GTA 6 w edycji Ultimate kupuje 9 na 10 graczy. Powód może być banalny
Dostaliśmy wczoraj jedną, bardzo interesującą liczbę: Sensor Tower usiadł i policzył przedsprzedaż Grand Theft Auto 6 i wyszło mu, że 89% zamówień to edycja Ultimate. Na Xboksie to 90%, na PlayStation 88,5%. Analityk firmy, Karl Kontus stwierdził z nieukrywanym zdziwieniem, że nic takiego nie widział przez całą swoją karierę, bo normalnie jest na odwrót, maksymalnie pół na pół.
Co za to właściwie odpowiada? Fenomen? Siła marki? GTA 6 jako zjawisko kulturowe? Strauss Zelnick mówił, że teraz kupują najbardziej zapaleni gracze. Ale to może być nie tylko to.
W PlayStation Store i Microsoft Store standardowa edycja kosztuje 349 złotych, Ultimate 429 złotych. Różnica nie jest taka duża. Znacznie większą mamy w przypadku innych gier (u Forzy Horizon 6 mamy np. 299 zł za wersję zwykłą, 428 zł za Deluxe i 519 za Premium). A za te 80 złotówek dostajemy nowe samochody, własne warianty bronie, misje, sporo kosmetyki z nowymi sklepami. Z wersji standardowej można zresztą dopłacić do Ultimate w dowolnym momencie, więc nikt nikogo nie przymusza do zakupu teraz.
Wróćmy do skali samej przedsprzedaży, bo tutaj lecą czapki z głów. Według Sensor Tower już 20 lipca gra miała ponad 4 miliony zamówień, z czego 77% na PlayStation. Kontus przy tym szacuje, że do premiery może uzbierać się nawet 25 milionów, co dałoby sumarycznie jakieś 2 miliardy dolarów do kieszeni Rockstara. Analityk dorzuca przy tym uwagę, którą wszyscy wydawcy powinni sobie wydrukować, oprawić w ramkę i powiesić nad łóżkiem: droższe edycje są zwykle wypełniaczami uzasadniającymi wyższą cenę, a tutaj mamy całkiem przyzwoitą ilość dodatków.

Czy jest warte swoich pieniędzy? Dowiemy się tak naprawdę na (podobno obowiązkowym) netfliksowym pokazie 27 sierpnia (albo sześć godzin później przez tych, którzy nie kupią abonamentu). Ale to GTA 6, umówmy się, ludzie wierzą tej grze w ciemno i mają ku temu powody.
Ta „dodatkowa” zawartość wygląda, z opisu, ewidentnie, jak wycięta część gry, celowo, by zmusić graczy do kupna tej droższej wersji. Wcale mnie nie dziwi, że większość kupuje właśnie tę, bo chcą zagrać w pełna wersję, a nie taką w której cześć zawartości jest za paywallem schowana(a znając życie dokupienie tej zawartości, po premierze, będzie skrajnie nieopłacalne). Rozumiem w pełni takie podejście graczy, bo sam lata temu kupiłem Far Cry’a 3 kolekcjonerkę, bo to była jedyna możliwość by dostać pełną grę, a nie okrojoną wersję. To czego nie rozumiem, to to, że ludzie w ciemno zamawiają za 100$ grę z której nie zobaczyliśmy nawet minuty realnego gameplayu i właściwie wiadomo o niej tyle co nic.
To prawda, to akurat ciekawe spostrzeżenie: mi to trochę umknęło, bo przyzwyczaiłam się do praktyk EA, znacznie bardziej ordynarnych (jak ME3…)
Oby to była wtopa na skalę galaktyczną. Oby, oby, oby! Może to by wreszcie sprawiło, że ta pilnie potrzebująca resetu branża w końcu j**bnie. Oby ten super hiper turbo mega pewny hit bez skazy bo-to-Rockstar okazał się takim krapiszczem, żeby wszystkim raz na zawsze odechciało się kupować preordery w najdroższych wersjach, nic nie wiedząc o g4rze i nie zobaczywszy ani sekundy gameplayu. Oby to był taki gniot, że żaden z frajerów, którzy w taki sposób kupili grą nie mógł robić dobrej miny do złej gry i twierdzić, że się doskonale bawi i się opłacało dawać kasę w ciemno. Ech, marzenie ściętej głowy.
hear hear
Przecież to oczywiste, że to najwięksi zapaleńcy kupują najdroższe wersje i kupują je, bo są zapaleńcami. Przecież są jest jeszcze 3 miesiące do premiery, nikt nie widział gameplay’u, a preorder można składać tylko i wyłącznie na PRODUKT CYFROWY. Są setki filmików na tiktoku jak ludzie sie chwalą i pokazują proces składania zamówienia na premium edyyysh.
Ludzie się bardziej powinni pochylić nad tym, dlaczego te zamówienia są w ogóle składane, a nie że ktoś dołożył 20$ żeby mieć więcej funkcji w grze, bo to akurat jest bardziej uzasadnione niż sam fakt składania tego pre-ordera.
Składanie preorderów można włożyć do tej samej kategorii co „pucharkowanie” gier. Jest to tzw „status statement”. Jakby nie można było się pochwalić swoim „osiągnięciem” w mediach społecznościowych, tego typu praktyki byłyby marginesem a nie normą.
„To nie jest kupowanie kota w worku”. Przepraszam, co? Ten przykład mógłby wręcz obrazować definicję kupowania kota w worku. Zanim okaże się, że pracownicy branżowych mediów do końca zwariowali, chciałbym zauważyć, że my tej gry realnie jeszcze nie widzieliśmy. Płacisz więc 100 dolarów za garść bliżej niesprecyzowanej zawartości wyciętej z gotowej produkcji, której pokaz jest dopiero zaplanowany. Przecież to jest szaleństwo. I na tym nie koniec, bo oto pisze Pani, że jest „przyzwyczajona do znacznie bardziej ordynarnych praktyk”. W sensie, że wyciąganie łapy po 20 dolców za odblokowanie już istniejącej zawartości gry, odkładanie w czasie pecetowej premiery, żeby zarobić drugi raz na tym samym, wkładanie do pudełek jednorazowych kodów zamiast płyt, czy zamykanie materiałów reklamowych za PŁATNYM WCZESNYM DOSTĘPEM to… mało? Czy Pani przypadkiem nie pracuje w dziale marketingu Rockstara?
Dosłownie, przecież aktualnie to R* ma najbardziej antykonsumenckie praktyki na rynku. Żaden Ubisoft, EA czy Ninetendo nie posunęło się do tak obrzydliwego zagrania. Ale dooobra. W końcu to R*, możemy mu ufać, c’nie?
Przyjmowałam zawsze, że co jak co, GTA było zawsze mniej lub bardziej dobrej jakości i tutaj ludzie przed-kupują bez wahania, bo „przecież to Rockstar”. Ale rozumiem do czego zmierzasz.
Rockstar musi mi zacząć lepiej płacić, ech.
„bo „przecież to Rockstar””
Kiedyś tak ludzie mówili o BW i CDPR, a jak teraz jest każdy widzi.
„Przecież to Rockstar” wypuścił GTA The Definitive Edition które okazało się portem z mobilek.
A co ma piernik do wiatraka? Można kupić kota w worku i być zadowolonym z tego kota. To nadal kupowanie kota w worku. To, że poprzednie odsłony były dobre (oczywiście wg Pani, ja nie grałem), nie oznacza, że kolejna będzie dobra. To, że ja ciągle natykam się na wiadomości, że morderca dostał 8 lat za morderstwo ze szczególnym okrucieństwem, choć nigdy nie powinien wyjść na wolność, nie oznacza, że się do tego przyzwyczaiłem. Tak samo jak nie przyzwyczaiłem się do wiadomości o lekarzach zarabiających miliony, bo podrobili papiery, nie przyzwyczaiłem się do kolejnych kłamstw i zdrad polityków dowolnej partii. Fakt, przyzwyczaiłem się do wersji cyfrowych gier, kupuję tylko klucze, ale to akurat jest dla mnie bez znaczenia. Pudełka mam w nosie, gier nie kupuję jak te lemingi od gta6 za kilkaset złotych. Dobra, skłamałem, kupiłem King’s Bounty: Wojownicy Północy, bo ufałem w jakość.
A ty na końcu swojego wywodu czy Pani przypadkiem „gdzieś nie pracuje” to jesteś tylko niepoważny, czy tak najzwyczajniej głupi, że aż dna sposobu swojego myślenia już dobijasz?
Zrozumiałeś w ogóle co on napisał? Widzę, że nie. Napisz mi, czego nie zrozumiałeś, to ci wytłumaczę.
Jak to mówią, „durniów nie brakuje”.
„Analityk firmy, Karl Kontus stwierdził z nieukrywanym zdziwieniem, że nic takiego nie widział przez całą swoją karierę, bo normalnie jest na odwrót, maksymalnie pół na pół.”
Pan Karl wcześniej nie miał doczynienia z „graczami”.
A tak, to klasyczna marchewka i kij.
Wydaje mi się że te preordery kupują ludzie którzy zwykle nie grają w gierki. Jak raz na 7 lat kupujesz konsole i jedną grę to można zaszaleć
Kurde, w takim razie dużo tych każuali XD
Myślę że istnieje całe spektrum growych każuali którzy nie mają nic wspólnego z oldschoolowymi growymi nerdami.
Myślę, że zdecydowana większość branży i to tak raczej bliżej 80% niż 60%. Sam mam znajomych, którzy mówią, że w gry dawno nie grają, ale no na GTA VI to kupią w końcu Playstation bo trzeba zagrać. I do jakiejś Fifki potem będzie. CHcieliśmy, żeby gry były „dojrzałym” medium i to mamy – i jak w każdym „dojrzałym” medium zapaleńców jest garstka. Dlatego rekordy oglądalności robią filmy Marvela, a nie irańskie dramaty obyczajowe
Proszę sobie darować ten sarkazm. Czytelnicy nie są ślepi i chyba każdy tutaj zgodzi się, że obserwujemy ze strony branżowych mediów „zmiękczanie” narracji wokół rzeczy niedopuszczalnych. Powyższy artykuł to zresztą bardzo dobry przykład. „W PlayStation Store i Microsoft Store standardowa edycja kosztuje 349 złotych, Ultimate 429 złotych. Różnica nie jest taka duża”. Pani Emilio, na miły bóg, przecież od czytania takich rzeczy dłonie same zaciskają się w pięści. Za tą „niedużą” (!) różnicą kryje się – powtórzę kolejny raz – bliżej nieokreślona, już znajdująca się w grze zawartość, do której Rockstar zwyczajnie zablokował dostęp każdemu, kto zdecydował się na wywalenie 80 (słownie: OSIEMDZIESIĘCIU) dolarów. Za kogo Pani nas bierze? To jest proste pytanie.
Proszę mi wybaczyć – to nie miał być sarkazm, tylko żart w odniesieniu do tego co Pan napisał, że pracuję w marketingowym dziale Rockstara 🙂 Wyciągnęłam inne wnioski z całej sprawy i oto one, ale rozumiem, co chce mi Pan powiedzieć i dlaczego. Będę miała o czym dzisiaj pomyśleć – postaram się na przyszłość w takim razie spojrzeć na całość trochę inaczej.
Ostre słowa ale zgadzam się w 100%. Kto wie, być może GTA6 przeleje tę czarę goryczy i otworzy oczy growej społeczności.
[cytat author=”Emilia Wyciślak-Swoboda” comment_id=”1527687″]„przecież to Rockstar”. /cytat]
Czyli uznajemy, że pecetowe porty poprzednich części GTA się nie wydarzyły? Bo jak tak ma wyglądać „jakość Rockstara”, to ja podziękuję.
Widzę że nie tylko ja pamiętam The Definitive Edition.
Szara masa będzie kupować,a R napychać sobie kieszenie
A niebo jest niebieskie.
Wszyscy mają Mambę, mam i ja 😛