Szef Unity wypowiedział się na temat metawersum. „Doświadczyłem tych wszystkich nowych platform i to jest zwykły chłam”
Rozum i godność prezesa.
Unity ma za sobą bardzo trudny czas prezesury Johna Riccitiello, czyli faceta, który przez 5 lat rozwalał Electronic Arts (w czasach, gdy było jeszcze co rozwalać, hue, hue), a potem przysiadł na chwilę na stołku szefa Unity i został tam przez kolejną dekadę. Jego sławne wypowiedzi, tak jak ta o „pieprzonych idiotach” zbulwersowały połowę internetu, a w połowie 2023 dał świadectwo świetnego zarządzania, kiedy zwolniono ponad 600 osób, po czym próbowano wprowadzić opłaty za instalowanie gier. John, przewidując reakcje na ten ruch, tuż przed ogłoszeniem nowej polityki firmy sprytnie pozbył się akcji. Niecałe pół roku później Riccitiello odszedł ze stanowiska, natomiast jego miejsce zajął Matthew Bromberg. Dzieje samego Unity jadą na wozie z kwadratowymi kołami, bo końca zwolnień i redukcji nie widać, ale nowe szefostwo zdaje się trochę bardziej stonowane w wypowiedziach, a może nawet sprzyjające graczom.
Kilka lat temu technologiczni guru mieli objawienie w postaci „metawersum” – środowiska online, w którym będzie można już całkowicie zamienić nas w maszynki do oglądania reklam. To delirium trwało przez krótką chwilę, podobnie jak NFT, po czym powoli coraz więcej firm przestawało w nie wierzyć. Sytuacja jeszcze nie jest jednoznaczna, bo np. Tim Sweeney, szef Epica i jedna z najważniejszych osób w kwestii rozwoju Unreal Engine’u wprost mówi, że 6. iteracja silnika będzie jak metawersum. Największemu konkurentowi Unreala, czyli właśnie Unity, to najwyraźniej nie grozi.
Nie byłem wielkim fanem metawersum. Jako twórca gier doświadczyłem tych wszystkich nowych platform i uznałem je za zwykły chłam. To wyglądało jak gry, które próbowaliśmy robić 15 lat wcześniej i nie ma szans, by zrobić z tego trwałą oraz atrakcyjną formę rozrywki dla konsumentów. Oczywiście dalej uważam, że dynamiczne platformy do gier-usług są podstawą biznesu. Fortnite, Roblox, każda duża tego typu produkcja. Większe firmy oferują tego rodzaju usługi z milionami albo dziesiątkami milionów aktywnych użytkowników. W pewnym sensie to kluczowa cecha branży gier wideo – 80% graczy jest zaangażowanych w doświadczenie, w którym uczestniczą od lat.
Niestety w sprawie tego typu usługowości Bromberg ma rację, bo przywiązujemy się do gier bardziej, niż powinniśmy, a wydłużające się czasy produkcji ułatwiają stworzenie modelu biznesowego opartego na rozwoju czegoś, co już jest, zamiast pompowania środków w sequele.
Nieco dalej szef Unity odnosi się do wizerunku:
Najważniejszą rzeczą było dla mnie ponowne odzyskanie zaufania i bycie lepszym partnerem. Kiedy zaczynałem, byliśmy w stanie wojny z naszymi klientami. Ludzie nas bojkotowali, na każdym kroku podkreślali, że nie podobają im się opłaty i nasz sposób komunikacji. Choć wiem, że brzmi to banalnie, najważniejsze było wzięcie oddechu i zmiana podejścia, by dostarczać ludziom to, czego potrzebują.
Z punktu widzenia przeciętnego gracza i tak najważniejsze jest to, że firma wycofała się z kontrowersyjnych opłat. Aż rok po ich wprowadzeniu, ale jednak.
Cały wywiad z Brombergiem można przeczytać lub przesłuchać na łamach The Verge.