Według Sony nie posiadamy kupionych gier, ale sporządzona właśnie lista udowadnia, że zaprzeczyło samo sobie
Trudno mi powiedzieć, czy bardziej zmęczył mnie wszechobecny remake Gothica, aktualne nasilenie obecności GTA 6, czy może powtarzanie jak mantry tego, że Sony dało sobie spokój z wydawaniem gier na nośnikach fizycznych i gracze są, jak to gracze, oburzeni. Niemniej ta ostatnia informacja jest kluczowa i wydaje mi się, że nie powinniśmy pozwolić jej odejść w przeszłość co najmniej tak długo, jak będzie to możliwe.
Ludzie z całego świata pod każdym postem w mediach społecznościowych Sony dają jak na razie świadectwo doskonałej pamięci, a nawet rozpoczęli mały, chociaż nieźle zorganizowany strajk. Firma już zadeklarowała, że nie zamierza zmieniać zdania, a nawet poniekąd przyznała, że „rozsądni gracze rozumieją istotę zakupu licencji, nie posiadania gry”. Z prawnego punktu widzenia ma to sens o tyle, że obrona w taki sposób może pozwolić uniknąć kar w sądzie. Z marketingowego to oczywiście samobójstwo. A jeśli dodamy do tego, że Sony w przeszłości otwarcie przyznawało coś przeciwnego, tzn. że gracze są posiadaczami kupionych gier, nie tylko licencji na nie, to robi się jeszcze weselej. Consumer Rights Wiki zebrało jak na razie ponad 30 przypadków, w których na stronach Sony znajdują się sformułowania o „posiadanych grach”.
Być może Japończycy liczyli na to, że sprawa w końcu ucichnie albo że zainteresowani sprawą nie okażą się wystarczająco wnikliwi, by przejrzeć archiwalne zasoby i wyciągnąć konkretne dowody. Te z kolei mogą posłużyć w sprawach sądowych, którymi Sony jest powoli zasypywane. Jedna, którą wspiera inicjatywa Stop Killing Games, płynie z Niderlandów, a kolejna wprost zarzuca brak wystarczająco zrozumiałej komunikacji przy kupowaniu gier na konsole PlayStation i jasnej informacji o tym, czy do klientów trafia kupiony produkt, czy tylko prawo do korzystania z niego. Jak wyjaśnić, że chodzi o to drugie, kiedy twoja własna strona internetowa twierdzi coś innego? O tym przekonamy się pewnie w najbliższych miesiącach.

Tymczasem już przed Gamescomem pojawiały się pierwsze informacje o tym, że Japończycy mogą ostatecznie zmienić zdanie w sprawie rezygnacji z płyt. Na razie nic nie wskazuje, by faktycznie miało się to wydarzyć, ale chyba przyznacie mi rację, kiedy powiem, że byłby to teraz idealny ruch PR-owy, który pozwoliłby znormalizować praktycznie każdą inną decyzję, np. potencjalnie absurdalnie drogie PlayStation 6.