak widzę jak ludzie rozwiązują proste zagadki, to nic dziwnego, że otacza nas banda ludzi jakich właśnie otacza. Nie będę się tutaj wyrażać. Szkoda strzępić języka.

        Ale z tą skalą jest tak wszędzie oceny 1-7 to jest po prostu dramat. Liczą się trochę 8 no i 9 i 10, ale już to napisałem wyżej.

        Może warto wprowadzić skalę 1-4. Może IQ200 gracze zrozumieją „jak w szkole” te oceny 🙂 no prawie, bo to też inna skala.

        (edytowano)

      • Tak ludzie są winni. Wszyscy są głupi tylko ja jestem mądry. Wspaniałe. Nie ma to jak napisać, że ktoś nie rozumie skali po czym bronić tezy że 7/10 to dramat :D. No chyba nie rozumiesz skali bo 7 w skali o rozdzielczości 10 to jest za połową to powinno być „powyżej przeciętnej”, a nie dramat. Ja wprowadzimy skale 1-4 to recenzenci beda używać tylko 3-4. Bo 1-2 to toksyczne.

        Ludzie nie biją piany o skale ocen 1-10 tylko o 4-10. Bo taka skala faktycznie teraz obowiązuje. Może 5-10. Ale na pewno nie 1-10. W latach 90 w CDA pełno gier dostawało niskie oceny. Była kaszanka zone gdzie o ile mnie pamięci nie myli to nawet 0/10 się trafiało. Także wtedy oceny 1,2,3 faktycznie się regularnie pojawiały. Dzisiaj się nie pojawiają bo przecież to jest toksyczne dawać grze niską ocenę. Lepiej dawać wysokie. Przecież to jest to co buduje branże. Oszukiwanie graczy xD. To nie jest toksyczne. Zaufanie do recenzenta też przecież nie spadnie. Regularnie napiszemy jeszcze artykuł wskazując kto jest winny bo i wiadomo że nie my przecież. Potem się zdziwimy czemu gracze nas nie szanują.

        Tak poważnie to ja nie wiem czy nie doprowadziliście do sytuacji – recenzenci – gdzie wasze zdanie jest dosłownie antyreklamą.

      • To dowód właśnie na to, że nic nie zrozumiałeś. Genialne. Spodzielwem się niespodziewanego 🙂 wygrałeś tym komentarzem. Czapki z głów.

        Poczytaj sobie internet, bo chyba nie wiesz, że gra 7/10 jaka jest Wolverin to jest szajs. Bez odbioru, bo i tak przesłanki ironicznej o ocenach nie zrozumiałeś i tłumaczysz mi skalę. No ale pośmiałem się, dzięki.

      • „Właśnie dlatego ludzie biją pianę o skalę ocen 1-10, a potem tej skali nie rozumieją.” Kto nie rozumie tej skali? Odbiorcy czy recenzenci?

        „Gra 7/10 to obecnie jest najwyżej średniakiem, żeby nie powiedzieć porażka.” Tutaj krytykujesz czy potwierdzasz? Nie da się z tego zdania wywnioskować intencji.

        „Tak właśnie dochodzimy do momentu, ludzie nie rozumieją skali. Z matmy jak widzę jak ludzie rozwiązują proste zagadki, to nic dziwnego, że otacza nas banda ludzi jakich właśnie otacza. Nie będę się tutaj wyrażać. Szkoda strzępić języka.” Czego ludzie nie rozumieją w skali? Jacy ludzie? Dla mnie ludzie to odbiorcy. Z tym się nie zgadzam. To recenzenci źle używaja skali. Tego nigdzie nie piszesz. Piszesz, że ludzie czyli jak rozumiem odbiorcy sa winni.

        Jeżeli ten post był ironiczny to nie wygląda na taki.

        „Może warto wprowadzić skalę 1-4. ” To jest ironia? Bo edytowałeś to zdanie przed chwilą. Może pisz zrozumiale, to nie będzie problemów.

      • Ło panie co tu się wydarzyło. Już tłumaczę, uważam że gra 7/10, to wciąż dobra gra, dobra. Gra z którą można się fajnie bawić. Gra która może mieć gorsze momenty, ale to dobry tytuł. Tymczasem, sory za przykład. Wolverin zbiera 7/10 i jest kupa. Jest samograjem, jest nudne, jest nieangażujące, ma bugi, jest źle.

        Nie grałem. Przytaczam opinie. Powyższe wygląda jak hmm 2/10? Jakie 7/10.

        Mówię o ogóle, ludzie nie rozumieją skali. Ogół. „Ten film był słaby – 6/10”. To są cytaty z życia wzięte. Tak ludzie – Homosapiens do tego podchodzi. Wszyscy? Pewnie nie. Sporo? W mojej ocenie tak.

        Możliwe że napisałem niezrozumiałe, skoro nie chwyciłeś ze 7/10 i dramat dla wolverine to jest podsumowanie tej skali jak jest odbierana.
        Kolega wyżej dobrze pisze, trzeba samemu sprawdzić. Pełna zgoda!

        Nawiązuje, powtórzę jeszcze raz, że Wolverin 7/10 jest crapem i gownem. Coś tutaj się nie zgadza. Nie uważasz? Skala ocen ze szkoły może by ułatwiła odczyt i ocenę.

        Szczytem jak byłem w jakimś sklepie i miałem ocenić obsługę 1-10, gdzie 1-7 na czerwono, 8-10 zielono. Nie mam dalszych uwag.

        Edytowałem bo pewnie jakaś literówka wpadła, może coś szybko dopisałem. Nie wiem. Dużo tutaj nie siedzę na forum.

      • Film Wąwóz ma na Filmwebie ocenę 6,2. Dla mnie rewelacyjny film, jeden z lepszych (dobra, jeden z takich, które najbardziej mi się podobały) jakie widziałem w życiu. W muzyce polskiej disco polo jest uwielbiane przez wielu. Taki Akcent – Przez Twe Oczy Zielone – ma na youtubie 219 MILIONÓW wyświetleń. Utwór Genesis Firth of Fifth w wykonaniu Steve’a Hacketa (o którym pewnie słyszało parę procent Polaków) ma 4,2 mln wyświetleń (co i tak jest bardzo dużo, bo sam utwór z płyty Genesis umieszczony 15 lat temu, a stworzony jeszcze wcześniej, ma zaledwie 240 TYSIĘCY wyświetleń). Przepaść niebotyczna. Wniosek? Rządzi chłam, a nie geniusz. Mam w doopie tę twoją kretyńską skalę 9-10. Dawno już się nauczyłem, że muszę sam coś ocenić, a nie sugerować się oceną debili. Bo w kwestiach gustu to nie większość ma rację. Większość nie doceni złota, wolą goowno w złotym opakowaniu.

      • To niestety prawda, ale z drugiej strony niewiele to zmienia. To nie jest tak, że mało wychodzi dobrych rzeczy. Ich procentowo mało wychodzi. Masz Sinnersów, Godzille Minus One zaraz bedzie sequel. Masz dobre seriale. Widow’s Bay polecam. Genialne. Po prostu procentowo chłamu jest dużo, ale zawsze beda ludzie ktorzy beda chcieli cos fajnego zrobić. W grach jest niestety gorzej bo triple ej są w bardzo złej sytuacji, a chciało by się dostać nowego Skyrima albo coś tego typu.

        Obejrzę sobie dzisiaj ten film – Wąwóz :).

      • Oczywiście! W punkt.

      • No dobra ale zobacz, że w filmach ta skala ocen nie jest popsuta. Filmy oceniamy surowo. Zarówno krytycy jak i widzowie. Toksycznie bym powiedział. 🙂 Film 6-7 jest filmem dobrym i dalej są używane oceny niskie takie jak 1-5.

      • Jestem dość na bakier z twierdzeniem, że rolą recenzji i oceny gry jest informacja dla odbiorcy, czy daną grę opłaca się kupić. Jakoś tak wybitnie jest mi nie po drodze z liczeniem współczynnika opłacalności ze wzoru „godziny do ukończenia łamane na cena przez rok wydania” i w ogóle traktowaniem gier jako coś, na co muszę uważnie wydzielać czas i wydawane pieniądze, bo mogę je uznać za zmarnowane. Jedyne pieniądze, które uważam za zmarnowane to te wydane na gry, których nawet nie odpaliłem z lenistwa. Nawet letni średniak zasługujący na 5+ jest wart moich pieniędzy i mojego czasu, jeśli na skutek obcowania z tytułem nasuną się jakieś przemyślenia – choćby takie, że nawet gdy w konkretnym gatunku gier doceniam czynniki X i Y, to jednak czynnik Z sprawia, że nie sięgnę po kolejną grę z serii, albo w ogóle dany gatunek jest nie dla mnie (są oczywiście rzeczy, po które nie sięgnę w ogóle, ale nie dlatego że są słabe, tylko dlatego, że leżą kompletnie poza zakresem moich zainteresowań – kompetytywne strzelanki i inne looter shootery oraz moby, grand strategy, soulslajki, i jeszcze parę innych).
        Jeśli traktujemy gry wyłącznie jako dobro do konsumpcji to faktycznie recenzja może być przydatnym miernikiem wskaźnika opłacalności, jednak twierdzenie, że „tylko skończony idiota kupiłby grę poniżej oceny x” to dla mnie abstrakcja i zupełnie inny świat, zupełnie inny cel i sposób odbierania medium.

        Nie byłbym sobą gdybym nie wspomniał o Cyberpunku – wk*rwiłem się kilka razy na wersję premierową, ale co bym zyskał obrażając się i wywalając grę z dysku? Obserwowanie zmian wprowadzanych z każdym patchem, ale też śledzenie Cyberpunkowego dyskursu i działań studia przez pryzmat rozwijania gry przez lata uważam za cenne doświadczenie, dużo bardziej wartościowe niż ogranie na szybko albo obrażenie się na te kilka bugów, wystawienie oceny i odinstalowanie.

        Podsumowując – recenzja może być dla mnie żródłem informacji i punktem odniesienia do przemyśleń, ale nie broszurką z informacjami czy i dlaczego opłaca się daną grę kupić. Z im większą ilością wrażeń innych ludzi się zapoznam, tym więcej spostrzeżeń mi się nasunie o konkretnej grze w zestawieniu z moimi własnymi doświadczeniami, co rozwinie o kilka punktów moją wiedzę o gatunku i o grach w ogóle. Poznanie perspektywy innych ludzi zawsze wzbogaca, dlatego bardzo propsuję, że CDAkcja publikuje recenzje jednej gry autorstwa różnych osób redaktorskich na stronie i w piśmie.

        (edytowano)

      • „Podsumowując – recenzja może być dla mnie żródłem informacji i punktem odniesienia do przemyśleń, ale nie broszurką z informacjami czy i dlaczego opłaca się daną grę kupić.”

        No i to jest ogromny problem, że ludzie zamiast dowiedzieć się czym jest obiektywność, subiektywność i recenzja wymyślają sobie własne definicje.

        To weź sobie może swoją formę wymyśl i ja zdefiniuj tak będzie lepiej. Nazwij ja „Recenzja Kapitana Żbika” – „forma podobna do recenzji, ale bez informacji o grze, z niej nie dowiesz się czy produkt warto kupić” i tyle. Wydaje mi się ze wielu współczesnych recenzentów chętnie jej użyje. 😀

        Nie wszystko jest subiektywne. Recenzja nie jest tym czym Ci się wydaje tylko tym co zostało kiedyś zdefiniowane. Ja rozumiem, że postmodernizm, ale nie wszystko warto podważać.

      • Gwoli wyklarowania, nie mam na celu wymyślenia na nowo definicji recenzji i jestem zaskoczony taką interpretacją mojej wypowiedzi. Można między wierszami mojego komentarza wyczytać, że nie przymuszam nikogo do brania ze mnie przykładu ani nie narzucam nic nikomu żadnymi postami, modernami i innym izmami.
        Chodziło mi bardziej o to w jakim celu w ogóle czytam recenzje (ja patrzący wyłącznie ze swojej perspektywy niezależnie od innych, nie ktoś inny) – siadając do lektury najnowszego numeru CD-Action nie myślę sobie – o, ta gra ma 8+ i piszą że fajne animacje i modele, kupię jak tylko siądę do komputera, ta ma 6 i piszą że są dłużyzny więc dodam jedynie do wishlisty, a ta ma 3+ i mimo ciekawego świata i historii to jednak jest powtarzalna i nudna, więc nie kupię nawet na promocji.

      • No dobra, ale po co nam ta wiedza jak ktoś czyta recenzje i czym ona dla niego powinna być? Piszę to bez złośliwości :). Fajnie, że dla Ciebie to jest ok, ale nic to nie wnosi. Jest spór ciągnący się nie wiem już 4-5 lat o zawyżanych ocenach, recenzjach, obiektywności i subiektywności. Ludzie nawet nie wiedzą co te pojęcia znaczą, a zabierają głos. Spoko jest wolność słowa, ale kurcze przeczytajcie chociaż definicje.

        Postmodernizm, jego radykalna częśc mowi, że wszystko jest subiektywne i możesz sobie oceniać i definiować wszystko jak chcesz. Tak w skrócie. To działa jak tarcza na logikę. Na przykładzie recenzji. Jak ktoś zarzuca, że recenzja jest mało obiektywna to możesz powiedzieć, że dla Ciebie recenzja nigdy nie musi być obiektywna. Zmieniasz definicje i powodujesz, że rozmowa nie ma sensu bo operujecie na dwóch różnych. Można się rozejść.

      • Tak się po prostu wypowiadam w sekcji komentarzy bo mogę, choć nikt nie pytał ¯(ツ)/¯
        Nie jestem pewien, może się mylę, ale mam niejasne wrażenie że nie mówimy o tym samym.

        sanchez napisał(a):

        przeczytajcie chociaż definicje

        Przeczytamy.

        (edytowano)

      • „Jestem dość na bakier z twierdzeniem, że rolą recenzji i oceny gry jest informacja dla odbiorcy, czy daną grę opłaca się kupić.”

        Rolą recenzji oczywiście jest pomoc w zakupie gry. Nie ma definicji „roli recenzji”, ale tutaj masz przetłumaczony cytat.

        „Zatem główną motywacją krytyka do pisania recenzji jest dostarczenie czytelnikom rzetelnego obrazu cech gry, który ułatwia podejmowanie decyzji zakupowych.”

        Kraemer, T., Weiger, W. H., Heidenreich, S. (2025). Do all stars shine the same? Investigating the nonlinear effects of user and critic reviews on video game sales.
        Journal of Business Research, 188, 115034.

      • Doprecyzowując jeszcze bardziej:

        Wydźwięk mojej wypowiedzi to nie miało być: „Według mojego kanonu, żeby tekst spełniał kryteria recenzji, powinien on zawierać to, to i to, i pełnić taką funkcję”.
        Miałem na myśli to, że ja (ja, według własnego widzimisię) biorę recenzję z całym inwentarzem cech, które czynią tekst recenzją i robię sobie z tej recenzji swój użytek dla konkretnych celów – zasięgnięcie informacji o danej grze, wzbogacenie wiedzy, poznanie punktów widzenia różnych ludzi o danym tytule. Nie zaś to, czy powinienem wydać na daną grę swoje pieniądze. Jest to pomocne przy zakupie, ale nie czytam recenzji po to, żeby ocenić czy opłaca mi się kupić grę.
        Nie piszę definicji na nowo po swojemu, nie kłócę się z zasadnością istniejącej definicji, nie sprzeczam się o subiektywizm, obiektywizm, postmodernizm, socjalizm, impresjonizm.
        Nie ma potrzeby popisywania się ironią i operowania sarkazmem, „ludzie nie wiedzo, poczytalibyście trochę” ani przytaczać cytatów, ja się z Tobą zgadzam (z definicją recenzji).

        Tl;dr – „recenzja to dla mnie…” nie jako określenie, co tekst musi zawierać żebym wielkodusznie nazwał go recenzją, a jako wskazanie celu, dla którego czytam te teksty (podkreślam, że chodzi tylko i wyłącznie mój przypadek, nie narzucam nikomu zmiany swojego spojrzenia na recenzje).

      • „Nie ma potrzeby popisywania się ironią i operowania sarkazmem, „ludzie nie wiedzo, poczytalibyście trochę” ani przytaczać cytatów, ja się z Tobą zgadzam (z definicją recenzji).”

        Może masz rację. Stonuje trochę :).

        Ale nie no cytaty to akurat powinno się przytaczać. Swoja drogą CDA powinno pisać artykuły o wnioskach z takich badań, a nie wymyślać sobie swoje. Nie uważasz?

  4. Walka z toksycznością zawsze oznacza cenzurę

    • Avatar photo
      Emilia Wyciślak-Swoboda 3 października 2026 o 14:04

      Nie zawsze.

      • co innego poza apelami, żeby gracze byli grzeczni i kładli ręce na kołderkę?

        (edytowano)

      • Dla mnie to jest trochę tak jak gdy idziesz do restauracji i dostajesz zupę, które Ci nie smakuje. Recenzją bedzie powiedzenie o tym obsludze że danie nie smakuje, powiedzenie co z nim nie tak itd. Toksycznością będzie wylanie tej zupy na głowę kelnerowi. Czy jeśli po takim incydencie ochrona Cię wyprowadzi z restauracji, też uznasz to za cenzurę?
        Zgadzam się w pełni z tym felietonem że ta toksyczność w wyrażaniu negatywnej opinii zabija jedyną rzecz, która może sytuację naprawić czyli konstruktywną krytykę.
        I to nie jest tak że wydawców czy Twórców obchodzą tylko pochwały, bo pochwały nie dają żadnego info co można zrobić lepiej.

    • To taka cenzura, jak to że nie wyzywam w sklepie pani, która za długo szuka portfela. Sprowadzasz termin na skraj absurdu.

      • no dobra, a jak napisze nie podoba mi się ta gra jest chujowa to to jest toksyczne czy nie?

      • Kwestia indywidualnej wrażliwości, moim zdaniem nie, chociaż pachnie dziecinadą jeśli to wszystko, co masz do powiedzenia. Ale napisz to samo przed premierą, dorzuć kilka pozdrowień dla developerów i ich matek, i masz książkowy przykład bezmózgiej toksy.

      • klasyczny problem powszechności, kiedyś przed popularnością internetu obowiązywała netykieta czyli jakaś forma autocenzury społeczności, i to jest ok.

      • Taka opinia nie jest przede wszystkim opinią. to tylko stwierdzenie, które mówi cokolwiek autorowi takiego tekstu, a innym kompletnie nic. Samo używanie wulgaryzmów nie jest toksyczne.

      • Nie musi być, ale jest też kompletnie bezproduktywne, to tylko wyrażanie frustracji, zero treści

        (edytowano)

      • wszystko zależy od kontekstu, mamy rozum i widać kiedy wulgaryzmy przekraczają granicę

        (edytowano)

      • Komentarz, że gra jest gównem bez merytorycznego uzasadnienia nadal jest zwykłym kretynizmem, a nie oceną.

  5. Artykuł naprawdę świetny. Podkreśla jeden z wielu problemów, który aktualnie przeżywa branża gier ale najgorszym jest chyba fakt, że sam bardzo często łapie się na takich komentarzach względem gier, w które gram co na pewno nikomu nie pomaga. Jest to zdecydowanie czas na zmianę.

    • Samorefleksja to rzadki talent w grajdołku, pielęgnuj go!

    • Wiesz co na pewno nie pomaga? Szukanie grom wymówek. Następnym razem deweloper zrobi ten sam błąd bo „gracze wybaczyli” to można dalej robić to samo.

      • To brzmi jakbyśmy mieli tylko dwa wyjścia na krytykę gry. Albo toksyczne komentarze albo całkowicie pobłażliwą opinię. Absolutnie się z tym stanowiskiem nie zgadzam, bo istnieje taki koncept jak „konstruktywna krytyka”, która nie musi zawierać agresywnych dogryzek, może dalej zniechęcać potencjalnego kupca i w dłuższym biegu przynieść lepsze rezultaty.

      • Konstruktywna krytyka będzie zignorowana na rzecz tego co deweloperom jest łatwiej zrobić. Daleko szukać nie trzeba, zobacz sobie jak się sprawa rozegrała z tym Remasterem do Wiedźmina 3. Co było im łatwo pozmieniać to pozmieniali, a to co było trudne i wymagało więcej niż pogrzebania w pliku nfg to zostało takie jakie było.

      • Rozumiem, że łatwiej jest rozłożyć ręce nad konstruktywną krytyką, powiedzieć „nic się nie da zrobić” i wrócić do obsmarowywania się nawzajem zamiast trudzić się podjęciem jakiegokolwiek dialogu ale nie tędy droga. Co do Remastera Wiedźmina 3. Mówimy o darmowej odświeżajce, która została zapowiedziana na miesiąc przed jej wydaniem i ma za zadanie zretuszować to i tamto w Wiedźminie 3 przed dodatkiem. Nigdy nie zrozumiem czemu niektórzy ludzie spodziewali się fajerwerków, a tym bardziej nie rozumiem co kwestia Wieśka ma wnieść do dyskusji. Z tego co wiem, ludzie mówią o nim raczej przychylnie i nikt nie ma z nim większego problemu.

      • I widzisz, właśnie dlatego konstruktywna krytyka mało co daje. Bo odpowiedzią na konstruktywną krytykę jest „dzięki za twoje spostrzeżenia ale jest to remaster darmowy i nikt nie ma z nim większego problemu”. 😀

      • Ty myślisz, ze Ropuch jest przedstawicielem CDPu?

      • Przedstawiciel cdpr nie czyta konstruktywnej krytyki. Nerdy i pismaki to czasami robia.
        Przedstawiciel pyta PR o odbior na sieci a ta na podstawie miejsc z najwiekszym zaangazowaniem opowiada.

      • Sądzisz, że wiesz, co robi przedstawiciel CPD?

      • Ile zapłaciłeś za remaster? Dokładnie tyle, masz prawa sobie cos rościć. Zdecydowana większość osób się cieszy i chwali sobie zmiany, których CDPR wcale nie musiał opracowywać.
        Nie uprawiasz krytyki, tylko krytykanctwo, a to, niestety dość mało mądra (delikatnie rzecz ujmując) formuła. Każdemu się może zdarzyć, ale u Ciebie staje się to normą. Nad czym chyba powinieneś się pochylić i w spokoju przemyśleć.

      • Kolego, kto Cię ZMUSZA do kupowania gier, których nie lubisz? Zgłoś go na policję – przymuszanie jest nielegalne! Możesz znaleźć pomoc!

        (gdyby to było zbyt subtelne: następnym razem nie kupuj przedpremierowo, poczekaj na recenzje zaufanych redaktorów oraz opinie, pooglądaj gameplay na YouTube i dopiero zdecyduj, czy wydawać pieniądze)

  6. Niestety prawda jest taka że nikt nigdy nic nie zrobi jeśli nie podniesie sie smród. Gry komputerowe to branża rozrywkowa. Jak „widownia” jest niezadowolona to trzeba zrobić coś żeyby ją zadowolić. Na przykład zrobić dobre gry. Nikt by nie płakał że Wolverine jest słabą grą gdyby ta gra nie była słaba. A potem wychodzi ten czy inny przedstawiciel studia i opowiada bajki że boją się gróźb od graczy i deweloperzy obawiają się o swoje życie. Jest to taka sama brednia jak to że te wszystkie firmy chcą naszych danych osobowych bo są tak zatroskane o dobro dzieci w internecie. Koń by się uśmiał.

    • Szeroka widownia, ma jedną niezmienną cechę niezależnie od medium – jest durna.

      • jeden z developerów wypowiedział się, że możesz się zapytać graczy co nie działa i dostaniesz dobry feedback, ale jak to naprawić to gracze są na ostatnim miejscu 😉

      • Jak idziesz do mechanika z samochodem to też mu możesz dokłądnie opowiedzieć co nie działa, ale już sam naprawić nie potrafisz. 😀

      • Raczej nie. Możesz powiedzieć mu co Ci nie pasuje, niekoniecznie będzie to oznaczało usterkę. Jak się przesiadłem z Volkswagena do Toyoty, to myślałem że kilka rzeczy niej jest rozwalonych, okazało się, że to tylko inne standardy kultury technicznej.

      • Przecież on to dokładnie napisał. Nie zgodziłeś się a potem potwierdziłeś to samo… Dajesz feedback ale rozwiazanie jest po stronie eksperta. Cała wasza trójka o tym pisze.

    • cyniczny napisał(a):

      Niestety prawda jest taka że nikt nigdy nic nie zrobi jeśli nie podniesie sie smród. Gry komputerowe to branża rozrywkowa.

      Niby przyznajesz, że branża rozrywkowa, a jednocześnie piszesz, jakby gierkowanie było podstawową potrzebą i ludzie, którzy nie wydali kasy na Wolverine’a znajdowali się w jakiejś sytuacji zagrożenia życia.

      Ludzie, czy wyście z koni pospadali?? Poczekajcie na recki, pooglądajcie gameplay, dopiero WTEDY wydawajcie kasę – jeśli gra jest dobra i zasługuje, to zarobi. Jeśli jest słaba, to nie zarobi i następnym razem devsi takiej nie zrobią. Albo zrobią i zbankrutują jak znowu nie zarobi.

  7. Zasadniczo zgoda, ale pewne elementy przedstawienia problemu, noszą moim zdaniem znamiona nie do końca dobrze położonych akcentów. Zespoły twórców gier (stety-niestety) są, poza odosobnionymi przypadkami, bezimienne. Nikt ich na ulicy palcem wytykać nie będzie, bo nikt ich nie rozpozna w tłumie. Nie jest to więc przeważnie sytuacja stygmatyzująca społecznie, choć oczywiście może odebrać np zadowolenie z pracy i chęć kontynuowania zawodu. Głęboko wątpię jednak, czy jest to główny powód nastrojów w branży. Tego upatrywałbym się w polityce personalnej korporacji. W tym, że oczekuje się wyłącznie osiągania celów finansowych i do tego z absurdalnie wysoko ustawioną poprzeczką. Także w tym, że pracownika traktuje się jako bezwzględnie eksploatowany zasób oraz w tym, iż nawet jeśli osiągnie się wyniki, można zostać zwolnionym bez żadnego ostrzeżenia czy powodu. To że jacyś „gracze”, onanizują się rytualnym hejtem, ma wobec powyższego niewielkie, jeśli nie marginalne znaczenie.

    (edytowano)

  8. Super artykuł, z bardzo celnymi uwagami

  9. Ale przepraszam jak my mamy dawać drugą szanse? Kupować słabe gry? Nie krytykować? Życzenie komuś śmierci to oczywiście jest przesada, ale czy odpowiedzią na to, że cześć ludzi to idioci to my mamy teraz głaskać tych developerów jak wypuszczą szrota?

    Ten artykuł uwidacznia problem tej branży, ale robi to nie tam gdzie autorka celuje. Tutaj:

    „Zbrodnia bycia dobrym
    Marvel’s Wolverine ukazał się i – proszę zająć miejsca – jest dobry.”

    To jest to co niszczy tą branże. Wasza totalna bylejakość. Ta gra oczywiście, że nie jest dobra. Jest bardzo słaba. Przechodzi się sama. Dosłownie. Ma brzydką grafikę. Głupie dialogi. Nudny scenariusz. Dobry to był Arkham Knight z 2016. 10 letnia gra bije na głowę tego niby dobrego Wolverina. Ten artykuł to dla mnie przykład gaslightingu, ale takiego gdzie autorka robi to bezwiednie – mam nadzieję.

    Od lat mówicie(branża i duża cześć społeczności stosuje false positivity), że słabe gry są dobre. Nagle ludzie się skapnęli że nie, a król jest nagi. Branża nie umie produkować dobrych gier. Dlaczego? No bo tyle lat było cieszenie/zadowalanie się byle czym. Po co komuś dawać lepsze rzeczy jak zadowala go 5/10 tylko pod przykrywką waszego 8/10.

    • Wow, ktoś musi odstawić 4chana na dziś

    • Na moje przykładem (zresztą przytaczanym w artykule) jest Cyberpunk. Gra, która tuż po premierze była gniotem, znienawidzona przez wielu, pełna błędów, słabo grywalna, po czasie stała się grą co najmniej dobrą, bo po miesiącach grę połatano, aż stała się grywalna. A w pewnym momencie gra dostała tak po tyłku, że na giełdzie akcje poszły mocno w dół, od studia się odwrócono, że prawie upadło, ale przeżyło i nagle stał się cud. A tak naprawdę studio powinno upaść tak, jak upadło The 3DO Company – studio, które wypuściło Heroes of Might and Magic IV. W tym przypadku wypuszczono grę, która nie dość, że odstawała mechanicznie od wcześniejszych części (słaba rozbudowa zamków, bohater wypuszczony na pole bitwy jako jednostka, gorszy wybór jednostek), to jeszcze była pełna błędów. Tak zmienia się podejście graczy – słabe HoMM IV doprowadziło do upadku studia, równie słaby Cyberpunk przeżył, tak jak studio. W H4 grałem po latach i tak samo po latach dowiedziałem się o tych wadach gry i przyczynach upadku The 3DO Company. Grę dostałem przypadkiem, dla mnie była super, ale to było po tak długim czasie, że grę połatano, a pewnie, gdybym dostał ją przy premierze, to bym sam zhejtował studio za wypuszczenie szajsu. Dlatego uważam, że ocena gry zależy od czasu, w którym tej oceny dokonano. I nie ma w tym nic dziwnego, choć uważam, że wypuszczanie gówna przy premierze to hańba dla twórców. Dlatego też nie znoszę wczesnych dostępów, które są dla mnie nieraz zwykłym, chamskim usprawiedliwianiem wypuszczania gniotów. Do tego dochodzi brak gwarancji, że gra zostanie wypuszczona w stanie grywalnym. Sam się tak naciąłem. Głupota i tyle.

      • Ale czekaj? Po co poprawiać tego Wolverina skoro on jest przecież dobry? Po co poprawiać dobrą grę? Po co dawać twórcom czas i zaufanie. Przecież gra jest dobra. 😀

        Diablo 4 było według CDA dobre na premiere. Potem kolejny artykuł, po 2 latach że w końcu poprawili i że teraz jest naprawdę dobre. To są przecież jaja.

        Artykuł jest o tym że gracze są toksyczni, ale to gracze, a nie recenzenci sygnalizują że coś jest nie tak. Wskazują błędy. Dzięki graczom masz poprawiane gry. Nie dzięki recenzentom, którzy twierdzą że crap jest dobrą grą. W Cyberpunku to gracze wskazywali żę gra jest zła. CDA podwineło ogon i się bało wystawić ocenę.

      • Gra może być dobra i mieć błędy, nawet przy dwucyfrowym IQ to powinno być do ogarnięcia.

      • Czy ty właśnie jesteś toksyczny? Pod artykułem o tym? 😀

        Ale co ty mi tu z błędami wyjeżdzasz? Gdzie ja o błędach pisałem? Słaba fabuła, słabe dialogi, brzydka grafa. Tyle masz tego IQ to używaj więcej.

      • Jedyne co można naprawiać to błędy, jesli gra jest dobra. To, ze tobie sie nie podoba, nie oznacza, ze jest zepsuta. Buty wiążemy na kokardkę, a po siusiu myjemy ręce – niestety wiecej rewelacji ze świata ode mnie nie dostaniesz, reklamacje do starych.

      • Straszne bzdury piszesz wiesz. Mieszasz błędy z jakością. Dyskusja jest o jakości, nigdzie o błędach. Tragedia ogólnie. Fajnie że mnie pouczasz że to ja niby nie rozumiem, ale uwierz mi. Z Tobą jest znacznie gorzej.

      • …

        Ty serio nie czaisz prostego polskiego, nie? Niby widać to było po pierwszym komentarzu, ale zawsze wolę dać komuś szansę – jak widać tym razem bez szans na powodzenie.

      • Człowieku wft? Zarzucasz mi dokładnie to co sam robisz. No ja podważam, że ona jest dobra, a Ty opierasz się na tezie że jest dobra. Ja tą tezę podważam rozumiesz? Nie uważam że jest dobra. To piszę w pierwszym komentarzu swoim. Że nie jest dobra. Ale nie z powodu błędów. To też tam jest. Przeczytaj sobie jeszcze raz. Powoli. Ty odpowiadasz na mój komentarz to się dostosuj do tego o czym ja piszę.

      • Ty rozumiesz czym jest teza? Autorka stawia tezę, że gra jest dobra i nie argumentuje tego niczym. Ja odpowiadam, że nie jest dobra i daję delikatną argumentacje. Pisząc, że coś nie jest jakieś bo ja tak uważam chyba jasno dajesz do zrozumienia, że nie bardzo kminisz o co chodzi w dyskusji.

      • Nie umiem niestety jeszcze prościej, sorry 🤷

        Gra jest dobra, a jej krytyka nie tego dotyczy. Ale zeby zrozumieć, o czym mówią i recenzje, i wielu graczy (oraz co oznacza „naprawianie gry” po premierze) trzeba niestety trochę więcej rozumku w głowie, wiec nie przejmuj się.

        (edytowano)

      • Naprawianie gry może oznaczać wiele rzeczy. W Cyberpunku zmienili mechaniki. W remasterze wiedzmina też. W No Man Sky nie tylko naprawiali błędy. Równierz zmiany w machanikach/gameplau Masz jakiś swój słownik polskiego/growego widzę. 😀 Dużo rzeczy tam chyba jest na odwrót.

        Krytyka tej gry dotyczy nie tylko błędów. W zasadzie dotyczy w wiekszości nie-błędw tylko projektu gry i scenariusza.

        Słuchaj jak chcesz dalej pisać to podawaj jakieś argumenty. Jak nie potrafisz to nie odpisuj bo mi szkoda na twoje zaczepki czasu.

      • Recenzje czasopism czy serwisów mam właściwie w poważaniu. Różnice między zdaniami krytyków a publiczności, do której ostatecznie jest kierowane dane dzieło, są wręcz przysłowiowe. Interesują mnie merytoryczne komentarze zwykłych graczy, widzów czy słuchaczy. Pianie dzieciaków o woke, skreślanie gry, bo wystąpił w niej gej też mnie nie interesuje. Są gracze i gracze. Nie można stwierdzić, że wszyscy gracze są toksyczni, tak jak nie każdy człowiek jest durniem czy mordercą.

      • Co to znaczy, że różnice są przysłowiowe?

      • Tzn wiem co znaczy to stwierdzenie, ale jak Ty to rozumiesz w tym kontekscie? Bo tak moim zdaniem nie jest. Jest też duża część publiki która broni tego co ja nazywam false positivity.

      • ja to rozumiem w tym sensie, że krytyka krytyków kompletnie rozmija się z krytyką tych, do których coś jest kierowane. Krytyk np. zachwala, a zwykły odbiorca wręcz przeciwnie. Co zresztą widać również tu – zarzuty wobec redakcji, że zachwala niektóre gry, choć gracze uważają inaczej, bo redakcja dostaje w łapę za pozytywne oceny.

      • No ale widzisz, że jest grupka ludzi która problemu nie widzi. Chyba, że to tajniacy z redakcji 🙂

    • sanchez napisał(a):

      To jest to co niszczy tą branże. Wasza totalna bylejakość.

      O to to. Przeczytałem to „Marvel’s Wolverine ukazał się i – proszę zająć miejsca – jest dobry.” i na tym etapie naprawdę nie wiem, czy jest sens dalej czytać, bo po takiej deklaracji nie wiem jak bym miał oczekiwać rzetelności, co w przypadku redaktora/redaktorki to jest w sumie podstawa rzecz, bo ludzie czytają recenzje właśnie wierząc w to, że te ich nie okłamią. A redakcje znowu przyzwyczaiły się, żeby „nie być zbyt ostre”, bo wtedy wydawca się zdenerwuje i nie wyśle kolejnego egzemplarza do recenzji, albo wręcz nałoży bana na redakcję na wszystkie swoje produkty- stąd jest to chore przesunięcie skali, gdzie „średnia gra” nie oznacza już oceny 5, ale 7, a często nawet i 7,5, gdzie mimo wymienienia masy wad w tekście i tak na końcu widnieje dumne 7,5-8 i podsumowanie w stylu „to jest dobra gra”… a za rok i 1 wielki patch dalej czytamy updejt w jakimś newsie, że „teraz gra X jest dobra”. Czyli co- wcześniej nie była i ktoś zwyczajnie kłamał, czy wcześniej była dobra, a patch nic nie zmienił i ten tekst nie ma sensu? „Nie wiem choć się domyślam”.

      I tym sposobem dochodzimy do takiego Wolverina i ja przepraszam bardzo, postaram się niee być wulgarny, ale jak ja mam traktować ten dziwny werdykt na poważnie po tym co w tej grze zaprezentowali i co wyszło jak gracze chwycili za pady?
      Po tym jak Wolv potrafi się zbugować przy podłożu po prostu zjeżdżając w dół z jakiegoś słupa?
      Po tym jak się okazało, że o wolności to można pomarzyć, bo zrobisz konkretną rzecz i tylko w konkretnym miejscu gdzie sobie twórcy zaplanowali, bo cała ta gra jest tak otwarta, że aż liniowa?
      Po traktowaniu gracza jak ułoma dając mu ciągły gps z jakichś niebieskich pierdów, ciągłe podpowiedzi samego bohatera gdzie iść jedne, drugie i brakuje tylko animowanej strzałki nad głową do kompletu?
      Po tym jak dowalili całe sekcje, które niby miały być zręcznościowe, a się potem okazywało, że można dosłownie odłożyć pada, a gra nie tylko je sama przejdzie za ciebie, ale jeszcze wręcz nie pozwoli ci zginąć?
      Po tym jak wrzucili system walki tak prostacki i bezpłciowy, że smutno się na to patrzy, bo Metal Gear Revengeance- gra SPRZED 13 LAT!- potrafiła pokazać jak robić choreografię walki w slasherze na wysokim poziomie i to jeszcze razem z tym, że siekane otoczenie i wrogowie rozpadają się na kawałki. 13 lat temu!
      Po tym jak cała warstwa prezentacyjna gry wygląda jakby była 10 lat za ostatnim Spidermanem? Grą, którą przecież też ze wszechmiar robił Insomniac, więc nie da się powiedzieć „łee ale tamtą grę robiło X więc to co innego”?
      Po tym jak okazało się, że postacie i fabuła są napisane po prostu na od…wal się i większą głębię czegokolwiek można znaleźć w kałuży po deszczu?

      TO ma być ta „dobra” gra? Nie, ta gra to jest max 4/10. Ona nie jest „dobra”, ona nawet nie jest średnia. Przestańmy wreszcie głaskać wydawców po głowach, chwalić ich za wypuszczenie każdego barachła i udawać, że dziesięciostopniowa skala ocen skurczyła się do 7-10, najlepiej 8-10, a wszystko poniżej to potwarz dla wydawcy i tego nie można, bo wydawca się obrazi. To niech się obrazi. Albo zacznie wydawać dopracowane gry zamiast oczekiwać pustych pochwał, żeby się kolumny w excelu zgadzały.

  10. Prawdziwa toksyczność, która zabija branżę, to sprzedawanie MIERNOTY w kosmicznej cenie. Nazywanie Wolverine 'dobrą grą’ to zwykły copium.

    • Dokładnie. Gry wypuszcza się nieraz w stanie surowym, łata miesiące po premierze, a żąda się wygórowanych cen. Dlatego kupowanie gier przy premierze to zwykła głupota. A twórcy wydają szroty. Dlatego czym niby zawstydzamy developerów? Tym, że nie kupujemy gier tuż po premierze, tym, że piszemy, że gry są słabe? Tym, że sprzeciwiamy się robieniu z nas idiotów? Ja np. sprzeciwiam się zjawisku wczesnego dostępu i płaceniu pełnej ceny za ten wczesny dostęp. To idealne pole do oszustwa, do wyciągania pieniędzy od graczy, bez gwarancji ukończenia gry. To jeszcze gorsze od preorderu. Na Steamie znajdzie się parę gier, które kosztują określoną kwotę, a nie są ukończone. I człowiek dostaje komunikat, że gra nie była rozwijana przez ostatnie 3 lata. Dobrze, że chociaż taka informacja się pojawia. Nie twierdzę, że nie ma toksyczności. Komentarze, że gra jest zwykłym gównem, że twórcom powinna stać się krzywda i jeszcze gorsze komentarze, to coś, co powinno być, nie dość, że napiętnowane, to jeszcze być ścigane z urzędu, bo niektórzy naprawdę przekraczają granice. Niestety obok hejtowskich komentarzy są też komentarze piętnujące zwykłe chamstwo developerów.

  11. SmóglerKrólujNam 4 października 2026 o 01:27

    hej Emilia

  12. „Warunek drugi: studio musi mieć do kogo wrócić. I to jesteśmy my. Nie kontroluje tego żaden zarząd. To nasze miejsce.”
    To jest słuszna uwaga. Po co twórcy mieliby cokolwiek naprawiać, jeśli nikt im nie da drugiej szansy i robienie poprawki jest co najwyżej na wiwat?

    Tylko z drugiej strony ta branża już tyle razy robiła ludzi w uja, tyle razy lano na graczy ciepłym moczem i traktowano wyłącznie jako chodzące bezmózgie portfele, które i tak kupią, co by im pod nos nie podstawić, że po prostu ciężko jest dać drugą szansę, bo ileż razy można? Raz można wybaczyć wypadek przy pracy, za drugim razem dać drugą szansę, za trzecim uznać, że niech już będzie do trzech razy sztuka. Tylko czy to cokolwiek zmienia poza tym, że cała branża przyzwyczaiła się, że można zrobić byle co, byle jak, jak gie uderzy w wentylator to wydać PR-owe oświadczenie przygotowane już z pół roku wcześniej, że bardzo przepraszamy i gra nie spełnia naszych wysokich standardów jakości, poprawimy się i wyciągniemy wnioski, a gracze pobuczą, pobuczą ale ostatecznie kasa będzie płynąć. I przy następnej premierze znów to samo: problem, nieszczere przeprosiny z obietnicą poprawy i nauki na przyszłość i tak w kółko. Gierkowe perpetuum mobile.

    Może właśnie trzeba przestać dawać drugie, trzecie, ente szanse. Może branża powinna znaleźć się w sytuacji, w której drugich szans nie będzie. Owszem, przełoży się to na zamykanie kolejnych studiów, kolejne zwolnienia i ludzi, którzy stracą pracę zwyczajnie szkoda. Tylko spójrzmy prawdzie w oczy: ta branża jest i tak zbyt wielka, przeinwestowana, korporacje mają nierealne wymagania wobec wyników finansowych i tak czy inaczej kolejni twórcy żegnają się z pracą po udanej, ale „za słabej” premierze, a czasem nawet na parę dni przed premierą ich gry.

    • I na czym takie dawanie drugiej szansy ma polegać? Gra mi się nie podoba, zawiodłem się, w doatku materiały promocyjne okazały się wierutnym kłamstwem, a ja mam i tak kupić bo daję firmie drugą szansę?

    • Wszystko zależy od rodzaju błędów, od stanu gry. Można się zawieść na fabule, na pewnych mechanizmach growych, a mimo to sprawdzić kolejną grę, bo jest inna, studio coś pozmieniało i inaczej się gra. Natomiast jeśli ktoś olewa graczy, wydaje szrot pełen błędów, oszukuje się na zawartości, to się nie daje drugiej szansy. Jeśli ktoś nas oszukuje, to nie dajemy mu się nabrać kolejny raz.

  13. Cóż, sprawie nie pomagają przypadki typu Veilguard, gdzie branża stosuje taktyki kojarzące się ze scamerami, gdzie „niezależni eksperci” twierdzą że to najlepsza rzecz ever, wszystkie „raporty” sprzedażowe twierdzą że sprzedaje się wyśmienicie, by ludziom odpaliło się FOMO, a jak kto komentuje że to jednak nie wygląda różowo, to dostaje tyrady o grifterach od kont co ciężko stwierdzic czy to człowiek czy bot. I dopiero po pewnym jak wychodzi że „sprawa się rypła” to wszyscy zaczynają prostować że to w sumie nie tak jest.

    Wrogiem studiów są przede wszystkim wymagania korpo i powiązane z tym budżety połączeniu z przemiałem wykwalifikowanych pracowników i zastępowaniu ich w procesie rekrutacyjnym który niekoniecznie za priorytet ma umiejętności. Gra ma wyglądać drogo, praca nad nią schodzi długo mimo masy ludzi i kosztuje kosmiczne pieniądze, więc musi się sprzedać naprawdę dobrze. Co jeszcze przejdzie przy takich spidermanach, no bo spiderman i open world, tu łatwiej znaleść widownię. Gorzej przy rzeczach ciut bardziej niszowych, bo liniowy krótki slasher z bohaterem z dużo mniej bogatym zakresem ruchów to jednak nisza. Więc to mogło wypalić, jakby przykręcić kurek z pieniędzmi i zająć się efektywnością produkcji, ale to wymaga zgranej i ogarniętej ekipy. No ale jak w artykule, takie podejście jest niezgodne z filozofią korpo, które chce kolejnej „megaprodukcji”

  14. Jak się chociaż pobieżnie śledziło temat w tamtym okresie, to przez te kilka pierwszych dni po premierze z dużych serwisów generalnie płynąl przekaz w takich klimatach
    https://www.ppe.pl/news/355655/genialne-recenzje-dragon-age-the-veilguard-bioware-dowiozlo-hit-masa-10-10.html
    Pamiętam że CDA dosyć się wyróżniało na tle innych, bo tu już opinia była dosyć sceptyczna
    A „raporty” w cudzysłowiu, bo to było w sporej części nakręcanie na bazie danych przedsprzedażowych, które posypały się zaraz jak zaczęły napływać prawdziwe dane
    https://www.thegamer.com/dragon-age-the-veilguard-steam-sales-looking-strong-ahead-of-release/
    Sęk w tym że w czasach dziennikarstwa cyfrowego jak z czymś się ktoś bardzo pomyli, to może to skasować, albo wyedytować w coś zupełnie innego, więc dużo takich danych ginie

    • Veld napisał(a):

      Sęk w tym że w czasach dziennikarstwa cyfrowego jak z czymś się ktoś bardzo pomyli, to może to skasować, albo wyedytować w coś zupełnie innego, więc dużo takich danych ginie

      Ja już dawno się nauczyłem, że co interesujące to cyk kopia na web.archive.org i archive.is.

      I to już nawet nie idzie o to, że ktoś w ten sposób tuszuje pomyłki, ale zwyczajnie znikają teksty starsze i takie, które się nie klikają albo w ogóle cała strona przepada w czeluściach internetu.

  15. „Marvel’s Wolverine ukazał się i – proszę zająć miejsca – jest dobry.” Tak, i na pewno jest to konsensus 🙂

    Ja bardziej jestem zainteresowany tym dlaczego tak kochamy gry Indie, niektóre wyglądają jak najgorsze g. Ujmują nas swoją innowacją, ciekawymi historiami, które dotyczą wszystkiego co tylko przyjdzie nam do głowy. Prosty gameplay sprawia, że odpoczywamy. Każdy coś dla siebie tam znajdzie i jest to piękne. Tutaj dziwnym trafem ci sami gracze-troglodyci (o debilach z najdalszych krańców ekstremów lewej i prawej nie mówimy) nie mają problemu.

    Tymczasem gry głównego ścieku… A idź Pan/Pani w pizdu z tym. Niektórzy twórcy gier AAA wyraźnie zapomnieli co robią, dla kogo i po co. Fajnie jest, póki kasa robi Brrr, potem tylko zobaczymy kolejny news „Studio X zwalnia X pracowników”

    Jak do tego doszło?
    SKĄD WZIĘŁA SIĘ WODA NA TERENACH ZALEWOWYCH?! :O

    • Grimdwarf napisał(a):

      Ja bardziej jestem zainteresowany tym dlaczego tak kochamy gry Indie, niektóre wyglądają jak najgorsze g.

      Większość z nas choćby podświadomie rozumie, że dzieło życia gościa, który sam jeden od 20 lat sam jeden produkuje swoją wymarzoną gierkę czy efekt pracy kilku osób z budżetem, który podzielony przez czas produkcji stanowi równowartość jednego kebaba na dzień nie mogą być oceniane według dokładnie tych samych kryteriów, co gra 400-osobowego studia z budżetem pół miliarda mającego 10 lat na doszlifowanie swojego dzieła do perfekcji. Można przymknąć oko na niedostatki gry małego studia, które byłyby niewybaczalne w przypadku tytułu AAA.

      No a reszta to sam sobie odpowiedziałeś. Jak nie mogą się wyróżnić fotorealizmem, to przynajmniej starają się stylem, fabułą czy jakimiś ciekawymi mechanikami lub ich połączeniami.

  16. Wydaje mi sie raczej że wydawanie chujowych gier podkopouje branze gier, ale rozumiem ze trzeba odchaczyć bronienie ziomków w tym roku.

  17. Gra jest 7/10 bo obecna skala u was w żalosnej redakcji i u reszty się od 7 zaczyna.

    • Avatar photo
      Emilia Wyciślak-Swoboda 4 października 2026 o 17:40

      Co jest oceną podobną do średniej ocen graczy na Metacriticu.

      • To wtedy jest „OK” – taka gra poprawna, ale z ewidentnymi wadami gorszącymi doświadczenie – czyli wypisz wymaluj Wolverine. „Dobra” gra to byłoby 8/10.

        I zanim zacznie się dyskusja na temat skali ocen – już od miliarda (a może dłużej) lat powszechnie przyjmuje się, że 7/10 to taka trója z plusem. Widać to zarówno u graczy jak i wielu recenzentów. I ma to sens, bo pamiętajmy, że w szkołach oceny nie działały tak, że jeśli poprawnie zaliczyłaś 30% zadań z kartkówki, to dostałaś co najmniej dwóję. Często było tak, że to nadal była pała – bo nie chodzi w pracy o to w ilu procentach wykonałaś swoje zadanie poprawnie, tylko jak blisko byłaś do ideału. Przecież jak stworzysz rzeźbę w połowie popękaną, a w połowie nie – to nikt nie powie, że to praca wykonana na tróję, tylko na pałę, co najwyżej z plusem.

  18. Przez lata jedna strona politycznego sporu pokazała, ze groźbami i kręceniem dymów w mediach społecznosciowych można wypłakać swoje.

    Co w tym dziwnego, że druga stosuje te same metody? 🙂 Może prasa powinna była wtedy reagować i dać sygnał „ej, to nie jest w porządku”.

    No ale stara zasada: swoich się nie bije 🙂

    (edytowano)

    • Coś w tym jest, GG i jej akolici są częściowo odpowiedzialni za zwycięstwo Trumpa w 2016 roku. Ale dziś to płakanie i toksa to nadal raczej prawicowi wojownicy i fani różnej maści faszoli, więc nie wiem do końca, gdzie ta druga strona w twojej opowieści.

      • Jak chcesz zobaczyć toksa, to przyglądnij się w lustrze.

      • Heh, ladnie tak mamie krasc teksty?

      • Typowe dla tokstyka. Imputowanie własnej tokstyczności innym.

      • Pozdrow mame 😉

      • Nie wątpię, że głęboko w to wierzysz. Bo to na pewno GG i wyznawcy Trumpa:

        • robili awanturę o sprite butelki szamponu w Ion Fury
        • robili awanturę o aktorów głosowych w DLC do Wargroove
        • robili awanturę o Hogwart’s Legacy
        • atakowali Avellone z powodu wydumanych oskarżeń o gwałt

        No i moje ulubione: mailowali Bethesdę o zwolnienie człowieka, który tam w ogóle nie pracował, ale wpisał sobie Bethesdę jako pracodawcę w bio twitterka i rzucił, że odpowiada za rekrutację i wywala do kosza każde CV z podanymi zaimkami. Ale się postępowy motłoch wtedy podpalił 🙂

        Jak bardzo byś tego nie chciał negować – to postępowa lewica przez lata pokazywała, że awantury o byle pierdołę w mediach społecznościowych działają. I kompletnie zabrakło im wyobraźni co się stanie jak druga strona dojdzie do głosu. Bo przecież w ich główkach to się nie miało prawa stać.

        Zresztą to zabawne jak GG jest jednoczesnie głośną mniejszością do ignorowania i siłą zdolną wybrać prezydenta w około 350 milionowym państwie. Magia.

        (edytowano)

      • Ty nie widzisz dysproporcji miedzy tymi dzialaniami a doslownie wsadzeniem na tron typa rozpoczynajacego wojny na calym świecie, czy tylko udajesz skonczonego idiote? 😀

      • naprawdę polityka w naszym giereczkowie? może tutaj jest problem i toksyczność, niech branża się podzieli na prawicową i lewicową oficjalnie i żyjmy w swoich bańkach

      • polityka jest wszedzie, od tego nie uciekniesz 😉

      • to toksyczność będzie się nasilała

      • nah, g*acze zawsze beda glosna, ale mniejszoscia. dojrzali ludzie potrafia rozmawiac o sztuce z uwzględnieniem tej oczywistosci, jaka jest element polityczny.

      • Czekaj czy Ty uważasz siebie, ża dojrzałego i umiejącego rozmawiać a 3 posty wyżej nazywasz kogoś skończonym idiotą?

        Jak ja się cieszę że tutaj jesteś i samym swoim jestestwem pomagasz obalić ten nieprawdziwy artykuł.

      • Juz ustaliliśmy wczesniej że masz problem ze zrozumieniem względnie prostej polszczyzny, wiec nie dziwie sie, ze nie rozumiesz i tego kontekstu oraz myslisz, ze tu jest cos do obalania 🙂

      • Zadałem Ci pytanie. Wyzywanie kogoś od skończonego idioty to jest dojrzałość i umiejętność prowadzenia politycznego sporu? To jest proste pytanie. Poradzisz sobie z nim jak jesteś taki dobry z j.polskiego.

      • Dla przypomnienia, mówimy o rzekomym sukcesie ludzi po lewej stronie politycznego sporu we wplywaniu na politykę za pomocą aktywizmu w internecie (czego oczywiście De*ilisz nie napisał wprost, głównie dlatego, ze jest tchórzem), podczas gdy rzeczywistosc jest taka, ze od 10 lat mamy falę ultraprawicowych rzadow w wielu krajach, w tym USA (do którego czesto sie odwolujemy w takich dyskusjach ze względow oczywistych), ktorym wlasnie aktywizm ich zwolennikow utorowal droge do wladzy – skutkiem czego mamy chociazby kilka nadal aktywnych wojen, nie mówiąc o aktywnym przesladowaniu przeciwnikow politycznych i wsadzaniu ich do wiezien.

        W tej sytuacji zwrocenie komuś uwagi, że zrównanie irytującego jojczenia w internetach z doslownym bombardowaniem szkół pełnych dzieci jest działaniem godnym absolutnie skończonego debila, uważam za dość delikatny, wręcz dyplomatyczny zabieg. Dla ciebie też są to rzeczy porównywalne, czy nadal nie rozumiesz kontekstu?

        (edytowano)

      • Boże, poświęciłem wiecej uwagi temu debilnemu komentarzowi niż jego autor użył mozgu przez ostatni rok 😂

      • No poświęciłeś, ale sobie nie poradziłeś z nim. Wiec nie wiem z czego jesteś dumny.

      • No wielu rzeczy nie wiesz, to juz ustaliliśmy przecież kilkukrotnie.

      • Jeszcze raz. Pomału. Nie pytałem o to czy jest porównywalne z czymśtam. Pytałem czy jest dojrzałe i świadczy o umiejętności dyskusji i prowadzenia politycznego sporu. Jak nie umiesz odpowiedzieć to dam Ci spokój, ale tam wcześniej komuś coś piszesz coś o umiejętności autorefleksji. Podpowiem, że teraz może Ci się przydać.

      • To już drugi raz, gdy odpowiadam szczegółowo na twoje pytanie. Jak juz napisalem ci wcześniej – prosciej ani wolniej pisac nie umiem, więc reklamacje skladaj starym, ze cię czytac i kumać srednio nauczyli, to nie moja robota 🤷

        (edytowano)

      • A nie nie. To tak Ci się tylko wydaje, że odpowiedziałeś na moje pytanie. Nic takiego nie miało miejsca. Tobie się odpaliła agenda polityczna i zacząłeś usprawiedliwać bycie chamem. Dobra lece bo mi się już nie chce.

      • Zapytałbym, czy ty w ogóle rozumiesz, co sam wypisujesz, ale wiem, że byłoby to głęboko retoryczne pytanie, więc pozostaje zdrówka życzyć, żeby nogi długo służyły 😉

  19. Poniekąd sie zgadzam, ale co z tego – mi się wydaje, że rynek rozrywki jest już w pełni dojrzały – łatwo dostępny i tak zatłoczony, że żeby się wybić rzecz dobra (7/10) po prostu nie wystarczy. Ludzie mają ograniczoną ilość czasu w ciągu swojego życia, a ze zewsząd walczą o niego gry, seriale, czy filmy na youtube. Krytyka jest w pełni uzasadniona, dopóki dotyczy produktu.

    Z tego co widzę natomiast najbardziej skrajne emocje wzbudza w tych czasach upolitycznianie dzieł – czy to gier czy filmów. Ludzie nie cierpią rzeczy, które wyglądają „sztucznie” jakby były dokładane na siłę o w efekcie są zniekształcane tylko po to by odhaczyć ramki lgbt czy inkluzywnosci. Jest mnóstwo filmów, ktore zawierają np czarnoskórych aktorów i nikt nigdy nie mial z tym problemu (np skazani na shawshank – jeden z najlepiej ocenianych filmow w historii), ale dodanie czarnoskórego elfa w pierscieniach władzy to co innego (nawet mimo, że aktor jest w porzadku i serial mi się podobał).

    I takie same rzeczy dzieją się w grach niestety:

    Dragon Age – przepiękna seria, która dzięki Veilguard prawdopodobnie przekreśliła szansę na sequel glownie przez absolutnie nienaturalne dialogi i zły scenariusz z wyraznymi elementami politycznymi. Trochę się nie dziwię że fani sa zrozpaczeni. A kto pisał ten scenariusz i dialogi (czy go również nazywa się developerem? Czy on decydował o tym wszystkim czy moze dostał wytyczne? – nie wiem, ale jesli tak to reakcja ludzi jest dosc normalna – wściekłość i rozczarowanie, bo ten ktos przyczynił się zle wydanych pieniędzy lub upadku serii).

    God of War Laufey – gra która się zbliża i na jej pokazie podobała mi się baaaaardzo. Ale dlaczego ta gra się nazywa god of war? Przecież cale god of war stoi kratosem, każdy to wie. Sony samo jest sobie winne. Musieli wcisnąć God of war zeby lepiej się sprzedało. Mogli ją nazwać Laufey – A God of war spin of game, ale nie… Musialo brzemic wielko (poza tym – zapewne ludzie chcieli zeby ekipa god of war poświęciła te lata na grę o ich ukochanym kratosie, w końcu glosowali na to portfelami, a dostali – jego żonę o ktorą w sumie nikt nie prosił).
    Jest jeszcze wiele innych przypadków.

    Podsumowując nie uważam że życzenie developerom śmierci za nieudany produkt jest normalne, tacy ludzie to oszołomy. Jednak rozumiem skąd te negatywne emocje wychodzą i są poniekąd spodziewane. Szkoda że nie zawsze dotyczą produktu, ale dodajmy, że ludzie są w tych czasach przewrażliwieni, zarowno developerzy jak i hejterzy i mamy obecną sytuację, a potem następuje obraza majestatu i wielkie walczenie o prawa grup, bo każda jest najbardziej pokrzywdzona i uciskana na świecie (i nie mowie tu tylko o grach, to się dzieje wszędzie).
    Wątpie żeby to się zmieniło idziemy w takim kierunku i koniec nie ma znaczenia, że korpo i tak mówi językiem pieniędzy i wystarczyło by tych gier nie kupować głosując portfelem oraz opiniami jako feedback czemu się nie sprzedaje i nie trzeba dodatkowo ubliżać devom.
    Ludzie są istotami emocjonalnymi, więc będą pisać i to się nie zmieni.

    Ten artykuł również niczego nie zmieni i uważam że jest bez sensu. Wchodziłem na cdaction zawsze po wasze recenzje produktów, sporadycznie po jakiekolwiek newsy, ale może i dobrze, bo jeśli jest to lanie wody tego typu to tylko marnują mój czas. Widocznie hejterzy osiągnęli swój cel skoro wszyscy się tak tematem przejmują. A firmy jak patrzyły tak dalej patrzą jedynie na ich portfele.

    • Jak się usuwa komentarze na tej stronie? Jeśli ktoś z administracji to czyta, MOŻNA USUNĄĆ. Żałuję poświęconej chwili i nie zamierzam wyrabiać sobie nawykuarnowania czasu na tego typu tematy. Pozdrawiam

  20. Dobry i potrzebny felieton. Od dłuższego czasu trzymam się zdala od głównego nurtu dyskursu internetowego, bo to niestety rynsztok jest. Wolę małe kanały omawiające indyki albo gry retro.

  21. W nosie w sumie mam czy jakieś studio zamkną czy nie. Wiekszość tych, które ceniłem, są już statkami Tezeusza a ja i tak mam mnóstwo klasyków do ogrania.

    P.S. Rozumiem żal ludzi którzy zakochani w Origins, z trudnymi relacjami z dwójką i trójką dostali w twarz Veilguardem.

    P.P.S. „Woke” odmienia się przez przypadki?

    (edytowano)

  22. Ej, @spikian i spółka, dajcie tej Pani jakąś podwyżkę albo chociaż postawcie dobry obiad i pochwalcie publicznie, bo artykuł jest bardzo dobry. Prowokuje do dyskusji i zachęca do refleksji. Brawo!

  23. ten artykuł komentuje się sam, czytając niektóre oświecone komentarze analityków i badaczy rynku gier, jakie pojawiły się pod tym artykułem 🙂
    no ale do ludzi nie dotrze, że to z nimi może być problem, problemy są zawsze gdzie indziej 🙂

  24. Na ogół nie udzielam się publicznie, bo nie jest mi to do niczego potrzebne, ale ten artykuł mnie jakoś mierzi. Jawi mi się on zarówno jako bełkotliwo-kłamliwy, jak i szkodliwy (dziwią mnie trochę te pochwały, ale może ja jestem jakiś skrzywiony).

    1. Najważniejsze dla mnie to kwestia szkodliwości: „nie mamy żadnego wpływu na to, czy Sony zamknie Insomniaca” – na krótkim dystansie to prawda, ale w długim rzucie to bzdura, bo to za nasze pieniądze są finansowane te wszystkie fikołki. Ten artykuł promuje bezradność i niereagowanie. „Sami zresztą widzicie – gracze odprawiają rytuał pt. „Oddajcie nam płyty, gnoje”, a ci się uparli i nie oddają” – to nawet jeszcze nie zostało zweryfikowane w żaden sposób. Zgadzam się, że prawdopodobnie tak będzie, jak pisze autorka, ale to jest kolejny sygnał w stylu „nie ma co się szarpać”. A moim zdaniem właśnie jest się o co szarpać i powinno się. Nawet jeśli ostatecznie okaże się, że walka została przegrana.

    „Marvel’s Wolverine ukazał się i – proszę zająć miejsca – jest dobry” – to jest jakiś… dekret? Że ten Wolverine jest dobry? Na Grach Online ma po kolei 6.9 (GRYOnline), 4.8 (Gracze) i 7.8 (OpenCritic), na Meta ma teraz 75 Metascore i 6.7 User Score. Budżet podobno 305 milionów USD. To serio jest „dobra” gra? Pomijając to, co już paru użytkowników wyżej napisało, że obecnie „dobry” to już nie jest pretekst, żeby poświęcać temu czas i wydawać na to pieniądze + dochodzi efekt skali (małe studio + mały budżet + jakaś nisza = można więcej wybaczyć).

    1. Bełkotliwość. „Zegar się nie wstydzi” – cały ten… rodział (?) nie wiadomo, co ma wnosić i po co jest, przynajmniej dla mnie. Zawstydzenie jest paktem, wyłam się, pręgierz… Tu jest jakaś dość abstrakcyjna jazda po bandzie, oparta na jednym cytacie. Dalsza część to zwykły truizm, tzn. że wyważone opinie się mniej przebijają w medialnej przestrzeni niż ekstrema.

    Warunek 3. w rozdziale „Warunek graniczny” to jest, proszę mi wybaczyć, chyba jakaś wyssana z palca opinia redaktorki: „I jest warunek trzeci, najtrudniejszy do spełnienia: naprawę musi ktoś chcieć to wykonać”. Jest jakakolwiek przesłanka czy dane świadcząde o tym, że nie ma osób chętnych do robienia gier? Bo do tej pory to raczej są dane sugerujące, że bańka jest/była za bardzo napompowana i jest sporo zwolnień. Ale jak Bóg żyw, nie słyszałem ani nie czytałem o tym, żeby brakowało rąk do pracy przy tworzeniu gier. To, że ktoś MYŚLI o opuszczeniu branży growej nie znaczy, że nagle podaż ludzi robiących gry spadnie – raz, że myślenie to nie czyn, a dwa, że to nie oznacza, że ktoś inny tam nie wskoczy.
    Przedostatnie zdanie artykułu to też jest jakies kuriozum wg mnie. „Możemy natomiast dać drugą szansę tam, gdzie ktoś jeszcze trzyma własny zegar” – rozumiem, że to chodzi o to,że ktoś sypnął na początku, a potem poprawia (jak przypadek No Man’s Sky podany w artykule). A co, jeśli kupimy grę studia X i uznamy ją za nieciekawą? I wtedy ta druga szansa na czym miałaby polegać? Na kupnie kolejnej gry tego samego studia na premierę za 250 – 300 zł, po przecenie za 100 – 150 zł, czy… co? Co to jest ta druga szansa tak w istocie?

    Trochę mi głupio, bo ten artykuł wygląda tak jakby ktoś sobie w brudnopisie na lekcji pobazgrał parę myśli i potem to wrzucił na blog WordPressa. A widać, że temat nośny.

  25. Rozbawiła mnie sekcja komentarzy. Szczególnie schizol który stwierdził że trumpa wybrano przez gamergate xDDDDDDDDDDDD

  26. Myślę, że jak dodasz jeszcze ze dwie emotki to na pewno przykryje twoje kompleksy 😉

    (edytowano)

  27. Wolverine to max 3/10

  28. A ja bym tutaj wcale się nie bawił w skalę gier i co to znaczy, czy 5/10 to średniak i jest ok a 7/10 to przecież ponadprzeciętne.

    Bo pakowanie wszystkich gier na jedną skalę jest bezsensownym uproszczeniem. Taki pong czy tetris z ich historią jest nieporównywalny do… Chociażby GTA5 na podstawie prostego numerku.

    Ja bym chciał usłyszeć jak się, ów Wolvek porównuje do innych podobnych AAA gier akcji. Bo jak na razie oczywistym odczuciem wśród graczy jest, że miernie, ale jednak ktoś go tutaj ciągle próbuje bronić. Odczucia te się ukazują w formie, krytyki, memów i nie daj boże toksyczności ale nie można im zarzucić, że są nieszczere.

  29. MDS napisał(a):

    Przestań projektować własne ułomności na innych 😂😅🤣🤣🍳😘😄👍🙂😮‍💨🙂‍↕️😘😗

    100%

    • Tekst wogole mi sie nie podoba jak napisany. Bardziej wykwintnych słów nie bylo? Piszesz jakbys posala jakas poezje. Gdzie ten klimat co kiedys smuggler pisal…masakra

  30. Streszczę Wam to grafomańskie cudo – ludzie na Twitterze są niemili i potem wielkim korporacjom jest przykro, więc nie wolno narzekać tylko konsumować papkę którą dostarczają.

    • Avatar photo
      Emilia Wyciślak-Swoboda 6 października 2026 o 19:38

      To nie jest streszczenie tego felietonu, tylko twoja jego interpretacja, do której masz – oczywiście, prawo. Niewiele ma wspólnego z tym, co napisałam, ale oczywiście, możesz czytać mój tekst jak chcesz. Dużo zdrowia.

      • A czy byłabyś w stanie powiedzieć jaki był cel tego artykułu, najlepiej tak jak dla debila (czyli dla mnie). Ja na przykład nie do końca jestem w stanie zrozumieć co on miał na celu. Dla przykładu podam kilka dla mnie nie do końca zrozumiałych aspektów, ale zachęcam do rozwinięcia tego tematu jak najbardziej.

        Ponieważ jak weźmiemy fragment o dawaniu czasu deweloperom „Warunek pierwszy: studio musi dostać czas. Decyduje o tym właściciel zegara i tu nie mamy głosu. Warunek drugi: studio musi mieć do kogo wrócić. I to jesteśmy my. Nie kontroluje tego żaden zarząd. To nasze miejsce.”. Podając pierwszy warunek mówisz że gracze nie mają na to wpływu, po czym przedstawiasz drugi warunek który udowadnia że mają wpływ. Czas w tym przypadku jest powiązany z zakupem produktu na premierę, jak sprzedaż wyniesie 10-20 jednostek przy AAA, ten projekt automatycznie zostanie pogrzebany, nikt o zdrowym rozsądku nie będzie dawał temu projektowi nawet 1h dłużej. No Man Sky był średnim przykładem ponieważ gra była określana komercyjnym sukcesem na premiere, gdzie większość tej toksyczności jest kierowana do studiów co raczej miały słaby start. Ale zakładając że premiera gry była na tyle udana by developerzy dostali więcej czasu, to jak zakupie grę za 350-360 zł na premierę, po czym ta gra się nie uruchamia, nie da się jej ukończyć czy nie posiada funkcji które obiecywali w zapowiedziach. To w takiej sytuacji, to co powinienem zrobić to nie zwracać tej gry? Trzymać ją w bibliotece póki nie będzie ona się uruchamiała, grywalna czy dostanie funkcje których brakowało? Czy też chodzi o to że w takim przypadku mamy ją zwrócić i czekać aż naprawią ten produkt, jednocześnie śledząc go (co może nigdy nie nastąpić, niezależnie od sprzedaży).

        Dlaczego w przypadku Concorda śmiech jest zasłużony „Bywa oczywiście, że śmiech jest zasłużony – bo i cała sytuacja mocno bawi. Concord pożył dwa tygodnie”, a dla przykładu takiego Wolverina już nie. Ludzie pokazują jak przechodzą etapy nowego Wolverina dosłownie puszczając pada (misja pościgu na motocyklu), według wielu jest to po prostu słaba „GRA”. Concord przynajmniej wymagał uwagi gracza.

        Tytuł brzmi „Toksycznością nic nie osiągniemy – zawstydzanie game developerów podkopuje branżę gier”, czy ujawnianie błędów przy jednoczesnym wyśmiewaniu ich jest już toksycznością? Czy porównanie tej gry do gier sprzed 20 lat, gdzie przy takim porównaniu nowy produkt wypadnie gorzej to też jest toksyczność? Mówisz że „Sporej części komentarzy pod Wolverine’em nie sposób nazwać krytyką, nie dotyczą nawet tej gry.” tu chciałbym zapytać co masz na myśli przez „Sporej części komentarzy”. Czy jest to „Spora część komentarzy” pod jakimś szczególnym postem, komentarzy na Ps store czy Twitterze. Następne co mnie nurtuje to sama „Spora część” Jest to 10%, 15%, 25% czy też 50%, chciałbym zweryfikować tą sporą część, jako że wydaje mi się że w ogólnym rozrachunku to będzie promil ze sprzedaży i pewnie nie pełny procent wszystkich komentujących. Do tego każdy się zgodzi że ten promil komentarzy mówiący żeby ktoś się zabił, jest niestosowny i nigdy nie powinien mieć miejsca. Jeśli ten artykuł był skierowany do tych właśnie osób, to tak jak by robić znaki drogowe w tradycyjnej formie dla niewidomych, całkowicie bezcelowe.

        Ostatnie do czego ja bym się chciał odnieść to „Ten hałas jednocześnie wyświadcza nam jeszcze jedną drobną „uprzejmość”: zagłusza konstruktywną krytykę.”. Czy nie jest to ich pracą by dotrzeć do tych opinii co mają znaczenie, developerzy raczej nie powinni szukać owej krytyki na X, a raczej na forach poświęconych tej grze, gdzie dzielą się informacjami czy poprzez alpha, beta testy. Jeśli wydają produkt w wersji 1.0 żeby otrzymać feedback, to coś tu jest nie tak.

        Chętnie dowiem się o co dokładnie chodzi w tym artykule, jeszcze raz proszę o wytłumaczenie tego najprościej jak się da. na sam koniec, „Nie gracze zabiją Insomniaca. I z tego zabijania nie ma się co cieszyć.” tu się w zupełności zgadzam to nie gracze zabijają Insomniaca, to sam Insomniac to czyni wydając samograje, rynek sam się zweryfikuje jeśli developerzy nie będą dostarczać gier jakich oczekują gracze to z czasem zastąpią ich inni developerzy którzy zrobią to dobrze i nie widzę w tym nic złego.

      • tłumaczę uprzejmie – pani Emilia napisała toksyczny bait, żeby farmić kliknięcia. Jak widać, działa! Gratulację pani Emilio!

      • Osobiście poczekam jeszcze do jutra na odpowiedź od autorki tekstu, następnie przestanę śledzić artykuł. Po tym czasie będę rzeczywiście zmuszony do wydania samodzielnego osądu czy jest to bait, artykuł o niczym („nie można być niemiłym w internecie”) czy też może coś głębszego.

        Na koniec cytując autorkę „Druga szansa dla gry ma trzy warunki i wszystkie muszą zostać spełnione. Warunek pierwszy: studio musi dostać czas. Decyduje o tym właściciel zegara i tu nie mamy głosu. Warunek drugi: studio musi mieć do kogo wrócić. I to jesteśmy my. Nie kontroluje tego żaden zarząd. To nasze miejsce. (…) I jest warunek trzeci, najtrudniejszy do spełnienia: naprawę musi ktoś chcieć to wykonać. „, pierwszy (3 dni) a także drugi warunek (wciąż czekam) naprawy/wytłumaczenia (Naprawa nawiązuje do samego tekstu, jeszcze nie twierdzę że sam tekst wymaga naprawy) tego tekstu został spełniony, miejmy nadzieję że trzeci też się spełni.

      • Ależ proszę uprzejmie – 6 akapit od góry (licząc wstęp). O to jest cały ból tyłka.

      • Niestety, chyba masz rację.

      • Wkrótce zagram i się przekonam. Oglądałem recke Arhn.eu i mówi że to nie jest samograj, szczególnie na wyższym poziomu trudności. Jak ktoś już pisał, wad Wolverina można szukać, ale nie w tym, że to jest samograj. Zobaczymy

      • Mam nadzieję że ci się spodoba i miło spędzisz czas, natomiast nazwałem ten tytuł samograjem ze dwóch względów.

        Pierwsze tak jak pisałem powyżej mamy element pościgu, który dosłownie nie wymaga niczego od gracza, jeśli odejdziemy od konsoli na 8 minut i 41 sekund, etap sam się ukończy. Żeby nie być gołosłownym, umieszczam tytuł filmiku na YouTube „Marvels Wolverine Chase Sequence Plays Itself, (No Controller Input Required)”, nie wiem jaka jest polityka strony co do linków, dlatego tylko tytuł.

        Drugi powód to mechaniki które zmniejszają uwagę gracza do minimum, są to sekwencje quick-time-event które po określonym czasie, jeżeli gracz nie kliknie wymaganego przyciska, mechanizm robi to za gracza. Mechanika „wyczuwania” znajdziek (scent trail) która tworzy ścieżkę z zapachu, wskazującą praktycznie wszystko co mogło by się ukryć. Chociaż tutaj developerzy postanowili to zmienić i od łatki 1.001.006 można ten mechanizm wyłączyć, natomiast od 1.002.001 pozwolili również na wyłączenie śladu który wskazywał drogę do głównego celu.

        Biorąc pod uwagę długość tytułu, po odjęciu przerywników filmowych a także quick time eventów które są opcjonalne zostaje nam niewiele rozgrywki. Oczywiście ona dalej się tam znajduje, niezależnie od poziomu trudności. Kwestia tolerancji.

      • Chciałbym jeszcze sprostować, nie 8 minut i 41 sekund tylko 4 minuty i 40 sekund zanim element pościgu się zakończy. 8 minut wynikało z długości filmiku, w którym po samym pościgu jest z półtorej minuty walki a reszta to przerywniki filmowe i quick-time-eventy.

      • Czyli, że jak odpalę grę i kliknę graj, to sama się przejdzie? No nie, jedynka sekcja motocyklowa. Tutaj chciałem uprzedzić, że nawet jak grałem w jakieś inne liniowe gry, to staram się grać, a nie zachowywać jak instagromwy influencer i odkładać pada, byle zrobić szum. Kto co woli. W RE też masz sekcje na motorze i też się sama przejdzie, pytanie czy mimo wszystko będziesz grać, czy odłożysz pada.

      • A widzę gdzie jest problem, kiedy gracze mówią „samograj” to jest to niczym innym jak hiperbolizacją, oni nie mają na myśli że jak uruchomimy grę to ukończy się ona sama od początku do końca. To jest tak samo jak gdy mówimy że w Afryce nie ma wody, ona tam jest, tylko w małych ilościach i zazwyczaj ograniczana przez lokalne siły. Te wyolbrzymienia mają zwrócić uwagę na problem.

        Moment w którym, samo granie stanie się mniejszością w grze, gracze nazywają takie tytuły samograjami. Orientacyjny podział Wolverina od Chata GPT: Walka: 4–6 godzin, Eksploracja i przemieszczanie się: 3–4 godziny, Przerywniki filmowe i QTE: 2–4 godziny (wybacz nie chce mi się oglądać 12-15h tej gry, starczy mi 2h). Jak weźmiemy pod uwagę fakt że eksploracja przez mechanizm węchu była zbędna, ze względu na liniowość przy jednoczesnym podświetleniu wszystkiego. Tak samo quick-time-eventy są zbędne skoro nie ma znaczenia czy się kliknie czy nie. Działają one tak samo jak by dać młodszemu bratu kontroler który nie jest podpięty do konsoli, on sobie poklika i jest zadowolony. Gorzka prawda niestety jest taka, że jego klikanie nie miało znaczenia, a gdy się o tym dowie to będzie zły/rozczarowany. Ostatecznie samej rozgrywki było dość mało na premierę.

        Nwm jak wygląda sytuacja w RE, nie znalazłem samemu, a także przy pomocy czatu GPT, żadnego fragmentu który by potwierdzał że da się ukończyć tamten segment odchodząc od hardware. Jeśli masz tytuł/link do tego chętnie obejrzę.

        Tak jak pisałem wyżej jest to kwestia tolerancji i preferencji, dla ludzi stawiają rozgrywkę na pierwszym miejscu jest to spory minus, natomiast dla tych co rozgrywkę traktują jak dodatek dla opowieści to może być nawet plus. Ale w takim razie po co istnieją poziomy trudności, jak nie po to właśnie. Na trybie trudności poziomu Opowieść można by było zostawić to wszystko, a na trudniejszych QTE powinny wymagać od gracza uwagi. To samo tyczy się eksploracji.

  31. Tak ogromny populizm, że aż szczypie w oczy, stronniczość, nadmierne rozwleczenie (przez co ludzie sami niewiedza o czym jest ten artykuł), można by to o połowę ukrócić, a artykuł nie straciłby na znaczeniu. Gdzie jest wspomniane o politycznej poprawności deweloperów, o robieniu gier przez osoby mocno zaangażowane ideologicznie, przez co gra to sesja terapeutyczna chorych wyznawców ideologii. Gdzie jest wspomniane o żałosnym poziomie scenariuszy, o robieniu brzydkich postaci z ładnych kobiet, motyw girl boss, pouczanie gracza np., że ma robić pompki, bo śmiał powiedzieć zły zaimek. I płakanie simpów, bo ludzie chcą ładne bohaterki, całe SBI i DEI wpieprzyło się do game developingu i dyktuje, jak mają gry wyglądać, coś jak gala Oscarów, gdzie po zmianie zasad film nie dostanie nominacji za najlepszy film, jak twórca nie jest rasistą i nie wpieprzy do niego kogoś o odmiennym kolorze skóry czy mniejszości.

    Niech game developing ZDYCHA, chętnie postoję nad nimi i się pośmieję, zapraszam do McDonald’s, tam zawsze znajdą się miejsca. Nie wiem, czego tu się obawiać, nic nie trwa wiecznie, na ich kościach i prochach powstaną studia, w których gry będą tworzyć pasjonaci, a nie politycznie poprawne ufoludki.

    Zabawne, jak z takimi właśnie ufoludkami zrobiono porządek w Bethesdzie i sobie urządzili protest, było widać w całej okazałości to, o czym piszę, cały przekrój dzisiejszej politycznej poprawności plus koleś z tatuażem sierpa i młota na szyi. I to tacy ludzie siedzą w game developingu i go niszczą od środka, zaraz za julkami z HRu.

    • MarioMan napisał(a):

      Tak ogromny populizm, że aż szczypie w oczy, stronniczość, nadmierne rozwleczenie (przez co ludzie sami niewiedza o czym jest ten artykuł), można by to o połowę ukrócić, a artykuł nie straciłby na znaczeniu. Gdzie jest wspomniane o politycznej poprawności deweloperów, o robieniu gier przez osoby mocno zaangażowane ideologicznie, przez co gra to sesja terapeutyczna chorych wyznawców ideologii. Gdzie jest wspomniane o żałosnym poziomie scenariuszy, o robieniu brzydkich postaci z ładnych kobiet, mo…

      Te wymienione elementy byly w Wolverine? bo mi się one kojarzą z Dragon Age Veilguard, którego nie robił Insomniac XD

  32. Dev: „Hej to ja, John Insomniacdev, pracowałem przy animacji złoli w nowym Wolwerajnie, obczajcie ten badassowy klip, który właśnie repostuję na swoim twitterku z twitterka Sony:”

    Internauci: „Przyłożyłeś rękę do powstania tego ścierwa ku*wo szmato frajerze patrz co zrobiłeś obyś zdechł ze wstydu w męczarniach a twoja matka była ciągana końmi a szczątki twojego starego bez kremacji rozrzucone nad disneylandem a dzieci twoich dzieci były publicznie biczowane”

    CDA: „Nie no, takie zachowanie nie przystoi i niczemu nie służy, oto dlaczego:”

    Czytelnicy: „CzYLi cO, mAmY zgAdzAĆ SiĘ nA Ch*JowE gRy?????”

  33. Bez konstruktywnej krytki nie ma miejsca na rozwój i poprawę. Nie do końca rozumiem też przesłanie tego felietonu. To co mamy robic? Być bardziej „delikatni”? Czym to ma się objawiać? Nie chodzi mi o świrów, którzy zawołują do śmierci czy innych idiotycznych rzeczy. Ale jak inaczej mam wyrazić że taki Wolvie to dla mnie gra 5/10? Jest średnia, na każdy plus znajdę tutaj równie duży minus, a nie pomaga w tym wszystkim to, że jestem ogromnym fanem mutantów Marvela i bardzo liczyłem na tę grę. Tylko sam zauważyłem, że w prasie drukowanej oceny 1-4 występują bardzo rzadko, moim zdaniem zdecydowanie za rzadko. Przez to sami zawęziliście skalę. I dożyliśmy czasów, że 7/10 na dziesięc to porażka. Osobiście, czy to film czy gra 7/10 to coś zdecydowanie wartego uwagi, wysoka ocena.

  34. Tam w tym artykule pada więcej rzeczy. Nie widzisz ich?

  35. o boże ile tu komentarzy

  36. Nie chciałbym, żeby nasze giereczkowo zamieniło się coś w stylu babskich pogadanek, gdzie każda każdej sobie słodzi: -o boże jak cudownie wyglądasz! (mimo że ma potargane włosy).

Dołącz do dyskusji