Wszyscy w gamedevie boją się GTA 6 i nie zdajecie sobie sprawy, jak duża jest to szansa dla gier indie

Wszyscy w gamedevie boją się GTA 6 i nie zdajecie sobie sprawy, jak duża jest to szansa dla gier indie
Wycofanie się tych największych może okazać się zielonym światłem dla tych najmniejszych, aby mogli poopalać się w świetle Grand Theft Auto 6.

Prosta piłka – zaraz zaczynamy prawdziwy maraton, a w zasadzie jeden z najintensywniejszych okresów pod względem planowanej liczby średnio- i wysokobudżetowych premier. Sierpień, wrzesień i październik pobiją wszelkie rekordy, dokonają napadu na nasze portfele oraz czas – i nie ma najmniejszej szansy, żebyśmy w tym okresie zagrali we wszystko, na co przyjdzie nam ochota. Zresztą spójrzcie sami:

  • Beast of Reincarnation,
  • Big Walk,
  • Marvel: TOKON Fighting Souls,
  • Hell Let Loose: Vietnam,
  • The Sinking City 2,
  • Mortal Shell 2,
  • Aliens: Fireteam Elite 2,
  • Metal Gear Solid Collection Vol. 2,
  • Plague Tale Legacy Resonance,
  • Star Wars Zero Company,
  • Elden Ring – Tarnished Edition,
  • Captain Tsubasa 2: World Fighters,
  • The Blood of Dawnwalker,
  • Orbitals,
  • Onimusha: Way of the Sword,
  • Halloween: The Game,
  • Valheim 1.0,
  • Marvel’s Wolverine,
  • Warhammer 40,000: Dawn of War 4,
  • Silent Hill: Townfall,
  • Control Resonant,
  • Hot Wheels Infinite Rush,
  • Minecraft Dungeons 2,
  • End of Abyss,
  • Rayman Legends Retold,
  • Ace Combat 8: Wings of Theve,
  • Gears of War: E-Day,
  • Star Wars: Galactic Racer,
  • Clive Barker’s Hellraiser: Revival,
  • Dragon’s Dogma 2: Dark Arisen,
  • Planet Zoo 2,
  • Valor Mortis,
  • Castlevania: Belmont’s Curse,
  • Final Fantasy Resonance,
  • Call of Duty: Modern Warfare 4,
  • Phantom Blade Zero.
Control Resonant

A to zaledwie moja osobista selekcja „ograniczająca się” do 36 gier i z pewnością przegapiłem co najmniej parę wartych zainteresowania. W każdym razie już na bazie powyższej listy można mówić o jednej dużej premierze następującej co dwa i pół dnia, a więc w tempie i natężeniu wręcz niewyobrażalnym. I wiecie, nie ma opcji, że wszystkie te tytuły na siebie zarobią. Choć wiele z nich dotrze do różnych baz odbiorczych, niektóre z pewnością uprzykrzą sobie wzajemnie życie – a już bez wątpienia wychodzące tego samego dnia Silent Hill: Townfall oraz Control Resonant. Nikomu więc taki układ nie służy, bo wiąże się ze sporym ryzykiem utraty i pieniędzy, i graczy. Dlaczego zatem całkiem duże studia zdecydowały się w takim „deathmatchu” wziąć udział?

Rockstar winowajcą

Cóż, to nie tak, że mają jakiś większy wybór. Od samego początku starały się bowiem dostosować do daty wydania GTA 6, która okazuje się zmorą gamedevu – producenci AAA chcą trzymać się od niej z daleka, aby nie przegrać w bezpośrednim starciu z gigantem. Sęk w tym, że przewidywano raczej, iż Rockstar ostatecznie celuje w maj 2026, dlatego też uznano jesień za okres stosunkowo bezpieczny na wylądowanie.

Gdy jednak niecały rok temu okazało się, że „Gwiazdy Rocka” przesuwają przybycie nowego Grand Theft Auto na listopad 2026, wiele ekip poczuło się zmuszonych zrewidować kwestię premiery, jednocześnie nie wyrzucając całego planu marketingowo-wydawniczego do kosza. Część developerów uciekła więc w okolice lutego 2027, inni postanowili się sprężyć i wypuścić swoje produkcje na rynek miesiąc, dwa albo i trzy wcześniej – przed nastaniem okresu późnojesiennego. Zrobił się zatem nie lada tłok i trudno powiedzieć, kto wyjdzie z niego bez szwanku, a kto cały posiniaczony.

I nieważne, że GTA 6 jak na razie pojawi się jedynie na PlayStation 5. Boją się go i pozycje stricte pecetowe, i multiplatformowe – bo wszystkie oczy zwrócone zostaną na Vice City, reklamy oblepią całe miasta, media społecznościowe oszaleją, portale staną się monotematyczne i nawet w wieczornych wiadomościach w telewizjach publicznych zacznie się opowiadanie o największej i najdroższej (zobaczymy, czy najlepszej) grze wideo wszech czasów.

Do odważnych świat należy

W całym tym chaosie organizacyjnym da się przynajmniej zauważyć jedną zasadę – żadna z grubych ryb ani myśli o listopadowej premierze. Miesiąc ten wydaje się wyjęty z równania, wywieszono białe flagi, a Rockstar całkowicie przejął inicjatywę. Co prawda znajdziemy wyjątki pokroju debiutu switchowej wersji Metaphora: ReFantazio, ale to zaledwie port, i to przeznaczony na konsolę Nintendo, którą akurat GTA 6 może mieć w pompce trochę bardziej niż inni. Ach, no i oczywiście twórcy Phantom Blade Zero twierdzą, że Grand Theft Auto 6 w ogóle się nie boją, bo ich dzieło tak czy siak się obroni, ale cwaniakują z bezpiecznej odległości (choć faktycznie – kalendarzowo na samym końcu stawki), gdyż planują wydać swojego akcyjniaka 29 października. 

Co jednak owo zachowanie stosownego dystansu oznacza? Ano to, że przez około dwa i pół tygodnia nie będziemy mieli do czynienia z żadną dużą premierą. Jak nigdy w ostatnich latach karty nowości na Steamie, PlayStation i Xboksie zaczną świecić pustkami. I wiecie, co tu węszę? Okazję, która zdarza się bardzo rzadko – moment, kiedy cierpiących na FOMO i głodnych kolejnych tytułów graczy łatwiej przyciągnąć… „indykiem”.

Tak, na miejscu indie publishera bądź developera zebrałbym się na odwagę i wypuścił swoją grę niezależną właśnie w pierwszej połowie listopada – zwłaszcza jeśli planuje się jej debiut wyłącznie na PC, gdzie nie będzie musiała konkurować z GTA 6. Ba, Devolver Digital już teraz odwalił znakomity marketing stunt, zapowiadając, że właśnie w dzień premiery nowego Grand Theft Auto zamierza rzucić rynkowi na pożarcie jedną z przygotowywanych przez siebie produkcji. 

Nie trzeba jednak decydować się na takie szaleństwo, zwłaszcza że Devolver może sobie pozwolić na ryzyko – bo potencjalne fiasko ma wliczone w koszta. Wcześniejsze tygodnie – niezagospodarowane przez studia AAA – wydają się bardziej racjonalnym wyborem i jestem niemal pewny, że ktoś ze sceny indie (a może nawet paru takich śmiałków) na owej decyzji zyska i zdobędzie dużo większy pieniądz i poklask, niż gdyby miał się wpychać w zatłoczony kalendarz okresu sierpień–październik albo czekać na równie intensywny luty. Krótko mówiąc, GTA 6 wymusza na gamedevie nie lada gimnastykę – i na owej elastyczności część straci, inni z kolei wygrają. Na ogłoszenie zwycięzców i przegranych przyjdzie jeszcze czas, mrugam jednak wyraźnie do niezależnych devów… Nie przegapcie swojej szansy.

Skomentuj